Strona 1 z 3 123 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 10 z 25

Wątek: Arewakowie, czyli na bieżąco wieści z frontu z toczącej się kampanii

  1. #1
    Krwawy Kardynał Awatar Samick
    Dołączył
    Oct 2010
    Postów
    5 929
    Tournaments Joined
    9
    Tournaments Won
    1
    Podziękował
    190
    Otrzymał 423 podziękowań w 260 postach

    Arewakowie, czyli na bieżąco wieści z frontu z toczącej się kampanii

    Arewakowie to biedne, iberyjskie plemię, mocno przywiązane do swej tradycji, co objawiło się silną niechęcią do walki z pokrewnymi ludami. Gdy jednak do takowej wojny dochodziło, nie ustępowali bitnością i brutalnością żadnym krewniakom.



    W roku 272 p.n.e. walczyli z Luzytanami, mieszkającymi nad wybrzeżem Atlantyku. Nie było to bliskie, ani największe zagrożenie dla Arewaków. Z południa i wschodu dochodziły wieści niesione przez kupców o postępach Kartagińczyków i ich kolonii. Dysponując dużą, bitną, zaciężną armią, rozbijały one podzielone plemiona iberyjskie w proch, zakładały faktorie handlowe i budowały wielkie miasta.

    Tamten rok był o tyle wyjątkowy, że przywódca Arewaków - Labaros - postanowił zjednoczyć Iberię w walce z Punijczykami. Przedsięwziął wiele kroków dyplomatycznych, wiążąc swój lud z krewniakami na różne sposoby. Przywiązanie do tradycji, z którego słynęli, znacząco ułatwiało wszelkie działania w tym kierunku. Jednakże za słowami muszą iść czyny. Z żalem wyruszył na zachód, ku Olisipo, by pokonać Luzytan bądź nakłonić do współpracy. W rezultacie sojusze i traktaty zawarto z Celtykami, Edatenami i Turdetanami, którzy już prowadzili wojnę z Kartaginą.



  2. Użytkownicy którzy uznali post Samick za przydatny:


  3. #2
    Krwawy Kardynał Awatar Samick
    Dołączył
    Oct 2010
    Postów
    5 929
    Tournaments Joined
    9
    Tournaments Won
    1
    Podziękował
    190
    Otrzymał 423 podziękowań w 260 postach
    Laborosa bolały pewne niepowodzenia. Przywiązanie kulturowe nie wzbraniało Iberom walk między sobą, przez co jego akcje dyplomatyczne szybko zaowocowały podziałem Iberów na dwa obozy: chcący walczyć z Punijczykami (czyli mniej więcej południowy) i ten który nie był zainteresowany takową wojną (mniej więcej północ).
    Prócz słów i czynów, potrzebne było jeszcze złoto. Biedni Arewakowie potrzebowali jej dużo, jeśli chcieli wyprzeć Kartagińczyków z półwyspu. To działania podejmowane z powodzeniem w różnych dziedzinach dały mu te imię. Iberyjskiego imienia nie znamy, Laboros pochodzi od łacińskiego labor, laboris czyli pracować. Pracował zaś bardzo ciężko.

    Sferę militarną Laboros pozostawił Ratisowi, który szybkim marszem zbliżał się do Olisipo. Jego nieliczne wojska poprzedzała grupa agentów zbierających dane o siłach i nastrojach Luzytan oraz siejących plotki, propagandę i strach w szeregach wojowników. Otwarcie głosili cele Arewaków: połączenie plemion iberyjskich w celu wspólnej walki z Punijczykami.
    Arewakowie weszli pewni siebie do kraju Luzytan, przekraczając graniczną rzekę Tagus, jednakże rozłożeni wokół Olisipo przeciwnicy byli przygotowani na ich nadejście. Nie dość, że liczniejsi to jeszcze nie udało się ich zaskoczyć, co wywołało gniew Ratisa. Postanowił się cofnąć za rzekę i po zebraniu większych sił uderzyć raz jeszcze.



    Ratis wzmocniony zaciężnymi z okolicznych plemion raz jeszcze podszedł po Olisipo, uderzył na obóz znajdujący się w pewnej odległości od osady i pokonał Luzytan. Uderzył z marszu na Olisipo, ale rozbici wojownicy z obozu zebrali się i szykowali się do uderzenia na tyły Arewaków. Ratis kazał rozpalić o zmroku wiele ognisk od północnej strony Olisipo, po czym zebrał zmęczonych wojowników i ruszył na północ ku idącym na niego Luzytanom. Załoga oblężonych Luzytan, wstrząśnięta klęską zachowała się biernie, więc o poranku Ratis rozbił zaskoczonych przeciwników, po czym jeszcze tego samego dnia po raz kolejny zaskoczył Luzytan, wrócił pod stolicę. Nie wystawiono straży, po zorientowaniu się że ogniska były fortelem, uznano że Arewakowie musieli wycofać się z powodu strat. Arewakowie wdarli się do osady, zapłonęły zabudowania, nie było czasu na negocjacje, ani chęci ich przeprowadzenia. Gwałtowne starcia pomiędzy domostwami zamieniły się w w rzeź obrońców, którzy nie mogli uniknąć mieczy i włóczni w nich wymierzonych, ponieważ cywile zatarasowali swoimi ciałami i unoszonym mieniem wiele przejść. Do wieczora walki wygasły a luzytańska starszyzna poddała się Ratisowi. Mimo krwawych zmagań, Arewakowie wypuszczali wziętych do niewoli krewniaków, przez co rozmiar klęski nie był aż tak duży, jak się początkowo wydawało.

    Zajęcie Olisipo miało dwie zalety:
    1) Towar handlowy - żelazo.
    2) Dostęp do lepszej jakości wyposażenia, co miało się przydać w zbliżającym konflikcie.

    Była też wada i to nie mała, bo obrona takiego terytorium w przypadku utraty sojusznika w Eboras mogło skończyć się gorzej niż tragicznie.



    Ratis szybko posłał umyślnego z wiadomością o sukcesie, który minął się z posłańcem Laborosa z wezwaniem do jak najszybszego powrotu. Laboros próbując zrozumieć północne plemiona, których nie rozumiał, zaczynał tracić grunt pod nogami. Tamtejsze plemiona nie wiedziały nic o Kartagińczykach, którzy w poszukiwaniu zdobyczy parli ku północy. Za to południe nie wiedziało nic o Galach, którzy parli ku południu, będący największą zmorą tamtejszych regionów. Owo zrozumienie przyszło z czasem, wraz z pogłębianiem relacji dyplomatycznych i wymianą informacji.



  4. #3
    Krwawy Kardynał Awatar Samick
    Dołączył
    Oct 2010
    Postów
    5 929
    Tournaments Joined
    9
    Tournaments Won
    1
    Podziękował
    190
    Otrzymał 423 podziękowań w 260 postach
    Wracający z wojny Arewakowie zostali zaskoczeni przez mały podjazd kartagiński, który znieśli a świadomość kolejnej wojny dotarła do nich gdy zbliżali się do swych sadyb. Ratis stanął u południowych krańców terytorium plemienia i przyjął postawę wyczekującą. Musiał uzupełnić zapasy i zebrać nowych wojowników, zaś pozycja u zbiegu rzek Tag i Guadarrama dawał świetne możliwości obrony wobec potencjalnej punickiej ofensywy. Zajął najbardziej korzystne przeprawy przez Tag łączące Arewaków z jednym z najważniejszych kartagińskich miast na półwyspie - Nową Kartaginą.



    Zaś Laboras był całkowicie zbity z tropu. Przynajmniej przez pierwsze parę minut. By pokazać swą siłę, postanowił nie wzywać sojuszników do tej wojny, ufny w szczęście, łaskę bogów, wracające wojska i własne zdolności. Jego planem było zaprowadzenie pokoju i przyjaźni pomiędzy dwoma Iberiami, jednak wypadki toczyły się szybciej niźli tego chciał. Po zebraniu wojowników ruszył na południe, na spotkanie Ratisa. Wojownicy zostali z tyłu gdy obaj wodzowie spotkali się nad Tagiem i ustalili szczegóły kolejnego kroku.

    Ratis również zasługuje na przydomek pracowitego, prócz zbierania ludzi i zapasów, nie zaniedbał odpowiedniego wywiadu, który tak szwankował podczas poprzedniej kampanii. W Nowej Kartaginie nie było ani jednego żołnierza, poza milicją i nielicznym garnizonem oraz paroma okrętami. Szybkim marszem, równoległymi drogami, Arewakowie zbliżali się do potężnego miasta. Takiego widoku nie widziała znakomita większość z nich. Nic dziwnego że wielu było porażonych skalą budownictwa. To nie były iberyjskie chaty, to były cegły i kamień. Potężne mury groźnie łypały na każdego, kto miał nieczyste zamiary i zmuszały do pokory.



    Tymczasem Kantabrowie rozpoczęli zjednoczenie plemion północy do walki z Galami. Owocem tych podbojów było pojawienie się wodza zaprzyjaźnionego plemienia, któremu Arewakowie nie mogli udzielić pomocy. Decyzja o przyjęciu kogoś kto przegrał nie było według wielu fortunna, ale zaowocowała pojawieniem się zdolnego wodza, zmotywowanego do odwdzięczenia się i rewanżu na swoich adwersarzach.



    Edetanowie również nie pozostawali bezczynni, rozpoczęli działania mające na celu przyspieszenia zjednoczenia Iberii, walcząc ze swoimi północnymi sąsiadami. Jedynie Turdetanowie byli przyciskani przez Nową Kartaginę, kolonię punijską. Ich główne miasto, choć warowne mogło paść w każdej chwili.

    Sytuację zmieniał upadek Nowej Kartaginy, miasta warownego, które padło w dość nieprzewidzianych okolicznościach. Większa część biedoty i prostych robotników była Iberami, mającymi dość bogactwa Punijczyków. Zajęli oni jedną z bram i otworzyli przed Arewakami. Po krótkim oporze załogi, zajęto zamek i port.
    By zapewnić całkowitą kontrolę nad regionem, należało jeszcze zdobyć Baleary. Słabo zaludnione wyspy na Morzu Śródziemnym mogły stać się zmorą Arewaków, którzy nie nawykli do walki na morzu. Dzięki iberyjskiej populacji Nowej Kartaginy, zwerbowano załogi galer, zebrano statki i ruszono ku wyspom. Okręty wpłynęły w dzień ku powszechnemu zdziwieniu, a główne miasta zajęto bez oporu.



  5. #4
    Krwawy Kardynał Awatar Samick
    Dołączył
    Oct 2010
    Postów
    5 929
    Tournaments Joined
    9
    Tournaments Won
    1
    Podziękował
    190
    Otrzymał 423 podziękowań w 260 postach
    Turdetanowie przestali się liczyć na scenie po upadku ich głównego miasta - Karbuty. Upadek tego miasta odsłaniał Eboras, ważne miasto łączące luzytańskie ziemie z głównymi siedzibami Arewaków. Wyparcie Kartagińczyków z kontynentu było tylko przedsmakiem tego co czekało Laborosa, teraz musiał wyprzeć ich protektorat - Nową Kartaginę. Zaś w dalszej perspektywie pojawiła się kolejna groźba - Arwernowie. Te galijskie plemię pokonało Kantabrów i wdarło się do Iberii. Ich sytuacja była na tyle tragiczna, że bez zastanowienia dołączyli do Arewaków, gdy Laboros wysłał im propozycję stworzenia konfederacji.

    [img]http://images.akamai.steamuserconten...1521F7DCFF282/[/img]

    Cessetanowie, odbili się od dna i w brawurowy sposób pobili na głowę Edetanów, stając się nowym partnerem do rozmów dla Laborosa. Stare układy utrudniały nowe kontakty, ale było kwestią czasu gdy wszystko pójdzie w planowanym przez Laborosa kierunku.
    Wszystkie te akcje działy się, gdy był odcięty przez flotę kartagińską na Balearach.

    Ratis dokonywał niezbędnych porządków, które stworzyły podstawę pod dalsze działania. Burzył punickie świątynie i stawiał iberyjskie, umacniał wpływy kulturowe i uzupełniał armie. Celtykowie mimo sukcesów nie byli możni do stawiania dłuższego oporu sami, kwestią czasu (i to naglącego) było odciążenie ich. Jak wspomniano, strata Eboras byłaby bardzo dotkliwa dla Arewaków, dzieląc ich posiadłości na pół. Za cenę sojuszu i większego przywiązania Arewakowie wsparli Celtyków.



    Wchłaniając Kantabrów, Arewakowie zyskali spadek, malutką flotę, która stała się zaczątkiem ich atlantyckich sił wspierających i zaopatrujących armie lądowe operujące wzdłuż wybrzeży Atlantyku. Podobnie postanowiono postąpić na Morzu Śródziemnym, zakładając malutką flotę która miała wspierać obronę świeżych zdobyczy i pilnować porządku... Chociaż nie jest pewne czy marynarze, zawsze skorzy to picia i burd, mają we krwi pilnowanie porządku gdziekolwiek poza własnym statkiem.

    Arewakom potrzebny był plan, wieści głosiły że Gadira jest niemal niebroniona, w przeciwieństwie do Kurtaby, która przygotowywała się na nadejście Celtyków. Cały region borykał się z buntem niewolników, którzy absorbowali większość nowokartagińskich sił.



    Na naradzie stwierdzono, że trzeba szybkim marszem zdobyć Gadirę, unikając jakiejkolwiek bitwy. W ten sposób odcięta Kurtaba musiała upaść. Zaczęto zbierać ludzi, gotowych do szybkiego marszu oraz armię drugiego rzutu, która miała pomóc w zdobyciu Kurtaby.
    Ostatnio edytowane przez Samick ; 16-08-2016 o 20:38



  6. #5
    Asuryan
    Gość
    Czyta się fajnie, ale tu wkradł Ci się jakiś błąd:
    Cytat Zamieszczone przez Samick Zobacz posta
    Celtykowie mimo sukcesów nie byli możni do stawiania dłuższego poru sami, kwestią czasu (i to naglącego) było odciążenie ich.

  7. #6
    Krwawy Kardynał Awatar Samick
    Dołączył
    Oct 2010
    Postów
    5 929
    Tournaments Joined
    9
    Tournaments Won
    1
    Podziękował
    190
    Otrzymał 423 podziękowań w 260 postach
    Przedstawionego planu nie zrealizowano. Po wzmocnieniu siłami Laborosa, Ratis ruszył na Gadirę, zaś sam Laboros wrócił do Nowej Kartaginy by prowadzić akcje dyplomatyczną i zapanować nad zaogniającym się konfliktem między iberyjskimi i punickimi mieszkańcami miasta.

    Ratis szybkim marszem przemierzał południową Iberię, a Rada Starszych mieszała ile mogła. W chwili gdy był jużblisko celu nagle zrobił zwrot ku północy. To Celtykowie wykonali nieudany atak na Kartubę, ponosząc ogromne straty, przy niemal żadnych u obrońców. Wezwania o wsparcie u arewackich starszych zaowocowały takowym rozkazem. Ratis, choć wściekły, zmienił kierunek marszu i ruszył ku północy. Minął zbierające się po klęsce siły Celtyków i przekroczył Gwadalkiwir.



    Po raz kolejny zmusił swoich ludzi do nieludzkiego wysiłku. Zostawili tabor i komunikiem szli przez całą noc, by tuż przed świtem uderzyć na miasto. Pijani po sukcesie obrońcy dali się całkowicie zaskoczyć. Nie tylko nie wysłali podjazdów by dowiedzieć się co się dzieje w okolicy, to jeszcze nie rozstawili odpowiednio licznych straży. Po raz kolejny, wydatnie pomogli iberyjscy mieszkańcy, szerząc chaos i zamieszanie wśród obrońców.

    Celtykowie odbili sobie porażkę przez zajęcie Galdrii. Ratis nie czekał na dalsze decyzje, tylko wyszedł z miasta wszystkimi siłami i zaczął wyłapywać pojedyncze oddziały wrogów, zbierając statki i zapasy do desantu w Afryce. Nieświadomy planów swojego kolegi Laboros, szybkim marszem opuścił Nową Kartaginę i ruszył do rodzimych stron, gdzie zaczął zbierać armię, planując wyparcie Arwernów z Iberii.
    Ratisa szczęście opuściło. Uganiając się za niewolnikami i niedobitkami nowokartagińskich wojsk, stracił szansę na zajęcie Tingisu, co skrzętnie wykorzystali Celtykowie, wkraczając do północnej Afryki. Arewak czym prędzej podążył za sojuszniczą armią, która rozpoczęła marsz na wschód wzdłuż północnych wybrzeży Afryki, nękana upałami, brakami wody, żywności i atakami miejscowych plemion.



    Podążanie za inną armią, która ogołaca wszystko na swej drodze, nie jest łatwe, więc Arewakowie zdrowo klęli na Celtyków. Ci zaś nagle odbili na południe. Rozpoczęli wojnę z Getulami, kuszeni opowieściami o złotych pałacach, wypełnionymi kamieniami szlachetnymi, pięknymi kobietami i sławą.



    Ratis ucieszył się, mógł zwolnić tempo marszu i nie przeprowadzał armii przez oczyszczone z żywności ziemie. Celtykowie srogo zawiedli się. Nieprzygotowani, musieli zawrócić gdy przez dwa tygodnie niemal bez przerwy byli napastowani przez pustynnych nomadów. Prócz śmierci nie znaleźli niczego.

    Iol padło po zaciętej walce. Czas naglił bo miastu na odsiecz szli forsownym marszem Kartagińczycy. Mimo wieści o upadku miasta, nie cofnęli się. Rozwinęli się pod miastem i zaczęli pośpieszne przygotowania do szturmu.



    Ratis zwątpił w sens obrony i zaczął żałować złośliwych docinek wobec Celtyków... Czekał go bój jego życia. Czy raczej o jego życie.



  8. #7
    Krwawy Kardynał Awatar Samick
    Dołączył
    Oct 2010
    Postów
    5 929
    Tournaments Joined
    9
    Tournaments Won
    1
    Podziękował
    190
    Otrzymał 423 podziękowań w 260 postach
    Szturm zaczął się rano. Kartagińczycy uformowali się w dwie działające niezależnie grupy szturmowe. Ratis miał jeden problem, który go dręczył: nie miał odwodów. W przypadku jakiegokolwiek potknięcia nie miał czym zatamować wyrwy w szeregach, bądź bronić tyłów, gdyby któraś z grup rozdzielił się.



    Najgorszy wariant sprawdził się, walka była zacięta. Obie strony dzielnie stawały. Arewakowie byli jednak o chwilkę dzielniejsi od swych przeciwników. O tym jak bardzo krwawe i zażarte było to starcie świadczy ilu żołnierzy przeżyło ten bój.



    Niemal wszyscy Kartagińczycy zginęli, bądź dostali się do niewoli, byli ścigani aż do zmroku przez lekką jazdę. Resztki armii powoli spływały w okoliczne wzgórza i lasy, gdzie zbierali ich oficerowie. Arewakowie stracili połowę sił, a większość oddziałów przestała istnieć, co oznaczała ni mniej ni więcej, że byli niezdolni do jakiejkolwiek akcji zaczepnej w najbliższej przyszłości. Ratis uniósł głowę cało, choć nie wiedział jaka będzie reakcja w Iberii.

    Chwilowy zastój w działaniach wojennych strawiono na spory wokół dalszego kierunku działań. Marsz na Kartaginę bądź wyparcie Galów z Iberii. W obu przypadkach możliwy był wybuch niezadowolenia, zaś na oba Arewakowie nie mieli dostatecznych sił. Jałowe dysputy przerwał chrzest bojowy arewackiej floty, która zaczęła śmielej sobie poczynać, czekając na swoją chwilę.



    Ratis wrócił do Iberii, na chwilę odpoczynku. W chwili gdy arewacka flota uganiała się po morzu, starsi paplali, Getulowie podbudowani dotychczasowymi sukcesami ruszyli na północ. Zdobyli Tingis, następnie z marszu przebyli Słupy Heraklesa i zajęli Gadirę, rozbijając wszystkie siły Celtyków w pył. Kartub był zagrożony.



    Nie zważając na odbytą podróż, Ratis stanął na czele formowanej w stolicy armii i ruszył forsownym marszem na południe. Laboros zajął jego miejsce w wojskach afrykańskich i ruszył powoli wzdłuż wybrzeży Afryki ku Kartaginie. Akcja miała być zgrana z posuwającą się w pobliżu flotą, ale z powodu sztormów, flota została rozproszona i pozostała w tyle. Okręty pojawiły się dopiero w trakcie oblężenia, wydatnie wspomagając oblegających.



    Ratis przyjął dar Celtyków połączony z deklaracją dołączenia do konfederacji. Ten nieoczekiwany sukces uznał za znak od bogów. Spokoju wodza nie zmąciły informacje o kolejnych porażkach Celtyków, szarpanych przez pustynnych nomadów, wycieńczonych, słabych i podzielonych. Nawet szkodliwe działania sabotażystów i złośliwe płotki nie wyprowadzały go z równowagi... Może poza tym że zerwanie przeprawy i spowodowało spore opóźnienia w przeprawie...

    Tymczasem Cessastanowie walczyli dalej z Arwernami, tworząc duże państwo, zdolne odeprzeć Galów. Przynajmniej na razie...



  9. #8
    Krwawy Kardynał Awatar Samick
    Dołączył
    Oct 2010
    Postów
    5 929
    Tournaments Joined
    9
    Tournaments Won
    1
    Podziękował
    190
    Otrzymał 423 podziękowań w 260 postach
    Ratis uderzył na Gadirę i zdobył ją po czym pośpiesznie przygotowywał uderzenie na Tingis, wiedząc że czas działa na jego niekorzyść, Afryka kusiła go po raz kolejny.

    Laboros po rozpoczęciu oblężenia wrócił do Numantii, gdzie zaczął prowadzić rozliczne rozmowy ze starszyzną i sąsiednimi plemionami, starając się przewidzieć co nastąpi i co może zrobić. Oblężenie Kartaginy pozostawiono młodemu i niedoświadczonemu wojownikowi o imieniu Celtillus, który wywiązał się z tego zadania znakomicie. Wraz ze wspierającą go flotą poprowadził szturm, który zakończył się pełnym powodzeniem. Wydawałoby się niezdobyte miasto padło do stóp Arewakom. W dwa dni później flota wypłynęła szukać łupów u wybrzeży Sycylii, ale nie mieli dość ludzi by próbować opanować jakąkolwiek osadę.



    Po utraci Gadiry, Getulowie zebrali siły, przepłynęli Słupy i z marszu uderzyli na nie tak dawno zajmowane przez siebie pozycje. Ratis po raz kolejny stawał osłabiony niedawnym bojem, przeciwko przeważającym wrogom.



    Ratis po rak kolejny wyszedł ze starcia zwycięsko, zmuszając Getulów do cofnięcia się za cieśninę, którą przekroczył po pozostawionych przez nich statkach. Jednakże próba zdobycia Tingis z marszu nie była najlepszym pomysłem, stąd decyzja o powrocie do Iberii i zebraniu sił.

    Tymczasem Arwernowie przedsięwzięli kolejną wyprawę na południe, zdobywając Aracillum. Zła sytuacja Cessetanów miała dwa końce, pierwszy pozytywny, bo klęski bardziej nakłaniały do dołączenia do Arewaków, drugi to wzrost zagrożenia na północy, na które Arewakowie nie byli przygotowani.



    Arewakowie zbierali siły w Gadirze, po przeciwległej stronie w Tangisie Getulowie ściągali coraz to nowe oddziały. Sytuacja wydawała się patowa, aż ktoś nie wpadł na pomysł by wykorzystać w boju flotę atlantycką. Byłby to jej chrzest bojowy. Owy impas wykorzystali Masesyliowie, którzy zawarli traktat z Getulami i uderzyli na Arewaków w Iol, zdobywając miasteczko. Ledwie kilku obrońców dotarło do Kartaginy i Nowej Kartaginy opowiadając o rozmiarze porażki. Z Kartaginy ruszył Celtillus, z zadaniem odbicia miasta i ukarania Masesylów, przez poprowadzenie wyprawy łupieżczej na ich ziemie.



    Ratis będąc w impasie czekał na właściwy moment. Wtedy uderzył. Pod osłoną nocy przebył cieśninę, wylądował i został wykryty przez Getulów. Ufni w swe siły pośpieszyli na pomoc znoszonym oddziałom osłonowym, ponieśli klęskę a Arewakowie na ich karkach wpadli do Tingis i zdobyli je. Ratis tryumfował po raz kolejny planując swój następny krok. Nie mógł zdecydować się na kierunek działania: południe albo wschód. Co prawda do Iol maszerował Celtillus, ale nie było pewne czy bez wsparcia poradzi sobie z przeciwnikiem.



    W chwili gdy Ratis rozważał kolejne posunięcia, Celtillus bez zastanowienia rzucił się na czele swych oddziałów na posterunki rozłożone wokół Iol i niezatrzymany dotarł na rogatki miasteczka. Tutaj dopiero ochłonął, przywitany pociskami z łuków i proc. Ochłonął bo uderzył nie sam a z nielicznymi oddziałami. Napotkał twardy opór. Zmuszony, cofnął się, faktycznie ochłonął, uporządkował szeregi i uderzył raz jeszcze. Mimo znacznych strat, Iol zostało wzięte nim nadeszła odsiecz.
    Ostatnio edytowane przez Samick ; 15-08-2016 o 00:30



  10. #9
    Krwawy Kardynał Awatar Samick
    Dołączył
    Oct 2010
    Postów
    5 929
    Tournaments Joined
    9
    Tournaments Won
    1
    Podziękował
    190
    Otrzymał 423 podziękowań w 260 postach
    Laboros zapadł na zdrowiu i zmarł w niedługim czasie, pozostawiając swoje dzieło następcom. Jego szwagier i druga osoba wśród Arewaków - Ratis, niekoniecznie się zmartwił. Przez dłuższy czas nic o tym nie wiedział, ponieważ ruszył na południe, do stolicy Getulów - Midgol. W ten sposób miał zamiar rozwiązać problemy Arewaków w tym regionie. Pozbawieni sojuszników Masesyliowie powinni zostać rozbici. Maszerując, osłaniany przez liczną jazdę, nie miał większych trudności. Dopiero oblężenie Midgolu było wyzwaniem.



    Celtillus ruszył na południe, szykując się do łatwego marszu w głąb Afryki. Niezmierne było jego zdziwienie gdy został osaczony przez Masesylów i zmuszony przyjąć bitwę w niekorzystnych dla siebie warunkach.



    Straty oraz śmierć wodza skutecznie powstrzymały poczynania Arewaków pod Iol... A przynajmniej tak mogło się wydawać. Dowódcą został bardzo młody wojownik, niespełna 16stoletni Kraksantos, który swoją odwagą miał poważanie wśród pobratymców. Nie czekał na nic, uderzył na Masesylów, którzy zbierali się po klęsce w pobliskich górach i pokonał ich, zabezpieczając Iol przed wrogim atakiem. Rozkazał zejście z gór i ze zdwojoną siłą rozpoczął przygotowania do uderzenia na Dimmidi.

    Ratis podszedł pod Midgol, gdzie czekała go liczna, bitna załoga. Decyzja o odesłaniu floty na powrót do portu w północnej Iberii zaczynała wychodzić mu bokiem. Gdy nadeszła osiecz, odstąpił od oblężenia licząc na szczęście w najbliższej przyszłości. I doczekał się. Seria manewrów wyprowadziła Getulów w pole (a raczej pustynię) i pozbawiona wsparcia stolica padła podczas szturmu.

    Getulowie nie dali za wygraną, zgarnęli wszystkich zdolnych do noszenia broni i w ostatnim wysiłku starali się odwrócić losy wojny. Po raz kolejny w swym życiu Ratis był zamknięty w jakiejś osadzie i czekał na szturm wroga. Gdyby przeciwnik zaczekał trochę czasu to zmusiłby Ratisa do wyjścia zza zabudowań.



    Getulowie poszli w rozsypkę gdy ich wódz padł na polu bitwy. Ratisowi zostało stłumienie buntu niewolników, pokonanie rozproszonych oddziałów getulskich i zaprowadzenie spokoju w prowincji. Nim to jednak się stało zmarł z przyczyn naturalnych. Jego następca dokończył dzieło.

    Kraksantos również nie próżnował. Uderzył na Dimmidi, które poddało się jemu niemal bez walki, zakańczając wojnę w tym regionie i niezależność Masesylów.



    W tym czasie na północy Cessetanowie dzielnie sobie radzili przeciwko Arwernom, podeszli nawet pod Massalię lecz tam ponieśli klęskę i musieli się cofnąć. Ponaglające prośby o pomoc wojskową, biegnące do Numantii. Po uspokojeniu sytuacji w Afryce oczy Rady Starszych zwróciły się na północ. Zaczęto myśleć o zebraniu kolejnej armii, która będzie wystarczająco silna by wyprzeć Galów z Iberii, a w dalszej perspektywie wkroczyć do Galii i zabezpieczyć interesy Konfederacji.

    Ostatnio edytowane przez Samick ; 15-08-2016 o 13:05



  11. #10
    Krwawy Kardynał Awatar Samick
    Dołączył
    Oct 2010
    Postów
    5 929
    Tournaments Joined
    9
    Tournaments Won
    1
    Podziękował
    190
    Otrzymał 423 podziękowań w 260 postach
    Rada Starszych tonęła w kolejnych jałowych sporach. Śmierć dwóch wielkich wodzów wprowadziło zamieszanie w szeregi konfederacji, co dawało szanse młodym, ambitnym ludziom na pokazanie się... bądź poniesienie klęski. Jedyną pozytywną decyzją Starszych, było przywrócenie utraconych tradycji północnych plemion i gromadzenie wojowników do wyprawy na północ. Owych żołnierzy mieli szkolić weterani walk w Iberii i Afryce.

    Kraksantos nie próżnował, uzupełniał siły i spokojnym marszem kierował się do Kartaginy, mając zamiar wejść do Italii przez Sycylię. Miał niejasne pogłoski o republice, która zacięcie walczyła z Punijczykami, liczył na ich wsparcie, bądź odciągnięcie uwagi od jego pochodu.



    Nim jednak tam doszedł Lilybaeum padło dzięki energicznej akcji młodej floty arewackiej, która rozbiła małą flotę u wejścia do portu, po czym przyjęła kapitulację miasta bez walki. Zajęcie tego miasta zwiększało kontrolę nad zachodnią częścią Morza Śródziemnego, dawało przyczółek do dalszych postępów w Italii, z drugiej strony rozciągało nadmiernie obszar konfederacji. Młodego Kraksantosa nie obchodziły takie drobiazgi. Chciał chwały, bogactw i władzy, a te rzeczy mógł zdobyć tylko siłą. Kierunek sycylijski został zamknięty. Zostawała Sardynia i Korsyka, ale podróż morska nie widziała mu się. Mógł jeszcze podążyć na wschód wzdłuż wybrzeży Afryki. Dużo słyszał o państwie, gdzie co roku zbiera się dwa albo i trzy plony zbóż, pełnego złóż metali szlachetnych i bajecznie bogatych miast.
    W ostateczności miał jeszcze przeniesienie do Iberii i dowodzenie jedną z armii mających wkroczyć do Galii.

    A tu sytuacja zaczęła być dla Cessastanów, którzy zaczęli tracić grunt pod nogami. Arewaccy wojowie dopiero zbierali się w Numantii, szkolenie w walce oddziałami cały czas trwało. Galowie co chwila grozili przecięciem Cessastanów na pół, przez zdobycie Tarraco.



    Aio, dowódca wojsk sycylijskich, widząc bierność swojego afrykańskiego kolegi, który przymierzał się do uderzenia na Libię, wziął sprawy w swoje ręce. Po oczyszczeniu arewackiej części wyspy z kartagińskich niedobitków, rozmówił się z dowódcą floty śródziemnomorskiej - Akurio i razem uderzyli na Sardynię, jej główne miasto - Karalis. Miasto po krótkiej blokadzie padło, a załoga została wybita przez miecze Aio. Był to kolejny krok w celu zabezpieczenia zachodniego basenu Morza Śródziemnego.



    Kraksantos umacniał swoją pozycję wśród Rady Starszych, zbierał zapasy, uzupełniał wyposażenie, przygotowywał się do wyprawy życie. Jednocześnie wezwał Akurio, do wspomożenia go w swych działaniach z morza. Możliwość przewożenia części wojsk i zaopatrzenia drogą morską, blokady morskie oblężonych miast, znacznie ułatwiłoby postępy młodego wodza.

    Największą bolączką Konfederatów stały się pieniądze. Powiększające się terytorium wymagało utrzymywania stałych sił, brak dynamicznych podbojów ujawniał, że machina jest niewydolna o ile nie prowadzi się jakiejś wojny. Wizja łatwych łupów dała zielone światło Kraksantosowi w sprawie Libii, a ten nie czekał na dalsze słowa. Szybkim marszem wyruszył z Kartaginy na południe, zdobył miasto z marszu i zmierzał ku najbliższemu rozwidleniu dróg, rozmyślając nad dalszym kierunkiem marszu. Zupełnie zapomniał że nie dostał jeszcze odpowiedzi od Akurio, który pilnował Sardynii i uzbrajał załogę Karalis.



    W tym samym czasie za cenę sojuszu wojskowego, Arewakowie uderzyli na Arwernów. Bez problemu zdobyli ziemie na północ od Numantii. Gwałtowność wodza arewackiego Gesoriosa, była na tyle duża, że Galowie cofnęli się spod Tarraco w stronę Massyli. Mimo licznych wieści i relacji o mnogich zastępach galijskich w okolicach miasta Burdigala, Gesorios nie przejmował się tym i dalej brnął do konfrontacji, ufny w swych wojów. Galowie, po zostawieniu niezbędnej załogi, cofnęli się w głąb Galii, licząc że zima zmusi Arewaków do odstąpienia od oblężenia.



    Srogo się pomylili. Po krótkim oblężeniu, nie czekając na flotę atlantycką, padł rozkaz do szturmu. Szturm wymusili sami wojownicy, którzy z powodu braków w żywności i ciepłej odzieży woleli zginąć w walce, niż zamarznąć.

    W Afryce prócz mroźnych nocy, są jeszcze upalne dni, nie przeszkodziło to rozbić Libijczyjków w pył. Akurio dotarł ze swoimi okrętami na czas i wydatnie wspomógł opanowywanie Libii, a bunt niewolników na tyłach wrogów przyjęty został jako znak od bogów. Akurio i Kraksantos rozstali się po zdobyciu Macomady.



    I tu, świętujących marynarzy i ich dowódcę zaskoczyli Libijczycy, którzy zdołali zebrać okoliczne chłopstwo i nielicznych wojowników i uderzyli nad ranem na miasteczko. Jeden okręt uratował się, niosąc hiobową wieść o zagładzie. Znacznie szybciej niż w Kartaginie, zorientował się w sytuacji młody Kraksantos, który ruszył w głąb Afryki, chcąc rozbić grasujące bandy niewolników. Łuna pożarów z pozostawionego w tyle miasta zmieniła jego zamiary. Zawrócił i uderzył z marszu, tuż przed zmierzchem na przygotowujących się do obrony Libijczyków. Nim skończył się dzień, Libijczycy raz jeszcze musieli stanąć do walki. Bitwa pomiędzy domami była krwawa i zacięta. Żaden z Libijczyków nie wyszedł żywy z tej walki, a rzeź mieszkańców posądzanych o wspomaganie wrogów, ostudziła wszelkie gorące myśli o niezależnej i silnej Libii.




Strona 1 z 3 123 OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •