Strona 1 z 6 123 ... OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 10 z 53

Wątek: Ratując bogów.

  1. #1
    Szambelan Awatar chochlik20
    Dołączył
    Sep 2009
    Postów
    4 089
    Tournaments Joined
    0
    Tournaments Won
    0
    Podziękował
    285
    Otrzymał 449 podziękowań w 314 postach

    Ratując bogów.

    Wstęp

    Nieznacznie zmieniła ułożenie skrzydeł. Z wrodzoną gracją łagodnie obniżyła pułap lotu. Prądy powietrzne pozwoliły jej swobodnie szybować w powietrzu nie marnując przy tym cennej energii. Delikatne podmuchy wiatru omywały jej ciało. Pieszczotliwie muskały jej pióra odprężając zmęczone podróżą ciało. Chętnie podałaby się temu uczuciu jednak instynktownie wiedziała, że musi pozostać czujna. Chwila nieuwagi mogłaby się zakończyć zaciskiem szponów drapieżnika, który w jednej chwili złamałyby jej kark. Bacznie lustrowała okolicę wypatrując zagrożenia. Jej wzrok przykuł niewielki budynek ukryty pośród wzgórz. Zaciekawiona przekrzywiła głowę pragnąc mu się lepiej przyjrzeć. Machnęła skrzydłami kierując się w tamtą stronę. Im bliżej była tym więcej szczegółów mogła dostrzec. Nie po raz pierwszy w życiu widziała takie rzeczy. Wiedziała, że to dziwne gniazdo zostało stworzone przez intrygujące dwunożne istoty. Tym razem jednak ich dom był częściowo wkomponowany w skałę, jakby jego budowniczowie pragnęliby zapewnić mu większa trwałość. Na niewielkim placu przed budowlą dostrzegła grupkę tych dwunożnych istot. Nauczona doświadczeniami z przeszłości wiedziała, że czasami lepiej trzymać się od nich z daleka. Zataczała niewielkie okręgi bacznie przyglądając się temu, co też działo się na dole. Zauważyła, że nawet jak na dwunogi byli oni dość dziwni. Ich skóra zdawała się odbijać promienie słońca. Dostrzegła też, że zgromadzili się wokół zagrożenia. Inne istoty, gdy tylko je dostrzegały lub wyczuwały natychmiast uciekały. Jednak dwunogi zdawały się do niego lgnąć. Zaiste były dziwnymi istotami. Gdy tak krążyła umyśle pojawiła się nagle informacja, że ten dziwaczne gniazdo jest świątynią, a ludzie zgromadzeni przed nią są jej strażnikami. Zaskoczona tą wiedzą pouczyła jak traci kontrolę nad własnym ciałem. Jej skrzydła utraciły sztywność, która sprawiała, że mogła swobodnie szybować. Mogła tylko patrzeć jak ziemia zbliża się w zastraszającym tępię. Coś zepchnęło jej jaźń w daleko w głąb umysłu. Nowy gospodarz władający jej ciałem w końcu opanował zbliżającą się katastrofę. Skrzydła rozłożyły się chwytając od nowa prądy powietrzne. Niezgrabnie wylądowała na dachu świątyni. Dwa umysły zgromadzone w jednym ciele wyczuły równocześnie, że zaraz staną się mimowolnymi świadkami. Mieli ujrzeć coś, co mogło zmienić losy świata.

    Przekrzywiała głowę we wszystkie strony, ale nie mogła zlokalizować źródła hałasu. Ptasia forma, choć obdarzona dużą mobilnością miała swoje wady. Strażnicy świątyni również zaniepokojeni hałasem chwycili za swoje miecze, po czym bacznie zaczęli wpatrywać się w spiżowe wrota, za którymi dochodził łoskot. Wyrwane potężnym uderzeniem obie połówki drzwi wypadły z zawiasów. Nim oszołomieni ludzie zdołali się otrząsnąć z szoku przed nimi objawiła się śmierć.

    Zarówno ptasi umysł jak i obcy gnieżdżący się w ciele krzyknęły równocześnie ogarnięte grozą. Ze świątyni wypełza wężopodobna istota. Jej łuski okrywające dolną cześć jej korpus mieniły się zgniłą zielenią w promieniach zachodzącego słońca. Góra typowo ludzka będąca groteską kobiety miała szarą barwę. Z głowy zamiast włosów wyrastały węże, których syczenie zwiastowało naciągającą katastrofę. Zaskoczeni strażnicy nie mieli większych szans. Dopiero, gdy pierwszy z nich runął na plac powalony strzałą reszta ruszyła do ataku.

    Obcemu umysłowi z trudem przyszło zapanować nad przerażeniem, jakie ogarnęło jego ptasiego nosiciela. Wytężał on wszystkie siły, by zmusić niesforne ptaszysko by pozostało na swoim miejscu i obserwowało potyczkę. Coś lub ktoś nie na darmo przeniósł jej jaźń do tej kupy piór. Wydawało się jej, że potyczka na dole to tylko nieistotne tło. Została sprowadzona tutaj by dowiedzieć się o czymś zupełnie innym. Czuła, że wkrótce wszystko się wyjaśni. Tymczasem udało się jej opanować to niesforne ptaszysko i zmusić je by obserwowało rozgrywające się na dole wydarzenia.

    Z piątki strażników pozostał już tylko jeden. Jego miecz zataczał łuki w powietrzu starając się trafić zwinną bestię. W końcu jakimś trafem udało mu się wbić ostrze w bok potwora spychając go na stojący na placu posąg. Miecz wszedł jednak zbyt głęboko i ostrze ugrzęzło w ciele bestii. Pozbawiony broni żołnierz zaczął się cofać. Wężopodobna istota tymczasem nie zważając na posokę lejącą się z rany wyszarpała miecz pragnąc zabić nim swojego przeciwnika. Siła uderzenie o posąg musiała być kolosalna, bowiem wyrzeźbiona w kamieniu postać dzierżąca pioruny zaczęła niebezpiecznie chybotać się na postumencie. Wściekła bestia runęła na bezbronną ofiarę unosząc do ciosu okrwawione ostrze. Strażnik nie spieszył się by uciec. Czekał i obserwował. Gdy miecz zataczał już łuk by zostać zatopionym w jego piersi uskoczył na bok odciągając przy okazji swojego rannego towarzysza. Ważący kilka ton posąg runął grzebiąc pod sobą bestię.

    Nagle ze świątyni wyłoniła się nowa istota. Jej ciało okrywały szczelnie zwoje tkanin nie pozwalając dostrzec jej prawdziwych kształtów. Nie mogła być jednak istotą ludzką, bo ludzie nie unoszą się tuż nad ziemią. Tym razem pierwotny strach ogarnął też obcy umysł, który zagnieździł się w ptasim ciele. Nie wiedziała, z czym ma do czynienie, ale bała się jak nigdy w życiu. Ptasi umysł, choć prosty wykorzystał tą chwilę, by uwolnić się z okowów. Wyrzucił on niechcianego gościa, po czym poderwał się do lotu pragnąc znaleźć się jak najdalej od tego miejsca.




    W innym miejscu i w innym czasie śpiąca kobieta, której ciało lśniło od potu gwałtownie się obudziła. Pierwotny lęk, jaki odczuwała podczas snu nie znikł, pozostałby przypomnieć jej, o czym śniła. Choć chciała krzyczeć to nie mogła. Z jej ściśniętego gardła wydobył się tylko cichy szept. Ktoś o doskonałym słuchu mógłby usłyszeć jak wyszeptała – powrócili…
    Ostatnio edytowane przez chochlik20 ; 09-06-2015 o 12:09
    Przepis na idealną kawę:

    Grafik
    : Co to za lura!? Kawa powinna być czarna, mocna, ostra i aromatyczna. Zrób mi drugą.

    Tytus: Rozkaz!
    Kawa powinna być czarna… Carbo medicinalis, czyli węgiel drzewny powinien ją doczernić. …mocna… Czy może być coś mocniejszego od spirytusu 95%? …ostra i aromatyczna… Reszty dokona papryka, pieprz, jodyna i… dezodorant „Brutal”.
    Grafik: O, teraz to jest kawa! To mnie postawi na nogi!
    Tytus: Szkoda, że nie dodałem jeszcze dynamitu.

    Księga XVI

  2. Następujących 2 użytkowników podziękowało chochlik20 za ten post:


  3. #2
    Szambelan Awatar chochlik20
    Dołączył
    Sep 2009
    Postów
    4 089
    Tournaments Joined
    0
    Tournaments Won
    0
    Podziękował
    285
    Otrzymał 449 podziękowań w 314 postach
    Rozdział 1

    Wyspa znikła dosłownie na moment, by za chwilę znów ujawnić swoje istnienie. W regularnie odmierzanych cyklach cel jej wędrówki rósł w oczach. Oparta o reling wpatrywała się w przestrzeń przed sobą. Dziób statku znów wynurzył się z wody by zasłonić sobą wyspę. Gdzieś tam, pomiędzy jej poszarpanymi skałami czaiła się istota, na, którą polowała a która była coraz bliżej by osiągnąć swój cel. Przemierzyła jej śladem całą kontynentalną Grecję, by w końcu opuścić ją w pościgu za nią. W tym szalonym pościgu nie było łowcy i ofiary, istniał tylko cel.

    Wspomnienia napłynęła falą. Spalone osady, zbezczeszczone zwłoki, które nie doczekały się godnego pochówku. Świątynie stawiane ku czci bogom splugawione obecnością bestii, które ośmielone milczeniem bogów niszczyły ich posągi. Wszędzie panował nieopisany chaos.


    Pierwszym gorącym śladem, jaki udało się jej trafić była dogasające pole bitwy, jaka miała miejsce niedaleko ateńskich murów. Armii dowodzonej przez króla Sparty – Leonidasa udało się pokonać ogromną hordę zwierzoludzi, która szykowała się akurat do szturmu. Dumny władca Sparty w końcu zrozumiał, że by pokonać wroga potrzeba jest jedność. Zapomniał o dawnych zatargach pomiędzy polis i ruszyłby wspomóc swoich dawnych wrogów. Bitwa była bardzo krwawa, wielu dzielnych synów Grecji oddało w niej życie, by ocalić mieszkańców Aten. Chociaż wszyscy wokół wznosili okrzyki zwycięstwa i wychwalali imię Leonidasa ten był jednak niepocieszony. Wiedział, że zwycięstwo zawdzięcza nie swoimi zmysłowi taktyka tylko szczęściu. Istota, której śladem tak niestrudzenie podążała w środku bitwy nagle opuściła swoje armię przechylając tym samym szalę zwycięstwa na stronę ludzi. Moralne zwycięstwo nie udało się jednak przekuć na sukces strategiczny. Choć pola wokół miasta zaścieliły ścierwa potworów, to kolejne ciągle przybywały powiększając i tak już nie małe ich szeregi.

    To niewielkie zwycięstwo przykryła jednak smutna wieść. Polis, które dzielnie odpierało ataki z zewnątrz mogło się ugiąć od ataku od wewnątrz. Akropol – potężna świątynia wzniesiona ku czci bogom została opanowana przez potwory. Postanowiły one urządzić sobie akurat wypad na miasto akurat, gdy weszła do miasta. Tłumy uchodźców, którzy tłumnie tłoczyli się na ateńskich ulicach wpadły w popłoch. Wielu z nich straciło życie nim żołnierzom udało się zagonić wroga z powrotem do świątyni. Gdy sytuacja została opanowana zdała się jej dowiedzieć, że istota będąca sprawcą całego tego zamieszania ruszyła na Kretę. Chociaż zmęczenie dawało się jej we znaki nie miała zamiaru odpocząć. Chciała jak najszybciej odnaleźć statek, którego kapitan gotowy byłby odbyć podróż na Kretę. Jednak zarządzające losami ludzi Mojry – prządki miały wobec niej inne plany. Port Aten - Pireus będący, dla oblężonego miasta jedyną drogą życia od kilku tygodni znajdował się w rękach bestii. Przedsiębiorczy Ateńczycy stworzyli, więc nową przystać w jednej z zatoczek, dzięki której do miasta docierały posiłki i zaopatrzenie. Droga jednak do niej prowadziła przez katakumby, które rozciągały się pod Akropolem. Ateny zostały, więc skutecznie odcięte od świata.

    - Nim słońce zajdzie za krawędź świata przybijemy do portu. Kapitan nie spodziewał się odpowiedzi, chociaż po cichu liczył, że pasażerka w końcu coś powie. Odkąd opuścili Ateny nie odezwała się ani słowem. W tych niepewnych czasach dodatkowa włócznia na pokładzie była mile widziana, ale chłód emanujący od wojowniczki przejmował go grozą. Nie skarżyła się na podłe jedzenie, na brak wygód nawet na brak prywatności. Była jakaś dziwna. Jeszcze raz rzucił okiem na posągową postać opartą o reling, po czym ruszył sprawdzić stan takielunku. Niedbale zawiązany węzeł mocno rozsierdził go. Czuł, że musi wyładować narastającą złość. Kopnął, więc najbliższego marynarza w tylną część ciała tak, że ten zatrzymał się na dziobie. Reszta poganiana wściekłymi okrzykami swojego dowódcy ostro wzięła się do pracy. Chociaż byli zajęci pracą to nie spuszczali wzroku z morza. Zbyt długo żeglowaliby wiedzieć, że morskie głębiny pochłonęły już nie jeden okręt, którego załoga nie była zbyt ostrożna.

    Uśmiechnęła się widząc miotającego się kapitana, który wrzeszczał jakby coś go ugryzło. Marynarze kulili się starając nie wchodzić mu w drogę nie chcieli, bowiem zaznać smaku kapitańskiego sandała. Zbytnia pewność siebie i niedbalstwo zgubiły już nie jednego. Zamknęła oczy, skupiła się na kołysaniu pokładu czekała aż nieodległe wspomnienia powrócą.
    Wykorzystała fakt, że szykowano się do szturmu na Akropol. Jeżeli Ateny miały w przyszłości istnieć należało go oczyścić by następnie odzyskać katakumby. Żołnierze doskonale sobie radzili z szczuropodobnymi istotami, które próbowały zagrodzić im drogę. Bestie jedna po drugiej padały pod ciosami mieczy i włóczni. Na placu czekały już jednak na nich gorgony, które okazały się trudniejszymi przeciwniczkami. Pozostawiła za sobą wiele trupów nim udało się jej dostać do wnętrza świątyni. Potyczka za jej plecami była dla niej nie istotna. Jeżeli nie uda się jej pokonać istoty, która za tym wszystkim stała, to trud żołnierzy byłby próżny.


    Katakumby okazały się rozległym labiryntem pełnym ślepych korytarzy oraz wrogich istot, które usiłowały ją zabić. Nie okazywała litości nikomu. Bez wahania dobijała nawet te istoty, które były ranne i próbowały uciekać. Brudna pokryta kurzem, oblepiona pajęczynami, usmarowana krwią pokonanych istot w końcu stanęła przed wrotami, które prowadziły na zewnątrz. Za nimi przyszło jej stoczyć najcięższą z dotychczasowych potyczek.

    Najwyższy kapłan Akropolu - Alastor próbował zagrodzić drogę Telkinowi - Megalezjosowi. Liczył, że moc, która dysponował pozwoli mu nie tylko zatrzymać tą prastarą istotę, ale także z pomocą bogów uda mu się ją zabić. Jednak ambicja oraz duma okazały się być niewspółmierne do mocy, jakimi dysponował Telkin. Nie pozwolił on jednak tak łatwo odejść pokonanemu przeciwnikowi. Pochwycił on duszę ambitnego kapłana, po czym związał ją powrotem z jego umarłym ciałem. Stworzył on w ten sposób strażnika, który miał zabić każdego, kto próbowałby podążać jego śladem.

    Gdy tylko otworzyła wrota oszalała z bólu istota próbowała ją zabić. Chłód śmierci, jaki z niej emanował przenikał aż do kości mrożąc szpik. Niewiele brakowałoby upiór ją pokonał. Zimno skutecznie odbierało jej siłę i wolę walki szarpiąc jej duszę lodowymi szponami. Z najwyższym trudem udało się jej zmobilizować resztki sił i zniszczyć tą umarłą skorupę odsyłając ducha kapłana do Hadesu. Najwidoczniej nie nadszedł czas by Atropos przecięła jej nić żywota.


    Gdy w końcu dotarła na powierzchnię czekał już na nią członek zakonu Prometeusza oraz statek, który miał zawieść ja na Kretę. Chociaż rany na ciele się zagoiły, to rana na duszy ciągle się jątrzyła. Bała się. Lękała się, że gdyby zawiodła mogłaby podzielić los Alastora. Jednak pod tym strachem ukryty był jeszcze głębszy, który napawał ją jeszcze większym lękiem.
    Ostatnio edytowane przez chochlik20 ; 09-06-2015 o 12:09
    Przepis na idealną kawę:

    Grafik
    : Co to za lura!? Kawa powinna być czarna, mocna, ostra i aromatyczna. Zrób mi drugą.

    Tytus: Rozkaz!
    Kawa powinna być czarna… Carbo medicinalis, czyli węgiel drzewny powinien ją doczernić. …mocna… Czy może być coś mocniejszego od spirytusu 95%? …ostra i aromatyczna… Reszty dokona papryka, pieprz, jodyna i… dezodorant „Brutal”.
    Grafik: O, teraz to jest kawa! To mnie postawi na nogi!
    Tytus: Szkoda, że nie dodałem jeszcze dynamitu.

    Księga XVI

  4. #3
    Ostatni Smok Awatar Rhaegrim
    Dołączył
    Jun 2012
    Lokalizacja
    Strych pośrodku niczego.
    Postów
    1 653
    Tournaments Joined
    0
    Tournaments Won
    0
    Podziękował
    63
    Otrzymał 47 podziękowań w 35 postach
    Zarąbiście Aara z tej gry jeszcze nie widziałem, wszystko fajnie i zapowiada się obiecująco.
    "Madness you say! Do you fear me? Are you afraid of what I might do, of what I might say? What a fascinating reaction''

  5. #4
    Szambelan Awatar chochlik20
    Dołączył
    Sep 2009
    Postów
    4 089
    Tournaments Joined
    0
    Tournaments Won
    0
    Podziękował
    285
    Otrzymał 449 podziękowań w 314 postach
    Cieszę się, że się podoba uprzedzam, że zdradzę kim jest moja postać dopiero przed samym Telkinem a ponieważ możliwości jest masa pozostają tylko domysły
    http://titanquest.gram.pl/mistrzostwa.php - zgaduj zgadula kim jest owa kobieta

    Chociaż gram na dodatku to AAR-a zakończę na pierwszym finałowym bossie. Ci co grali to wiedzą, Ci którzy nie to się dowiedzą
    Przepis na idealną kawę:

    Grafik
    : Co to za lura!? Kawa powinna być czarna, mocna, ostra i aromatyczna. Zrób mi drugą.

    Tytus: Rozkaz!
    Kawa powinna być czarna… Carbo medicinalis, czyli węgiel drzewny powinien ją doczernić. …mocna… Czy może być coś mocniejszego od spirytusu 95%? …ostra i aromatyczna… Reszty dokona papryka, pieprz, jodyna i… dezodorant „Brutal”.
    Grafik: O, teraz to jest kawa! To mnie postawi na nogi!
    Tytus: Szkoda, że nie dodałem jeszcze dynamitu.

    Księga XVI

  6. #5
    Szambelan Awatar Araven
    Dołączył
    Jan 2011
    Postów
    11 995
    Tournaments Joined
    2
    Tournaments Won
    0
    Podziękował
    379
    Otrzymał 269 podziękowań w 228 postach
    Bardzo dobre, masz talent. Może zostanie MG w sesjach PBF ?

  7. #6
    Szambelan Awatar Il Duce
    Dołączył
    Jul 2012
    Postów
    7 625
    Tournaments Joined
    0
    Tournaments Won
    0
    Podziękował
    79
    Otrzymał 335 podziękowań w 223 postach
    Jaki poziom trudności że tak z ciekawości spytam ?

  8. #7
    Szambelan Awatar chochlik20
    Dołączył
    Sep 2009
    Postów
    4 089
    Tournaments Joined
    0
    Tournaments Won
    0
    Podziękował
    285
    Otrzymał 449 podziękowań w 314 postach
    Cytat Zamieszczone przez Araven Zobacz posta
    Bardzo dobre, masz talent. Może zostanie MG w sesjach PBF ?
    Nie, pozostanę póki co przy takiej formie mojego talentu ,ale dzięki za propozycję

    Cytat Zamieszczone przez _yourself_ Zobacz posta
    Jaki poziom trudności że tak z ciekawości spytam ?
    Na zwykłym, bo pierwszy raz prowadzę tę postać, aby odblokować epicki musiałbym ukończyć grę tą postacią, a by zagrać na legendzie to przejść epicki.
    Przepis na idealną kawę:

    Grafik
    : Co to za lura!? Kawa powinna być czarna, mocna, ostra i aromatyczna. Zrób mi drugą.

    Tytus: Rozkaz!
    Kawa powinna być czarna… Carbo medicinalis, czyli węgiel drzewny powinien ją doczernić. …mocna… Czy może być coś mocniejszego od spirytusu 95%? …ostra i aromatyczna… Reszty dokona papryka, pieprz, jodyna i… dezodorant „Brutal”.
    Grafik: O, teraz to jest kawa! To mnie postawi na nogi!
    Tytus: Szkoda, że nie dodałem jeszcze dynamitu.

    Księga XVI

  9. #8
    Szambelan Awatar Il Duce
    Dołączył
    Jul 2012
    Postów
    7 625
    Tournaments Joined
    0
    Tournaments Won
    0
    Podziękował
    79
    Otrzymał 335 podziękowań w 223 postach
    Wiem jak się poziomy kolejne odblokowuje, sam Titana przeszedłem z 5 razy co najmniej

  10. #9
    Szambelan Awatar chochlik20
    Dołączył
    Sep 2009
    Postów
    4 089
    Tournaments Joined
    0
    Tournaments Won
    0
    Podziękował
    285
    Otrzymał 449 podziękowań w 314 postach
    Rozdział 2




    - Zamknięte! Powiedziałem, że jest zamknięte!
    Zaplecza wyłonił się postawny mężczyzna, który zdawał się ucieleśniać wszystkie cechy właściwe dla właściciela karczmy. Przeciętną twarz okalała burzą siwych włosów, które niesfornie sterczały we wszystkie strony. Lekko czerwony nos oraz oczy, w których igrały niesforne ogniki sugerowały, że lubił zabawiać gośćmi swoim towarzystwem. Miał zaokrąglony brzuch, którego zarys był dobrze widoczny pod tuniką. Nie przeszkadzał mu on podczas pracy w kuchni, mówił za to, że można tutaj dobrze i smacznie zjeść. Nie potrzebował zatrudniać człowieka, który miałby pilnować porządku. Wystarczyło tylko spojrzeć na jego potężną sylwetkę, by chęć do zakłócenia porządku uciekła w popłochu. Wydawać by się mogło, że osoba obdarzona taką posturą będzie poruszać się niezgrabnie i ociężale. Nic bardziej mylnego. Zręcznie pochwycił wirującą w powietrzu monetę. Nie musiał nawet na nią spoglądać by wiedzieć, że ma równowartość kilku dobrych posiłków. Jeszcze raz przyjrzał się niechcianemu gościowi, po czym skinął ręką sugerując by ten się rozgościł.

    Nie zdążyła nawet dobrze usiąść, gdy przed nią pojawił się talerz z parującym jeszcze jedzeniem. Gdy do jej nozdrzy dotarł mile łechcący aromat poczuła jakby nic nie jadła od urodzenia. Zapijając winem kolejne kęsy musiała przyznać, że nigdy jeszcze tak dobrze nie jadła. Nie zauważyła nawet, kiedy dosiadł się do niej właściciel – Jedź spokojnie, bo się zadławisz – stwierdził żartobliwym tonem.
    – Wiesz jak dotrzeć do…
    - labiryntu Minotaura – dokończył za nią karczmarz – Nie bądź taka zdziwiona. Przed tobą wielu śmiałków zagościło w Heraklejonie trafiając do mojej karczmy – powiedział wskazując ręką na przestrzeń wokół. Skusiły ich pogłoski o legendarnym skarbie króla Minosa, który miał się znajdować na końcu labiryntu. Uważali, że skoro bestia została powalona przez Tezeusza to spokojnie dobiorą się do łupu. Żaden z nich nigdy nie powrócił. Najwidoczniej nie tak łatwo jest zabić syna Posejdona. Chcesz dobrą radę? Odpuść sobie lepiej tą wyprawę, jeżeli ci życie miłe – powiedziawszy to wstał kierując się w stronę zaplecza.
    – A jeżeli nie cenię swojego życia, to jak mam tam trafić?
    - Kieruj się resztkami starej drogi. Zaprowadzi cię ona wprost pod ruiny pałacu Minosa w Knossos – powiedział zmęczonym głosem nie odwracając się. – Helios już prawie dotarł do końca swej drogi, zostań lepiej na noc, czasy są niepewne - powiedziawszy to zniknął za kotarą.


    – Masz wolne pokoje?! – Krzyknęła w kierunku zaplecza. Jej głos dziwnie brzmiał w pustym pomieszczeniu. Dopiero teraz zwróciła uwagę, że nikt nie siedzi za stolami, nikt nie rozmawia ani się nie śmieje. Wydarzenia ostatnich tygodni sprawiły, że przysunęła włócznie bliżej siebie gotowa w każdej chwili ją użyć. Pusta karczma wydała się jej nagle bardzo podejrzana.

    - Mam i nie musisz nic płacić za nocleg – była tak spięta, ze słysząc głos za plecami aż podskoczyła. Karczmarz śmiejąc się wyłonił się tuż za jej pleców, dostrzegłszy zbielałe palce zaciśnięte na drzewcu pokręcił tylko głową.
    – Chodź ze mną pokażę ci, gdzie będziesz spała – skinął na nią ręką, po czym ruszył w kierunku zaplecza. Nie jestem żadnym duchem ani tym bardziej upiorem – powiedział słysząc, że gość nie rusza się za stołu.
    – To, czemu karczma jest taka pusta? W tych czasach ludzi jeszcze bardziej ciągnie do siebie.
    – Widzisz istnieją rzeczy, których nie powstrzyma mur czy też dobrze wymierzony cios – w jego głosie brzmiał smutek – Od jakiegoś czasu w wiosce panoszy się choroba. Ludzie kładą się spać, a następnego dnia wstają już chorzy. Niektórzy mówią, że w księżycowe noce na wzgórzach można zobaczyć trupa tyrana Leukosa, który w otoczeniu swojej szkieletowej świty przemierza swoje dawne włości. Podobno to on jest sprawcą zarazy, jaka dotknęła Heraklejon. Nasz uzdrowiciel Ksantyppos udał się w góry w poszukiwaniu leku. Nie ma go już od kilku dni i jeżeli wkrótce nie wróci zapewne Haron przewiezie kilka nowych dusz przez Styks.
    – To jednak nie wyjaśnia, czemu nikt nie przychodzi do karczmy, – chociaż opowieść karczmarza wydawała się spójna to nadal miała wątpliwości.
    – Ludzie się boją, nie wiedzą, co jest przyczyną tej choroby. Boją się wychodzić z domu, gdy zapada noc. Czuwają przy lampkach oliwnych wypatrując zagrożenia. Widząc nietęgą minę gościa dodał szybko – nie musisz się martwić chorobą. Wszystkie przypadki miały miejsce, gdy księżyc był w pełni, więc być może to Leukos mści się za swoją śmierć? A najbliższa pełnia jest za dwa dni. Lepiej się prześpij. Wszystko i tak zależy od bogów. Miejmy nadzieje, że oni powrócą, bo inaczej my przestaniemy istnieć.

    Pokój był wysprzątany a łóżko wygodne. Nie spodziewała się, że w takiej niewielkiej osadzie znajdzie takie luksusy. Gorąca kąpiel, jaką przyszykował dla niej właściciel sprawiła, że poczuła się odprężona. Już od dawna nie zdejmowała z siebie pancerza, przyzwyczaiła się nawet do spania w nim. Miło było poczuć wieczorny wiatr na gołej skórze. Gdy, tylko przyłożyła głowę do siennika natychmiast usnęła.
    Ostatnio edytowane przez chochlik20 ; 09-06-2015 o 12:09
    Przepis na idealną kawę:

    Grafik
    : Co to za lura!? Kawa powinna być czarna, mocna, ostra i aromatyczna. Zrób mi drugą.

    Tytus: Rozkaz!
    Kawa powinna być czarna… Carbo medicinalis, czyli węgiel drzewny powinien ją doczernić. …mocna… Czy może być coś mocniejszego od spirytusu 95%? …ostra i aromatyczna… Reszty dokona papryka, pieprz, jodyna i… dezodorant „Brutal”.
    Grafik: O, teraz to jest kawa! To mnie postawi na nogi!
    Tytus: Szkoda, że nie dodałem jeszcze dynamitu.

    Księga XVI

  11. #10
    Szambelan Awatar chochlik20
    Dołączył
    Sep 2009
    Postów
    4 089
    Tournaments Joined
    0
    Tournaments Won
    0
    Podziękował
    285
    Otrzymał 449 podziękowań w 314 postach
    Rozdział 3

    Cofnęła się nieznacznie do tyłu, po czym wykorzystała pęd przeciwniczki. Zaślepione wściekłością stworzenie zareagowało zbyt późno. Drzewce włóczni gładko wniknęło w ciało, wychodząc w fontannie krwi z pleców. Twarz menady zastygła w wyrazie zdumienia, gdy śmierć roztoczyła nad nią swoje czarne skrzydła. Ostatnia z istot widząc śmierć swojej pobratymczymi wrzasnęła z wściekłości rzucając się do ataku. Poruszała się zwinnie niczym kot biegnąc na czterech kończynach. Wojowniczka patrzyła jak menada zbliżała się do niej w zastraszającym tempie. Na darmo próbowała wyciągnąć włócznię, która jak na złość zaklinowała się w ciele ofiary. Menada będą zaledwie kilka kroków od wojowniczki wykorzystując siłę tylnych nóg wyskoczyła w powietrze. Kierował nią instynkt łaknący krwi. Pragnęła poczuć w ustach jej metaliczny posmak. Chciała wyrwać jej bijące serce i pożerać je patrząc jak gaśnie życie w oczach śmiertelniczki. Gdy opadała na swoją ofiarę potężne uderzenie odrzuciło ją na bok. Koziołkując bezwładnie po ziemi starała się czegoś złapać, ale nie mogła nigdzie znaleźć oparcia. Przez jej zaślepiony nienawiścią umysł przebiła się informacja, że szybuje w dół.

    Krzyk wściekłości odbił się od ścian urywając się głuchym uderzeniem, gdy ciało uderzyło o skały. Wojowniczka osunęła się na kolana starając się złapać oddech. Menady były piekielnie trudnymi przeciwniczkami. Szaleństwo, jakie je ogarnęło, gdy ich patron bóg wina i zabaw – Dionizos zamilkł sprawiło, że rzucały się bezmyślnie na każdego. Nawet satyrowie nie były aż tak zaślepieni. Wycofywali się, gdy widzieli, że przegrywają. Menady natomiast walczyły aż do śmierci swojej lub przeciwnika. Poczuła jak coś ciepłego i mokrego zamyka się wokół jej dłoni. Spojrzawszy w dół uświadomiła sobie, że jej dłoń omywa krew wypływająca z leżącego obok ciała. Tkwiąca w nim włócznia celowała w niebo niczym palec oskarżyciela. Winowajczyni zdawała nie mieć sobie nic do zarzucenia, bo cóż można zarzucić przedmiotowi, skoro jego właściciel jest aż tak głupi. Powinna mieć świadomość, że włócznia może ugrzęznąć w ciele. Gdyby nie miała tarczy jej krew wymieszałaby się z krwią menady tworząc wspólnie czerwony strumień przemykający pomiędzy kamieniami. Po raz kolejny uśmiechnęło się do niej szczęście. Miała nadzieje, że ma go jeszcze sporo w zapasie. Gwałtowne uderzenie w bark odrzuciło ją do tyłu. Zszokowana zobaczyła jak z jej ramienia sterczy strzała, która ciągle wibruje po uderzeniu. Adrenalina wzburzyła jej krew. Zignorowała ból napływający falami z rany podrywając się na nogi. Kolejne strzały świstały wokół niej, odbijały się od jej tarczy, gdy rzuciła się w kierunku ukrytych pomiędzy drzewami strzelców.


    - Strzała jest zapewne zatruta, pozwól bym obejrzał twoją ranę.
    Wystraszona gwałtownie się odwróciła praktycznie zderzając się z człowiekiem, który wyłonił się tuż przed nią. Mężczyzna widząc jak szuka wzrokiem wbitej obok niej włóczni roześmiał się cicho. – Nie musisz się mnie obawiać. Jestem człowiekiem a nie żadną z tych bestii, jakich ostatnio pełno.
    Przyglądała się bacznie stojącej przed nią osobie. Nie wydawało się, że zaraz zmieni się w coś krwiożerczego, co rzuci się na nią by ją pożreć. Zresztą, gdyby pragnął ją zabić mógłby to zrobić wcześniej, gdy próbowała opatrzyć ranę. Skinęła głową przystając na jego propozycję. Na wszelki wypadek przysunęła się bliżej włóczni woląc ją mieć w zasięgu.
    Nieznajomy najpierw starannie oczyścił jej ranę wodą, po czym przyłożył kilka dziwacznie wyglądających liści by całość następnie obandażować. Gdy zajęty był opatrunkiem miała w końcu szansę lepiej mu się przyjrzeć. Nie wydawał się jej stary, chociaż biała broda mogła mylić, nie był też zbyt młody, bo w jego oczy zdradzały lata doświadczeń. Ubrany był w prostą szatę stworzoną z zszytych ze sobą skór. Przez ramię przewieszoną miał torbę, do której co jakiś czas sięgał. Wydawało się jej, ze nieustannie mamrocze słowa w języku, którego nie znała. To wszystko było dla niej dziwne, ale ramię, które zaczęło jej mrowieć przestało. Czuła się już znacznie lepiej.

    - Dziękuje ci za pomoc.
    – Nie musisz mi dziękować, taki mam zawód jestem bowiem…
    - Uzdrowicielem i nazywasz się Ksantyppos – powiedziała to pewnym siebie tonem. Była, bowiem pewna, że napotkała człowieka, o którym wspominał karczmarz. Najwidoczniej dla mieszkańców wioski ciągle istniała nadzieja.
    – Widzę, że zawitałaś do Heraklejonu – uśmiechnął się Ksantyppos – Wiesz może jak mają się jego mieszkańcy? - Jakoś się trzymają, ale zaraza ciągle nie minęła – widząc smutek malujący się na twarzy uzdrowiciela dodała szybko -, ale żyjesz i masz się dobrze, więc wkrótce wrócisz do wioski i im pomożesz.
    Ksantyppos odwrócił się do niej plecami, jakby nie mógł spojrzeć jej w twarz. – Co z tego, że żyję i wrócę? Bez mojego kostura, który poświęcił sam Apollo nie mam szans sprostać zarazie. Tu potrzeba nie tylko ziół, ale również magii. Gdyby, nie te przeklęte arachnosy! – Wykrzyknął wzburzony, po czym już na spokojnie zaczął mówić, co mu się przydarzyło. Gdy słuchała opowieści uzdrowiciela, w jej duszy narastały dwa sprzeczne uczucia. Z jednej strony poczucie misji, którą musiała wykonać zaś z drugiej strony chęć niesienia pomocy. Przypomniała sobie trupy, jakie mijała w swej wędrówce, karczmarza, który ją ugościł. Wiedziała już, co należy czynić.
    – Możesz mi wskazać, gdzie znajdę ich legowisko?

    Im była dalej tym robiło się coraz trudniej. Ciemności nie ułatwiały zadania a lampka oliwna nie dawała zbyt dużo światła. Zamiast niej wolałaby pochodnie, ale je mocny blask mogły sprowadzić na nią kłopoty. Musiała dobrze przemyśleć każdy swój krok, jeżeli pragnęła dotrzeć do celu. Wystarczyłoby, że dotknęłaby przypadkiem, którejś z nici a ściągnęłaby na siebie kłopoty. Chociaż wydawało się, że są bardzo cienkie i wystarczy je dotknąć, aby je zerwać to pozory myliły. Były one bardziej sprężyste i mocniejsze od lin, jakich używa się na statkach. Nawet przy pomocy najostrzejszego miecza miałaby problem, aby się z nich wyplątać. Oczywiście, jeżeli miałaby wystarczająco dużo czasu. Potrącenie lub przerwanie którejkolwiek z nich ściągnęłoby na nią ich twórców, którzy czaili się w mroku. Te przeklęty pomioty Arachne tylko czekały, aż ich obiad oplącze się w lepkie sieci próbując się z nich wyplątać. Im bardziej desperacko ktoś się w nich szarpał tym szybciej malały jego szanse na ucieczkę. Musiała zresztą uważać nie tylko na sieci, ale także na pomniejszych kuzynów ich twórców. Pająki wielkości kury przemykały bez problemy po nich śmigając we wszystkie strony. Na szczęście żaden z nich nie próbował jej zaatakować. Wiedziała, że żywią się one resztkami tego, co zostawili ich więksi kuzyni, chociaż same też były sprawnymi łowcami. Zresztą pozbywały się one nie tylko resztek, ale były też swoistym systemem alarmowym. Gdyby zabiła, któregoś z nich zaraz pojawiłaby się ich chmara, która rzuciłaby się na nią. Odgłosy walki ściągnęłyby na nią ich większych kuzynów. Zastanawiała ją jedna rzecz. Miała już do czynienia z tymi bestiami i wiedziała, że nie polują one na powierzchni, chyba, że … Ten rój miał swojego przywódcę, który najwidoczniej lubił błyskotki. Zauważyła, że korytarz się powiększa. Najwidoczniej wybrała dobrą odnogę i wkrótce trafi do głównej komory. Instynkt jej nie zawiódł. Zgasiła lampkę, która przestała już jej potrzebna, w nowej rzeczywistości była tylko zawadą. Otuliwszy się szczelnie płaszczem znikęła w mroku. Bezszelestnie weszła do środka. Na największej pajęczynie, jaką do tej pory widziała czaił się ogromny pająkopodobny stwór. Arachne pragnąc się zemścić na Atenie, która z zazdrości zmieniła ją w pająka wydawała na świat swoje przerażające potomstwo. Było ono hybrydą pająka i człowieka. Z pajęczego odwłoku wyrastał ludzki korpus. Cztery pary odnóży zapewniało bestii mobilność, natomiast ludzkie ręce pozwalały dzierżyć różnego rodzaju oręż, który zabrali swym ofiarom. Czający się na pajęczynie przedstawień tego gatunku bestii był ogromny. Postawiony obok dorosłego mężczyzny górowałby nad nim. Jego ludzka część chroniona była pancerzem, którego ozdabiały rdzawe zacieki. Chociaż w rzeczywistości, której obecnie się poruszała nie istniały inne kolory oprócz szarego, za to istniały jego odcienie. Domyśliła się, w jaki sposób powstały te zacieki. Miała nadzieje, że jego właściciel nim zginął wziął ze sobą kilka tych potworów. Na wyciągnice ręki na pajęczynie spoczywał buzdygan, którego nie powstydziłby się sam Herkules. Jej wzrok przykuły dziwne znaki wymalowane na jego odwłoku. Pierwszy raz widziała tak dziwnie poskręcane runy, które tworzyły coś na kształt pajęczyny. Wewnętrzny głos podszeptywał jej, że lepiej jest nie stawać do otwartej walki z tą bestią. Musiała znaleźć inny sposób by go pokonać i odzyskać utracony kostur. Zlustrowała pomieszczenie starając się znaleźć coś, co pomoże jej w walce. Uśmiechnęła się, gdy dostrzegła omszałe belki podpierające jedną ze ścian. Najwidoczniej arachnosy uwiły sobie gniazdo w opustoszałej kopalni. Może i były doskonale przędły swoje sieci, ale kopać nie potrafiły. Zostało tylko odnaleźć jeszcze kostur uzdrowiciela. Rozejrzawszy się po pomieszczeniu dostrzegła go leżącego na stosie innych łupów. Sądząc po ich wielkości wielu nieostrożnych podróżnych padło ofiarą tego roju. Szybko ułożyła w plan, po czym ruszyła wcielić go w życie.


    Uderzenie zerwało większość nici sprawiając, że stworzenie wylądowało niezgrabnie na ziemi. Nim otrząsnęło się z zaskoczenia uderzyła włócznią w odsłonięte podbrzusze. Ryk bólu powiedział jej, że trafiła idealnie. Biegnąc chwyciła kostur, po czym rzuciła za siebie kilka niewielkich fiolek. Teraz musiała tylko szybko uciekać żywiąc nadzieje, że nie zaplącze się w żadną z sieci. Przemykając korytarzami rzucała za sobą kolejne fiolki. Głuche odgłosy dobiegające za jej plecami mówiły jej, że musi się pospieszyć. Zewsząd dochodziły ją gniewne syki zwiastujące, że nadciąga nowe zagrożenie. Nagle tuż przed nią wyrósł olbrzymi pająk, który rzucił się w jej kierunku. Nie zwalniając przebiła go włócznią odrzucając go na bok. To samo postąpiła z innymi, które ośmielały się zastąpić jej drogę. Gdy dostrzegła światło przebijające się przez pajęczyny rzuciła się w jego kierunku. Wylądowała miękko na trawie, po czym zasłoniła głowę rękami. Okolicą wstrząsnęło głuche uderzenie, poczuła jak drży ziemia. Świat przesłoniła chmura pyłu, a kilka skalnych odłamków boleśnie uderzyło ją w plecy. Arachnosy już nigdy nikogo nie napadną pomyślała widząc efekty swojej wyprawy. Zwałowisko kamieni skutecznie zamknęło im drogę na zewnątrz. Za drzewa wyłonił się Ksantyppos, który musiał usłyszeć wybuch. Widząc swój kostur w ręce wojowniczki uśmiechnął się szeroko. Dzięki zawartemu w nim błogosławieństwu oraz mieszańce ziół mógł pomóc cierpiącym mieszkańcom Heraklejonu powrócić do zdrowia. Widząc radość na twarzy uzdrowiciela poczuła ulgę. Po raz pierwszy od czasu walki z Alastorem poczuła, że może się jej udać. Choć wiedziała, że musi się spieszyć, by przeszkodzić Telkinowi – Megalezjosowi to czuła, że musi zrobić jeszcze jedną rzecz.
    – Wskaż mi drogę do grobowca Leukosa – zwróciła się do Ksantypposa.

    Ostatnio edytowane przez chochlik20 ; 18-06-2015 o 09:01
    Przepis na idealną kawę:

    Grafik
    : Co to za lura!? Kawa powinna być czarna, mocna, ostra i aromatyczna. Zrób mi drugą.

    Tytus: Rozkaz!
    Kawa powinna być czarna… Carbo medicinalis, czyli węgiel drzewny powinien ją doczernić. …mocna… Czy może być coś mocniejszego od spirytusu 95%? …ostra i aromatyczna… Reszty dokona papryka, pieprz, jodyna i… dezodorant „Brutal”.
    Grafik: O, teraz to jest kawa! To mnie postawi na nogi!
    Tytus: Szkoda, że nie dodałem jeszcze dynamitu.

    Księga XVI

Strona 1 z 6 123 ... OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •