Pokaż wyniki od 1 do 5 z 5

Wątek: Ketsueki wa Mizu

  1. #1
    Stolnik Awatar Piner
    Dołączył
    Oct 2014
    Lokalizacja
    Warszawa
    Postów
    838
    Tournaments Joined
    0
    Tournaments Won
    0
    Podziękował
    313
    Otrzymał 121 podziękowań w 95 postach

    Ketsueki wa Mizu

    Mały wstęp na początek. Wiem iż mam niedokończone dwa inne ARR-y i mogę zapewnić iż zamierzam je skończyć na ile czas oraz wena i pomysł opisania fabuły mi pozwolą. Z racji urlopu wgryzłem się mocniej w Shoguna i wpadł mi pomysł na dobrego mam nadzieję ARR-a. Liczę na wyrozumiałość znawców epoki/stylizacji/gramatyki/ortografii . Zapraszam do odczytu.....

    Ketsueki wa mizu



    Od zarania świata, Japonia cieszyła się miłością i łaskawością bogów. Sama bogini słońca- Amaterasu nauczyła ludzi roli, tkactwa, wznoszenia budowli, i wielu innych umiejętności. To od niej wywodzi się linia cesarska, zapoczątkowana przez Ninigiego.
    Niestety ludzkość potrafi zlekceważyć łaski i dary, zrzucając na siebie liczne nieszczęścia, lecz pomimo to Amaterasu potrafi się zlitować i wesprzeć swe dzieci. Tak było przez całą historię Kraju Kwitnącej Wiśni. Ilekroć rozpalały go ognie wojny, dusiły uściski głodu i nieurodzaju, topiła go ludzka zachłanność i głupota, ten powstawał, aby po każdym ciosie być silniejszym. Przeciw całemu złu przeciwstawiał tarczę honoru, mądrości i wytrwałości, a ową tarczę dzierżyli wybrańcy bogów.
    Tak też było gdy ród Ashikaga przejął władzę i ustanowił w imieniu Cesarza szogunat, kończąc tym samym okres wojen możnych i intryg, który trwał od czasu najazdu Mongołów. Ashikaga Takauji, pokonał nie tylko możne rody, lecz pozbawił władzy cesarza Go-Daigo, oddając tron starszej linii cesarskiego rodu. Przez następne 200 lat, nastał w Japonii czas pokoju i dobrobytu.
    Lecz nic nie trwa wiecznie, a szogunat Ashikaga stał się odporny na wzrastające ambicje rodów, niczym spróchniałe drewno. Nieubłaganie nadszedł czas wojen i intryg, rozpoczynając nową grę o władzę……….

    Rozdział I

    Stare dojo , Kagoshima w prowincji Satsuma, wiosna roku 1545

    Grupa jeźdźców wyłoniła się zza wzniesienia, ostrożnie prowadząc swe rumaki, z wydeptanego traktu na piaszczysta plażę. Nie minęła chwila a ich oczom ukazały się dość już wysłużone zabudowania, służące obecnie za dojo treningowe dla szermierzy. Spokojnie zbliżyli się doń, po czym zsiedli z koni i przywiązali je do palików. Owi jeźdźcy byli samurajami, w pełni uzbrojonymi i wyposażonymi. Ich zbroje pięknie lśniły, na tle promieni wiosennego słońca. Wszędzie mieniły się szmaragdowe tkaniny i proporce z mon rodu Shimazu- biały okrąg z wpisanym w niego białym krzyżem, na szmaragdowym tle. Każdy miał zatknięte za jedwabne pasy daisho- parę mieczy. Z dojo naprzeciw wyszła służba z wiadrami wody i paszą dla koni. Jeden z samurajów zszedł powoli z konia, po czym szybko służba skłoniwszy się zajęła się jego koniem. Ów samuraj wyglądał najlepiej. Pięknie zdobiona zbroja z złotymi ozdobami, kontrastowała z jedwabnymi elementami. Pochwy jego daisho, wykonane z drewna najprzedniejszego gatunku, z złotymi zdobieniami, zdawały się jakby niewykonane ludzką ręką. Ich posiadaczem był sam daimyo rodu Shimazu- Shimazu Takahisa.

    Daimyo, pewnym krokiem skierował się do dojo, a za nim podążyli przyboczni. U wejścia strażnicy, jak i rekruci, usuwali się z drogi, i z szacunkiem skłaniali się przed swym władcą. Naprzeciw gości wyszedł starszawy samuraj, będący zapewne tutejszym mistrzem. Stanął przed gośćmi , głęboko się skłonił, i rzekł:
    - Tono, niecierpliwie oczekiwaliśmy ciebie, niebywały zaszczyt uczyniłeś temu przybytkowi.
    - Nie mogło być inaczej- odrzekł Takahisa- Chcę szybko obejrzeć starcie, po czym wracam do zamku, gdzie czekają mnie inne obowiązki
    - Naturalnie, Tono.

    Sensei dojo zaprowadził Takahisę na arenę walk. Gdy dotarli na miejsce, wskazał swemu panu, specjalnie dla niego przygotowane siedzisko. Gdy Takahisa zasiadł, stanął u jego boku, i dał sygnał dwóm najbliższym rekrutom którzy pewnym krokiem wkroczyli na ubitą ziemię. Każdy z nich zajął swój kraniec areny, po czym gotowali się do walki.
    - I jak mój syn sobie radzi sensei Takenoko?- spytał Takahisa.
    - Dobrze tono, mimo iż ma tylko 12 lat to wyglądem i wzrostem przypomina mi starszych adeptów- odrzekł mistrz- Chociaż, cały czas nie potrafi do końca opanować swych emocji, co przeszkadza mu opanować niektóre sekwencje. Jest szybki, i wie jak powinien wykonać poszczególne części sekwencji, lecz zbyt mocno skupia się na sile uderzenia, co uniemożliwia mu swobodne przejście z jednej czynności do drugiej. Niemniej da się to poprawić.
    - Cóż, zaraz się sam przekonam, lecz chcę pewnej zmiany.
    -Jakiej?
    - Jego przeciwnikiem będzie jeden z moich strażników.
    - Jesteś pewny mój panie?- spytał mistrz- wszak to jeszcze młody chłopak..
    - I dlatego warto od najmłodszych lat przeciwstawiać swym dzieciom góry nie wzgórza, oceany, miast strumieni.
    - Wedle twego życzenia tono.- odrzekł Takenoko, po czym dał sygnał jednemu z uczniów na arenie. Ten szybko skłonił się, i opuścił arenę, a na jego miejsce wkroczył samuraj Takahisy. Naprzeciw niego stał wyprostowany Shimazu Yoshihisa, w zwykłej zbroi ćwiczebnej z bokkenem u pasa. Mimo zmiany i faktu iż jego przeciwnik był znacznie wyższy, nie dał po sobie poznać strachu, a przynajmniej dobrze to ukrywał. Samuraj oparł o ogrodzenie swą broń, biorąc od służącego bokken. Takahisa skinął głową po czym sensei ogłosił początek walki. Przeciwnicy zbliżyli się do siebie, skłonili się, po czym dobyli broni przybierając pozycje początkowe. Mimo ciągłych zmian ruchów adwersarze nieprzerwanie mierzyli się wzrokiem.

    Pierwszy zaatakował przyboczny cięciem znad głowy, lecz młodzieniec sparował jego atak. Następnie młodzieniec kierował bokken szykując się zadać cios z prawej jednak, w mgnieniu oka skierował ,,ostrze’’ w kierunku prawych żeber przeciwnika.

    Przeciwnik, szybko jednak przejrzał zamiar Yoshihisy, i błyskawicznie zablokował cios. Nastąpiła wymiana cięć i parad, jeden szukał luki w obronie, lub błędu drugiego i na odwrót. Lecz walka się przeciągała. Obaj walczący poruszali się niezwykle szybko, i dla niewprawnego oka zdawać by się mogło iż szanse są równe. Lecz Takahisa był weteranem kilku bitew, i brał udział w niejednym pojedynku, toteż umiał dostrzec subtelne, ale znaczące różnice. Jego przyboczny częściej atakował, a jego ruchy były płynne. Jego wyraz twarzy był niezmienny nawet wtedy gdy jego pewny cios był nagle blokowany przez przeciwnika. Natomiast Yoshihisa cały czas był zdenerwowany, często zmieniał ułożenie broni, udawało mu się w ostatnim momencie parować ciosy, przy czym dało się zauważyć jego zmęczenie. Jego twarz krzywiła się po każdej blokadzie wrogiego uderzenia, czy w momencie kiedy jego atak znów nie dosiągł celu.

    Takahisa, spojrzał na twarz , stojącego po jego prawicy mistrza Takenoko. Jego twarz nie zdradzała emocji, choć daimyo dostrzegł, jak oczy mistrza śledziły każdy ruch bokkenów walczących. Wiedział iż ocenia jak długo potrwa walka, bowiem Yoshihisa nie miał szansy wygrać z przeciwnikiem zahartowanym w bojach, nie martwiącym się przypominaniem pozycji czy sekwencji ciosów, lub tym iż jest obserwowany przez swego ojca. Ta ostatnia rzecz mogła mieć największe znaczenie. Takahisa skierował wzrok na walczących i w tym momencie nastąpił koniec.
    Yoshihisa zapewne liczył iż tym ciosem wygra walkę lecz się przeliczył. Uderzył znad głowy, prosto w lewy bark przybocznego, lecz ten chwycił bokken lewą ręką, po czym bez trudu sparował uderzenie, prawą ręką wyprowadzając cios wprost w szczękę młodzieńca trafiając bez trudu. Syn daimyo, zachwiał się, miecz niemal wypadł mu z rąk lecz go nie puścił. Skierował wzrok na broń przeciwnika znajdującą się tuz przy jego gardle.
    - Koniec walki!- rozległ się głos sensei Takenoko- To był dobry pojedynek okażcie sobie szacunek.
    Samuraj i Yoshihisa zwrócili się ku sobie i ukłonili, po czym przyboczny oddał bokken, wziął swoje miecze i wrócił do grupy, skłaniając się swemu panu, gdy go mijał. Takahisa powstał zbliżył się do syna i rzekł:
    - Dobrze sobie radzisz, choć długa jeszcze nauka przed tobą.
    -Tak ojcze- odrzekł Yoshihisa
    - Niemniej , jeśli będziesz dalej pracował ciężko i słuchał uważnie swego sensei, to pewnego dnia moi samurajowie będą musieli się mocniej starać- odrzekł z uśmiechem.
    Yoshihisa nic nie odpowiedział, tylko skłonił głowę, choć jego oczy wyrażały ekscytację i dumę, ale również zawód. Takahisa odwrócił się i skierował do wyjścia. Odprowadził go Takenoko.
    - Twój syn długo wytrwał na arenie- mówił swemu panu- Samuraj mógłby zakończyć, walkę wcześniej gdyby się nie bawił Yoshihisą
    -Aż tak to jest widoczne?- zapytał z uśmiechem Takahisa- Choć nie dziwi mnie że weteran wojen Takenoko zyskał sobie oczy sokoła.
    - Te oczy zauważyły iż ojciec chłopca którego szkolę chciał zobaczyć rezultat szkolenia, aniżeli wynik tej jednej walki- stwierdził mistrz.
    - To prawda- odparł daimyo- mój przyboczny mógłby szybciej pokonać mego syna, ale czy zobaczyłbym wtedy jak Yoshihisa umie odparować w ostatnim momencie śmiertelny cios? Jak planował swe ruchy? Prawda że często nie umiał się zdecydować, i zbyt mocno polegał na sile ale jest jeszcze dzieckiem, nie oczekiwałem że pobije w pojedynku weterana który zasmakował krwi i zgiełku bitewnego. Ale umiał wytrwać dłużej niż sądziłem Chłopak ma talent i dobrego mistrza.
    - Schlebiasz mi tono. Nie czuje się godzien tej oceny- odparł Takenoko skłaniając się.
    - Zatem na nią zapracuj sensei. Mnie czeka dziś jeszcze jedna sprawa niecierpiąca zwłoki
    Rozdział II

    Kagoshima Zamek Szmaragdowych Tygrysów, sala audiencyjna, później tego samego dnia.

    Tanegashima Tomokata stał przed shoji sali audiencyjnej i czekał aż jego pan go wezwie. Miał na sobie pełny rynsztunek, wraz z daisho, jednak jego miecze miały związaną tsubę. Mimo to i tak straż bacznie go obserwowała. Ostrożności nigdy za wiele, szczególnie w domu suwerena.

    Stał wyprostowany, gotowy natychmiast stawić się przed daymio, choćby i miał spędzić w przedsionku godziny, po chwili shoji rozsunął sługa mówiąc:
    - Wejdź samuraju, nasz pan cię wzywa.
    Tanegashima bez słowa wszedł do okazałego pomieszczenia. Na jego końcu na ścianie zawieszona była tkanina z mon rodu Shimazu, a przed nią zasiadał Shimazu Takahisa na jedwabnym zabuton. Sam władca Satsumy ubrany był w białe szaty misternie zdobione przez najlepszych krawców w prowincji, a po jego prawicy i lewicy wzdłuż sali zasiadali urzędnicy i doradcy. W pobliżu zajmowała swe miejsce służba gotowa szybko wypełnić swe obowiązki. Tomokata przeszedł 10 kroków. Po czym zatrzymał się i ukłonił, gdy Takahisa skinieniem głowy przyjął jego hołd, wyprostował się, zdjął miecze i przyjmując pozycję seiza, położył je obok siebie, po czym znów się ukłonił i rzekł:
    -Tono, otrzymałem twe polecenie abym wstawił się natychmiast do zamku. Czym mogę służyć tobie i twemu rodowi?
    - Tanegashima Tomokata- rozległ się głęboki i wyraźny głos pana Satsumy- Syn mego nieodżałowanego dowódcy- Tanegashimy Ikedy. Wielce rad byłem z jego służby dla rodu Shimazu, i wielce zasmuciła mnie wieść iż zmarł z powodu zarazy. To nie była śmierć godna samuraja jego pokroju.
    - Dziękuję ci tono za twe słowa- odpowiedział spokojnie Tomokata. W istocie nosił jeszcze żałobę po ojcu który zmarł ledwie kilka tygodni wcześniej, w wyniku zarazy która wybuchła w obozowisku na pograniczu z prowincją Osumi należącą do rodu Ito. Pół roku wcześniej zakończyła się wojna Shimazu z Ito, jedna z serii wojenek granicznych między obydwoma rodami. Ostatnia zakończyła się remisem. Shimazu po zaciętej walce, odrzucili wojska Ito w głąb Osumi, ci jednak skryli się w forcie Kokubu. Zmęczone wojska Takahisy nie miały siły aby dokonać szturmu, w dodatku do miasta dotarły posiłki lekkiej jazdy i łuczników. Wobec tego postanowiono zawrzeć rozejm status quo ante belum. Jednak obie strony utrzymywały wojska nieopodal granicy, nie ufając sobie nawzajem. Niestety w obozowisku Shimazu wybuchła zaraza. Szybko opanowana, zabrała niewielu żołnierzy, w tym niestety ojca Tomokaty.
    - Nic już nie mogę zrobić dla twego ojca- kontynuował daimyo- jednak mogę uczcić jego pamięć, mianując na jego miejsce samuraja równie dobrego i lojalnego. I mój wybór padł na ciebie generale Tanegashima.
    Tomokata nie wierzył własnym uszom, serce zabiło mu mocniej. On młody chorąży swego ojca generałem na jego miejsce!?
    - Panie- zaczął- zaszczycasz mnie, lecz nie wiem czy jestem godzien twej łaski. Wszak byłem tylko chorążym i adiutantem mego ojca…
    - I to dobrym.- przerwał mu Takahisa- Tak, doniesiono mi o tym jak żywo brałeś udział w naradach, i o tym jak dowodziłeś swym skrzydłem w ostatniej bitwie, a także o tym jakim przykładem byłeś dla żołnierzy podczas wybuchu zarazy w obozowisku. Wobec tego nie widzę nikogo innego, komu mógłbym oddać komendę nad moim wojskiem. Taka jest moja decyzja.
    - Zatem nie pozostaje mi nic innego jak tylko przyjąć twą nominację tono.- odrzekł młody generał.
    - Doskonale!- rzekł zadowolony pan Satsumy- A teraz prawdziwy powód dla którego cię wezwałem to……

    - Czy mamy pewność iż twierdza jest słabo broniona?- spytał Tomokata- Bo rzeczywiście garnizon nie jest wielki, ale wystarczający, aby czekać odsieczy.
    - Owszem- rzekł Takahisa- Jeśliby Ito nie wyściubiali nosa za Kokubu, to zajęcie twierdzy odbyłoby się przy ciężkich stratach, lecz bogowie nam sprzyjają, bowiem na tyłach wroga doszło do zamieszek w kilku wsiach. Nasi informatorzy donoszą jakoby z fortu wyruszyły siły mające zaprowadzić porządek. Ich dowódca uznał iż zaraza osłabiła nas na tyle że nie musi utrzymywać większości sił w mieście.
    - To dla nas szansa- odrzekł generał- Ito mogą spróbować zawrócić, aby wesprzeć fort w razie naszego ataku, lecz w polu nie mogą się mierzyć z naszą piechotą. Wystarczy ich rozbić a następnie dokonać szturmu na osłabiony fort.
    - Widzę iż wybrałem odpowiedniego człowieka do tego zadania- odrzekł władca.
    - Wobec tego wyruszam natychmiast.

    Dzień później, Kokubu, prowincja Osumi

    Armia Shimazu szybko dotarła pod Kokubu, i szykowała się do walki.

    Dowódca garnizonu zdołał szybko posłać po resztę wojsk, którymi dowodził Noda Nagayuki. Ten czym prędzej skierował się do miasta. Noda sądził iż przeciwnik zamierza szybko zająć fort pod jego nieobecność, lecz garnizon i umocnienia powinny dać mu dość czasu aby przybyć z odsieczą i uderzyć na zajętych szturmem, zaskoczonych wojowników Satsumy. Lecz inny plan miał generał Tanegashima. Z swej armii wydzielił samurajów z yari którzy mieli zająć pozycję po drugiej stronie fortu naprzeciw wschodniej bramy i czekać na dalsze rozkazy, z resztą armii skierował się na zachodnią bramę, jednak marsz odbywał się powoli, bowiem to nie garnizon Kokubu był celem.

    Mapa ukazuje rozstawienie wojsk tuz przed bitwą. kolor niebieski- Shimazu,
    na czerwono- Ito.

    Jeden z przybocznych skierował swój wzrok na las rozciągający się na prawo od głównych sił Tomokaty aż , wtem dało się usłyszeć odgłosy wystraszonych ptaków i łopot ich skrzydeł, gdy nagle uleciały z swych gałęzi.
    - Generale!- zwrócił się do dowódcy- Tam, ptactwo ulatuje z drzew, naprzeciw nas!
    Tomokata spojrzał w kierunku który wskazał jego podwładny. Wszyscy to zauważyli, lecz on spojrzał, nie tyle na korony drzew ile na ich pnie. Z daleka zauważył wyłaniające się sylwetki ludzkie.
    - To Noda, w końcu się pokazał-rzekł generał, po czym zatrzymał całe wojsko i wydał następujące rozkazy:
    - łucznicy naprzód, trzymać się blisko włóczników! Pierwszy oddział niech uformuje się w linię! Drugi oddział na tył i czekać na dalsze rozkazy!
    Wojownicy Shimazu sprawnie zajmowali swoje pozycje i czekali, na ruch przeciwnika. Noda gdy tylko wyszedł z lasu i począł rozstawiać swych ludzi, spojrzał na siły wroga, i szybko zrozumiał co grozi jego wojsku
    - Nie mamy szans rozbić wroga w polu- rzekł jeden z jeźdźców Nody- nawet jeśli nasza jazda ominie włóczników, to przeciw nam ruszy wroga jazda.
    - Wiem, lecz musimy teraz przebić się do fortu- odrzekł dowódca- Musimy spróbować uszczuplić ich siły. Szykować się do ataku!

    Wojsko Ito rzuciło się pędem w stronę nieprzyjaciela, łucznicy za włócznikami, wszyscy z gniewnym okrzykiem, jakby już samo to miało odrzucić najeźdźcę z ich ziemi, jednak na ashigaru Shimazu nie zrobiło to wrażenia. Wszyscy zajęli swe pozycje, łucznicy napięli łuki, spokojnie mierząc w nadciągającą masę, włócznicy pierwszej linii uformowali rząd yari, gotowi odeprzeć wszystko co w swej głupocie się zbliży. Wypuszczone strzały ze świstem podążyły ku swym celom, jednak nacierający nie ponieśli wielkich strat. Wtem ruszyła jazda Nody.

    Tomokata zauważył ten ruch i już wydał drugiemu oddziałowi ashigaru z yari uformowanie linii po lewej stronie pierwszego oddziału.
    -Generale, wroga jazda zmieniła kierunek!- zameldował przyboczny. Tomokata zwrócił swój wzrok w kierunku jazdy Ito.
    Rzeczywiście Noda kierował się do Kokubu, z początku, Tanegashima sądził iż jest to głębokie obejście jego sił, lecz jazda wciąż się oddalała, i nie dałaby teraz rady skutecznie uderzyć na zabezpieczoną flankę jego sił.
    - Gonimy ich dowódco?
    - Nie- odrzekł generał- Są za szybcy, po za tym jeśli Noda chce się skryć w forcie i pozbawić swą jazdę możliwości manewru to nie widzę sensu mu w tym przeszkadzać. Zajmijmy się resztą jego ludzi.
    W tym momencie ashigaru obu stron starły się w morderczym klinczu, lecz Ito ponieśli ciężkie straty, bezmyślnie nabijając się na yari Shimazu. Mimo to przeciwnik próbował stawić zajadły opór, lecz bez skutku.

    W końcu wrodzy ashigaru zaczęli ustępować pola, a łucznicy Shimazu zadawali ciężkie straty łucznikom Ito. Tomokata wydał swej jeździe rozkaz ataku.

    Nastąpiła rzeź grupy Nody, ocalało ledwie kilku ludzi, którzy zanieśli potem w głąb prowincji Hyuga wieści o klęsce.
    W tym czasie Noda był już bezpieczny za umocnieniami Kokubu
    - Noda!- odezwał się dowódca garnizonu Matsunaga Yorikiyo- Co to ma znaczyć! Dlaczego nie wsparłeś swych ludzi!? Czemuś uciekł jak zwykły tchórz!
    - Miałem być martwym głupcem?!- ogryzł się Noda- Nie spieszyło ci się aby nas wesprzeć.
    - Może dlatego że na tyłach mam resztę sił Shimazu.
    -Co takiego!?- Na Nodę padł blady strach. Podjechał do wschodniej bramy i zauważył co prawda jeden oddział wroga, lecz Tomokata dysponował niemal nietkniętymi siłami, i w tym momencie los fortu i jego załogi zdawał się przesądzony.
    Tanegashima po rozprawie z niedobitkami podzielił swoją grupę na dwie części. Każda zajęła pozycję naprzeciw bram Kokubu. Gdy jego ludzie byli rozstawieni, nakazał dać sygnał samurajom z yari, dotąd niebiorącym udziału w walce. Sygnałem był podjazd jego jazdy pod bramę północną. Jego samurajowie dostrzegli go bez trudu i żwawo podążyli ku bramie.

    Tymczasem łucznicy ashigaru Shimazu zajęli dogodną pozycję dzięki której mogli ostrzeliwać bezkarnie plecy wrogim łucznikom. Natomiast ashigaru z yari podchodzili coraz bliżej. W końcu to samurajowie z yari dotarli pod swój cel. Pierwsi z szeregu zapalali pochodnie nasączone łatwopalną cieczą, po czym rzucali w bramę która szybko stanęła w płomieniach.

    Gdy tylko wrota spłonęły samurajowie Shimazu szybko je sforsowali.

    Tomokata zauważył owy sukces i skierował swe wojska do wyłomu. W tym momencie naprzeciw samurajom z yari ruszyła świta samurajska broniąca siedziby Ito pod dowództwem Matsunagi.

    Matsunaga i jego samurajowie walczyli dzielnie, lecz w pewnym momencie wojownicy Satsumy otrzymali wsparcie Tomokaty. Matsunaga i jego ludzie zginęli z honorem, tak jak na samurajów przystało.

    Widząc to Noda mocniej chwycił wodze i rzekł do swych jeźdźców:
    - Dobrze służyliśmy naszemu rodowi, lecz teraz musimy oddać mu ostatnią posługę. Musimy jedną szarżą osłabić wrogą armię najmocniej jak zdołamy, tak aby nasi wrogowie bali się zetrzeć z resztą wojsk Ito!
    - HAI!- odpowiedzieli niczym jeden mąż jego ludzie
    - ZA MNĄ!!- zakrzyknął Noda, po czym ruszył ku swemu przeznaczeniu, a za nim jego ludzie.
    Jazda nieuchronnie zbliżała się do samurajów z yari którzy przegrupowywali się po walce, podobnie jak przyboczni Tanegashimy. Ci pierwsi zdołali zewrzeć szyk w ostatnim momencie. Wroga jazda po prostu wbiła się w owy szyk jak w masło. Wielu samurajów Satsumy padło, lecz pozostali zażarcie trwali w miejscu.

    Noda i jego podwładni walczyli niczym diabły, lecz to samo można powiedzieć o ich przeciwniku, w końcu jednak do wali włączyli się ashigaru z yari i przyboczni Tanegashimy i w końcu obrońcy ulegli. Noda został zrzucony z konia i przebity yari, nie lepiej kończyli jego ludzie. Ostatnim akordem starcia było uderzenie Tomokaty na łuczników wroga którzy przerażeni rozwojem sytuacji nie byli wstanie nic zrobić. Większość poległa w starciu z obstawą wrogiego generała którego katana pozbawiła życia 5 z nich. Reszta się poddała licząc na łaskę zwycięzców.

    Po walce, zdyszany Tomokata zebrał swe wojsko wokół siebie po czym wygłosił następujące słowa:
    - Wspólnie dokonaliśmy tego czego nie dane było dokonać naszym poprzednikom- zajęliśmy Osumi dla rodu Shimazu, prawdziwych władców Kiusiu!
    Wojsko wydało z siebie wielki okrzyk zwycięstwa. Skandowano po wielokroć ,,Shimazu’’ czy ,,Tanegashima’’, lecz czas pokaże jak wiele prawdy zawierają słowa młodego generała………….

    Krótki słownik:
    Dojo- Miejsce treningu różnorakich sztuk walki, bądź medytacji.
    Mon- Japoński herb rodowy. Każdy Mon był charakterystyczny dla danego rodu. Używane jest też określenie kamon.
    Daisho- Określenie na komplet dwóch mieczy: katana- dłuższy i wakizashi- krótszy. Prawo do noszenia daisho mieli wyłącznie samurajowie.
    Daimyo- Japoński władca feudalny. W istocie daimyo od VIII wieku n.e zyskiwali na sile i znaczeniu w przeciwieństwie do słabnącej władzy cesarskiej, prowadzili intrygi oraz wojny miedzy sobą dotyczące obsady cesarskiego tronu, przez wybranych przez siebie kandydatów z cesarskiej linii rodowej, lub o powiększenie własnej domeny oraz znaczenia i zdobycia najwyższych urzędów państwowych. Określenie to na przestrzeni dziejów przybierało wiele znaczeń. lecz dziś jest kojarzone z panami feudalnymi epoki Edo.
    Tono- jap. panie.
    Sensei- jap. mistrz, nauczyciel.
    Bokken- drewniany miecz ćwiczebny.
    Shoji- Ruchomy zsuwany ekran służący jako drzwi.
    Tsuba- Garda japońskich mieczy lub broni drzewcowej ( naginaty najczęściej). Samuraj któremu udzielano audiencji, na znak szacunku i szczerych zamiarów związywał rękojeść swego miecza tuż pod tsubą z pochwą, co powodowało iż nie mógł dobyć ostrza.
    Seiza- jap. siedzieć we właściwy sposób. Jest to tradycyjny sposób siedzenia praktykowany z użyciem maty Tatami. Tułów musi być wyprostowany, nogi ułożone tak aby pośladki opierały się na piętach, przy czym frontalna część łydki wraz z wierzchem stopy tworzą powierzchnię styczną z podłożem.
    Zabuton- poduszka do siedzenia.
    Yari- Japońska broń drzewcowa mogąca mieć długość nawet do 5 metrów. charakteryzowała się ostrzem o trzech krawędziach, z zamontowanymi ,,skrzydełkami''. Podstawowa bron ashigaru.
    Ashigaru- jap. lekkonodzy. Piechur którego werbowano z chłopów, bandytów, biedoty czy mieszczan. Formację tę można było formować w wielkiej liczbie, przy niskich kosztach. Jej początek liczy się od 1300 roku, choć mocno wsławiła się ona podczas wojny Onin z lat 1467-1477. Wojna z ich udziałem przybrała postać starć mas żołnierzy, gdy wcześniej walki toczone były serią indywidualnych pojedynków samurajów.

    Przy tworzeniu słownika korzystałem z artykułów Wikipedii, oraz serii komiksów autorstwa Stana Sakai ,, Usagi Yojimbo''.
    Ostatnio edytowane przez Piner ; 06-05-2018 o 21:22
    Nie Talleyrand,napatrz się pan,nasłuchaj i nawąchaj aż do mdłości.Żeby pertraktować o pokoju,trzeba znać jego cenę.- Napoleon ( film z 2002 roku)

    - Czy to wystarczy?
    - Nie. Ale widok jest wspaniały
    .- (Napoleon 2002) Napoleon obserwujący początek wielkiej szarzy pod Eylau.

  2. Użytkownicy którzy uznali post Piner za przydatny:


  3. #2
    Krwawy Kardynał Awatar Samick
    Dołączył
    Oct 2010
    Postów
    5 929
    Tournaments Joined
    9
    Tournaments Won
    1
    Podziękował
    190
    Otrzymał 423 podziękowań w 260 postach
    Kiedyś kije do treningów były lepsze niż dzisiaj - do złudzenia przypominały katany. ;P

    Klimatyczne screeny.



  4. #3
    Wielki Kuń Awatar Lwie Serce
    Dołączył
    Mar 2012
    Lokalizacja
    Siodło rumaka
    Postów
    9 798
    Tournaments Joined
    2
    Tournaments Won
    0
    Podziękował
    404
    Otrzymał 257 podziękowań w 170 postach
    Nareszcie jakiś AAR i to naprawdę fajny. Długi, dobrze się czyta, tylko doczepię się do pierdoły jako koniarz - nie lejce a wodze, lejce są w powozie

    Niech żyje Gwardia!

  5. Użytkownicy którzy uznali post Lwie Serce za przydatny:


  6. #4
    Stolnik Awatar Piner
    Dołączył
    Oct 2014
    Lokalizacja
    Warszawa
    Postów
    838
    Tournaments Joined
    0
    Tournaments Won
    0
    Podziękował
    313
    Otrzymał 121 podziękowań w 95 postach
    Rozdział III
    Prowincja Hyuga, Saito, Zamek Górskich Braci wiosna 1545 roku, 3 dni po bitwie o Kokubu
    Głowa rodu Ito- Ito Yoshisuke, otrzymał właśnie wieści z Osumi.

    - Tchórze, Głupcy!!- Krążył po Sali, rzucając obelgami pod adresem poległych dowódców obrony Kokubu- jak Noda śmiał ruszyć się z fortu bez mej zgody!
    - Panie-odezwał się jeden z urzędników- Przecież doszło do zamieszek w kilku wsiach, dochodziły wszak pogłoski o agentach Ik..
    - To nie zmienia faktu iż ten głupiec i ten drugi, Matsunaga winni wysłać mi wpierw gońca!- przerwał mu dajmio.
    - A-a-ale tono- odezwał się inny urzędnik- Matsunaga zarządzał prowincją w twoim imieniu, sam go wyznaczyłeś.
    -MILCZEĆ!!- wrzasnął Yoshisuke- wynoście się wszyscy natychmiast, po za tobą Kodama! Reszta WYNOCHA!
    Rozległy się stęknięcia, szmery i odgłosy kroków wszystkich zebranych, którzy czym prędzej umykali przed gniewem swego pana. Wszyscy po za jedną osobą, która jakby nie zważając na sytuację ze spokojem zajmowała swe miejsce. Owa osoba to Kodama Hiromoto, Komisarz ds. wojny rodu Ito.

    Gdy ostatni dworzanin uszedł z Sali, rozległ się dźwięk zasuwanych shoji, po czym nastąpiła całkowita cisza. Przez następne chwile można byłoby przysiąść iż nikogo w tym pomieszczeniu nie ma. Yoshisuke stał odwrócony przodem do mon swego rodu, a Kodama zajmował swe miejsce w ciszy, wpatrując się w przestrzeń. W końcu pierwszy odezwał się dajmio:
    - Co o tym wszystkim sądzisz generale Kodama?- spytał powoli bezbarwnym głosem.
    Generał rozumiał iż musi ważyć swe słowa, bowiem gniew jego pana nie wygasł.
    - Matsunaga i Noda wykonali swój obowiązek jako samurajowie- zaczął- Faktem jest iż popełnili poważny błąd, który muszę po nich naprawić, lecz jestem przekonany iż podołam temu zadaniu.
    Yoshisuke odwrócił się do swego dowódcy i spytał:
    - Co proponujesz?
    - Zebranie naszych sił i odbicie Osumi.- odrzekł Kodama pewnym głosem- Wystarczy tylko zaciągnąć nawet samych ashigaru, bowiem Satsuma nie będzie w stanie opłacać większej aniżeli obecnej liczby oddziałów samurajów, jest na to zbyt biedna, nawet dysponując środkami i zasobami Osumi. Radziłbym jednocześnie poprosić o pomoc ród Otomo, wszak to nasi przyjaciele, i nawet jeśli ograniczą się do blokady portu w Kagoshimie to i tak będzie to cios bolesny dla Shimazu.
    Yoshisuke zamilkł na moment rozważając słowa Kodamy
    - Ile czasu potrzebujemy na sformowanie armii?
    - Obecnie dysponujemy dwoma oddziałami ashigaru, oraz naszymi oddziałami jazdy przybocznej tono. Najlepiej przeczekać do wiosny zbierając siły. Potem możemy wyruszyć do Osumi.
    -Za późno- odrzekł Ito- Shimazu zdążą się umocnić w Kokubu, odbudować zniszczenia i uzupełnić straty.
    - Ale…
    - A co do pomocy Otomo, to nie podejmę się rozmów z nimi w tej sprawie.
    - Dlaczego tono?- Kodama był zdziwiony- przecież to nasi sojusznicy.
    - Tak, lecz prośba o pomoc w walce z Shimazu tylko mnie pogrąży w ich oczach- odpowiedział dajmio- Uznają mnie za słabego, a zbyt ciężko pracowałem aby ukazać nasz ród jako równorzędnych partnerów. W dodatku wtedy przy zakupie teppo, mogą postawić dodatkowe warunki, podwyższyć cenę lub nawet uczynić z nas wasala. Nie mogę na to pozwolić. Zresztą i tak szykują się do wojny z Sagarą i Shoni, więc niewiele będą w stanie uczynić aby nas wesprzeć.
    - Jeśli tak sądzisz..- odpowiedział niepewnie Kodama
    - A i jeszcze jedno. Masz czas do jesieni aby zebrać wojsko, potem ruszamy.
    - Ale tono- zszokowany Kodama nie mógł uwierzyć własnym uszom- Jeśli ruszymy tak szybko zastanie nas zima nim dojdziemy do Kokubu. To narazi armię na straty.
    - Przetrwamy zimę i na początku roku odzyskamy Osumi- Yoshisuke był zdecydowany, a ton jego głosu sugerował iż nie zniesie sprzeciwu- A jeśli bogowie będą łaskawi to podejdziemy pod samą Kagoshimę.
    Generał zrozumiał iż nie przekona swego pana. Mógł zrobić tylko jedno: podporządkować się jego woli.
    -Wedle twej woli tono.
    Osumi zdobyto ponosząc niewielkie straty, zniszczenia szybko odbudowano, a administracja Shimazu szybko przyjęła się w zdobytej prowincji. Pozyskane środki Takahisa wykorzystał przede wszystkim do jednego celu- rozbudowy floty. Dajmio planował przejąć kontrolę nad faktorią handlową, na południe od Kiusiu która była ważnym punktem handlu z indonezyjskimi sułtanatami. Aby ubiec inne rody w porcie Kagoshimy budowano kobayę obsadzaną przez łuczników której celem było zajęcie owej faktorii i oczekiwanie na kolejne okręty wojenne i handlowe. Był to ważny ruch ponieważ Shimazu mogli czerpać wielkie zyski, a w założeniu Takahisy uniezależnić się od handlu z innymi rodami. Po za tym zawarto umowę handlową z rodem Sagara.
    Lecz do uszu daymio docierały ciekawe plotki. Pierwsza dotyczyła skali przygotowań rodu Ito do odbicia Osumi, siłami wielkiej armii, której mają pomagać nawet Oni. Chłopi wręcz lubowali się w takich opowiastkach, lecz samej informacji o przygotowaniach nie wolno było lekceważyć, ale po za zwerbowaniem ashigaru i promowaniem nowej techniki walki – kenjutsu, Shimazu nie mogli zrobić nic więcej, polegając jedynie na plotkach.

    Dotarły też wieści o upadku jednego z wielkich rodów- rodu Tokugawa. Na dworze Takahisy ta wiadomość nie wywarła wielkiego wrażenia- wszak to się działo w dalekiej części Honsiu, a dajmio z Kiusiu, nie bardzo ostatnimi czasy wybiegali spojrzeniami czy ambicjami po za swą wyspę.
    Ale były też raporty straży miejskiej Kagoshimy. Donosiła ona o tym iż mieszkańcy nocami skarżą się na podejrzane odgłosy dochodzące z ulic, podejrzanych kradzieżach w których, najdziwniejsze było to że znikało jedzenie, niekiedy leki, a nie kosztowne dobra. Kilku strażników uszło z patroli nocnych z życiem przysięgając iż ich towarzyszy wymordował demon władający mieczem i magią. W dodatku na obrzeżach miasta spłonęła stara chata, w której znaleziono jedynie spopielone kości. Takahisa zwołał specjalne zebranie urzędników miejskich aby zaradzić tym niezwykłym zdarzeniom, i przywrócić w stolicy swej domeny porządek. Choć dyskusje przeciągały się dniami to długo nie można było znaleźć rozwiązania, aż w końcu władcy wpadło do głowy niezwykłe rozwiązanie…..

    Wieczór 17 grudnia 1545 roku, Kagoshima, Zamek Szmaragdowych Tygrysów

    Takahisa rozkoszował się cudowną gorącą herbatą i przyjemnym zimowym wieczorem ze swego pawilonu z widokiem na ogród. Towarzyszyło mu dwóch przybocznych, bowiem choć pragnął chwili spokoju to jednak na czas wojny nie warto rezygnować z bezpieczeństwa dla chwili przyjemności, nawet tak spokojnego wieczoru. Zaiste zima tego roku była łagodna, a śnieg padał, tak jak tego wieczora, w małych ilościach, przy tym wirując i tańcząc na wietrze, jakby specjalnie bogowie zesłali go by koił ludzkie myśli i dusze. Od czasu gdy zaproponował swe rozwiązanie minął tydzień. Zapowiedział urzędnikom, iż obwieści miastu jedną wieść która powinna poradzić sobie z problemem, jak dotychczas kradzież żywności nie ustała, ale też nie wyszła po za samą żywność. Kolejne patrole stały się spokojniejsze, choć do starć sporadycznie dochodziło i sprawca kradzieży dalej pozostał wolny, nie odpowiadając na wiadomość. Władca zaczął zastanawiać się czy nie powinien posłać po złodzieja swych samurajów, gdy z rozmyślań wyrwał go odgłos jak gdyby ktoś wskoczył na dach pawilonu. Takahisa spojrzawszy w górę, skinął głową, po czym jeden z jego przybocznych , kładąc dłoń na rękojeści swej katany, ruszył do przodu. Gdy tylko wyszedł z pawilonu powoli obrócił się i idąc tyłem spojrzał na dach. Przez chwilę nic się nie działo lecz w pewnym momencie coś spadło pomiędzy samurajem a pawilonem, po czym roztrzaskało się i rozbłysło białym oślepiającym światłem. Daymio trąc oślepione oczy zdołał usłyszeć odgłosy walki, jęki, a potem odgłosy szamotaniny, wtedy wrócił mu wzrok. Ujrzał jak drugi jego samuraj, tuz obok przytrzymuje rękę napastnika ubranego w granat i czerń ze sztyletem wycelowanym w jego brzuch. Drugą zablokował cios kamą na swoją głowę. Drugi przyboczny zwijał się z bólu przed pawilonem. Przez chwilę trwali tak siłując się, po czym napastnik odezwał się na głos:
    - ,, Tygrys szuka swego cienia’’
    Takahisa wpierw zaskoczony, szybko zdał sobie sprawę iż napastnik zacytował jego wiadomość, którą ogłosił tydzień temu. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech, po czym rozkazał swemu samurajowi odstąpić, a ten odepchnął brutalnie zarówno kamę jak i rękę nieproszonego gościa, lecz ten miast stracić równowagę i się wywrócić odskoczył z gracją, stał na nogach pewnie i gotowy do walki. Daymio śledził wzrokiem każdy jego ruch. Kimkolwiek był, na pewno był młody. Takahisa podejrzewał iż niedawno mógł skończyć 20 wiosen.
    - Niesamowite zdolności- rzekł dajmio- jesteś niesamowicie wyszkolony, chociaż jak widzę to wciąż za mało na samuraja Shimazu.
    - Czego chcesz ode mnie?- spytał shinobi- bo zakładam że nie wezwałeś mnie do swego ogrodu aby tylko mnie zabić.
    - Dlaczego nie?- odrzekł władca- Czyż nie miałbym mniej zmartwień? Nie musiałbym fatygować do miasta swych samurajów którzy jak widzę poradzili by sobie z tym zadaniem.
    Shinobi nie zareagował na zaczepkę
    - Mam więcej sztuczek w zanadrzu- rzekł- Nawet takie które pozwoliłyby mi ujść stąd z życiem, i powiadomić o twych tajemnicach twoich wrogów.
    Pan Satsumy tylko się roześmiał
    - Sądziłem że jesteś zabójcą, a nie kuglarzem-złapał oddech, i w tym samym momencie shoji rozwarły się i wokół Takahisy stanęła w gotowości grupa jego przybocznych. Po drugiej stronie jakby znikąd pojawiła się kolejna grupa, która wespół z pierwszą otoczyła pawilon. Shinobi nieco się cofnął i nerwowo oglądał się wokoło.- Dziękuję ci iż nie musiałem ich wzywać twoja eee… bombka zrobiła to za mnie. A z ucieczką miałbyś kłopot nawet gdybyś chciał ponownie kogoś oślepić.
    - Skąd wiedziałeś że przybędę?- spytał zaskoczony shinobi- Nie mogłeś wszak trzymać ich przez tydzień w jednym konkretnym miejscu.
    - Nie wiedziałem- odrzekł Takahisa z rozbrajającą szczerością- Po prostu chciałem wypocząć obserwując ogród, a jako że prowadzę wojnę z Ito, to spodziewałem się że ci tchórze tkną się wszelkich sposobów aby mnie zgładzić, licząc na to że da im to jakąś korzyść.
    -Skąd wiesz że mnie nie przysłali- spytał ponownie nieproszony gość.
    - Bo inaczej atakowałbyś mój zamek, i moich ludzi, a nie okradał pojedyncze targi z żywności- odrzekł władca- W dodatku swe działania prowadziłbyś w Osumi która dla Ito jest teraz podstawowym celem, jeśli nie chcą paść z głodu. I nic byś nie zarobił, bo o ile wiem za swe działania żądacie godziwej zapłaty, a tą dysponuję teraz ja.
    - Czego chcesz?- spytał ponownie shinobi.
    - Ciebie, a zasadniczo twoich zdolności. Potrzebny mi szpieg który doniósłby mi o liczebności i stanie armii Yoshisuke, a nawet trochę ją uszczuplił. Zapewniam cię iż dobrze ci zapłacę, nawet z zaliczką i spełnieniem twej prośby.
    - Jaką prośbę miałbym mieć wobec władcy Satsumy?!- spytał zaskoczony.
    - Wszyscy czegoś chcą, nawet zabójcy- odrzekł Takahisa- Sądząc po twych czynach przymierasz głodem, zatem twój klan o ciebie nie dba..
    -Nie mam klanu- przerwał twardo zabójca- Już nie.
    Zapanowała przez chwilę cisza Takahisa i shinobi mierzyli się wzrokiem. Samuraje wokół stali niewzruszenie, nawet teraz gdy opady śniegu nagle się wzmogły wraz z wiatrem który zaczynał powoli wyć, jakby się chciał wmieszać do rozmowy.
    - Bezklanowcy się zdarzają, ale nie tak młodzi- pierwszy odezwał się dajmio- Co się sprowadziło do Kagoshimy.
    - Zagłada- odrzekł zabójca- Nazywam się Moronao i jestem shinobi z klanu Trzeszczącej Żagwi. Mój klan od wieków zamieszkiwał prowincję Mikawa znajdując obrońcę i pracodawcę w rodzie Tokugawa. Zawsze dawaliśmy agentów gotowych spełnić każde zadanie lub służyliśmy jako zbrojne ramię podczas wojen. Tak było też w ostatnim konflikcie przeciw rodowi Oda. Tokugawa Hirotada jako lojalny wasal rodu Imagawa zaatakował małą grupę wojsk Ody i pobił ją, jednak nie udało się jej rozbić, a ta połączyła się z głównymi siłami i ruszyła na siedzibę Hirotady- Okazaki. Daymio otrzymał jednak od jednego z naszych- szpiega na tyłach wroga wiadomość jakoby sam generał Takayama Muneyori miał prowadzić zwiad, co w przeszłości mu się zdarzało i co dodawało tej informacji prawdziwości. Hirotada wezwał mój klan aby spróbował podczas jednego takiego zwiadu zamordować Takayamę, co spowodowałoby zamieszanie w armii Ody. Sam Kashira przyjął zadanie i sam objął dowództwo nad grupą. Udało się im przedrzeć na tyły, odnaleźć jak się wydawało generała ze świtą i zakończyć kontrakt przypieczętowując to ich życiem. Lecz kiedy chcieli się upewnić okazało się że wpadli w pułapkę otoczeni zewsząd przez łuczników. Szpieg zdradził i drogo za to przyszło nam zapłacić. Wystrzelali niemal wszystkich- prawie 50 ludzi. Przeżył ledwie mój mistrz- Goru, przybył do naszej siedziby, zdał relację, lecz po jego śladach podążali wrogowie. Wojska Ody otoczyły naszą samotnię, podpalili po czym zacieśniwszy krąg posłali małe grupki które miały wywabiać uciekających, a było to łatwe bowiem pozostali tam już niemal tylko adepci łącznie ze mną. Mój mistrz i ja przeczekaliśmy masakrę, po czym sam przebrał się za jednego z ashigaru, a mnie wsadził do worka zarzucił na plecy i tak opuściliśmy nasz dom gdy wróg oddał się jego grabieży.
    Nastąpiła cisza, Takahisa ważył słowa shinobi, po czym spytał:
    - Uciekło was dwóch, zatem gdzie jest twój mistrz?
    - Po ucieczce doszły na słuchy że Okazaki jest oblężone i niedługo padnie.- Moronao mówił bezbarwnym głosem- Biorąc pod uwagę jakim byliśmy celem dla shinobi służących rodowi Oda, postanowiliśmy uciec na zachód, aż za morze do Kraju Tygrysów, tak dotarliśmy na Kiusiu. Jednak mój mistrz z powodu zmęczenia i ran podupadł na zdrowiu. Wykradałem się po żywność i leki, o czym ci wiadomo gdyż parę razy trafiłem na straże. Niestety mój mistrz zmarł, a ja spaliłem jego ciało w opuszczonej chacie, która służyła nam za schronienie. Sam chciałem kontynuować podróż, ale… nie wiedziałem co miałbym dalej robić, i czekając na znak od bogów próbowałem przeżyć i wtedy dotarło do mnie twoje ogłoszenie.
    Gdy Moronao skończył mówić, dało się odczuć że i wiatr przestał wyć, a śnieg opadać pozostawiając jednak po sobie ślady przenikliwego zimna które dopiero teraz odczuł Takahisa
    - Długa opowieść- rzekł – Ale wiem jak mógłbym odpłacić za twą służbę. Zgódź się służyć mnie i memu rodowi, a ja dam ci ziemię na której odbudujesz swój klan który również otoczę opieką.
    Moronao spojrzał ze zdziwieniem na władcę Satsumy, a po chwili wykrztusił:
    - Ja miałbym odbudować swój klan?!
    -Dlaczego by nie? Sam powiedziałeś że czekałeś na znak bogów, więc być może moja wiadomość nią była, a nawet jeśli nie, to i tak nie możesz liczyć zadrugą taką samą propozycję. Daję ci niejako szansę, w zamian oczekując lojalnej służby.
    Moronało trwał w bezruchu, wydawało się jakoby nawet nie oddychał. W pewnym momencie padł na kolana skłonił się i rzekł:
    - Przysięgam służyć tobie i twemu rodowi. Oddaję ci swe ciało, myśli i życie aż po kres mych dni tono.


    Prowincja Hyuga 4 dni drogi od granicy z Osumi, tydzień później

    Generał Kodama kroczył wokół wygaszanych ognisk i zwijanych namiotów, niczym zaniepokojony jeleń, obawiający się nagłego ataku. Sprawdzał jak jego ludzie szykują się do dalszej drogi. Zbyt długo i powoli trwał przemarsz wojsk i nie może to dziwić skoro na wojnę posłano nieopierzonych rekrutów. W dodatku śnieg i gołoledź wcale nie umilały drogi. Także w końcu do obozowiska dotarły wozy z żywnością, której, jak się okazało, było za mało jak na zebraną armię. Rozpoczęły się dezercje które razem ze wszystkimi pozostałymi problemami pogłębiały gniew jego pana. Yoshisuke wbrew rozsądkowi nakazywał przeć do przodu. Kodama z innymi dowódcami próbowali przekonać go do zmiany planów, lecz nawet najlepsze argumenty były zbywane obelgami. Kodama wiedział iż przekroczą pogranicze jeszcze w tym roku, lecz uszczupleni wobec gotowych i wypoczętych Shimazu. Jeśli są pod opieką bogów wygrają i się zdołają wycofać. Jeśli nie- zginą. Dlatego przykładał się do dalszej służby z modlitwą na ustach

    Początek wiosny 1546 rok

    Gdy tylko Ito wkroczyli do Osumi, rozłożyli się obozowiskiem na resztę zimy. Yoshisuke w końcu uległ naleganiom generała Kodamy, który przedstawił stan jego armii, mówiąc iż jeśli ruszą teraz, to rozbiją się o mury Kokubu, albo zginą z rak swoich własnych ludzi. Wstrząśnięty daymio widząc niechętne mu spojrzenia, słysząc pomrukiwania zgodził się na rozłożenie obozu i zaczekaniu na posiłki. Dowiedział się o tym Moronao, który sabotował wrogą armię i przekazał te wieści generałowi Tanegashimie. Ten , gdy tylko pogoda się poprawi postanowił ruszyć do ataku przy wsparciu sił Takahisy.

    Yoshisuke nie zamierzał się cofnąć i uznał że wróg popełnił błąd. Kodama uważał inaczej, lecz jego obawy, wściekły dajmio zbył, i nakazał szykować się do bitwy.
    Armia Shimazu zajęła dogodne pozycje i oczekiwała nieprzyjaciela. Tanegashima zdecydował się zaatakować wcześnie rano licząc na mgłę która utrudni wojskom Ito obserwację, a jego siłom da potrzebną jego zamiarom osłonę. Na pole bitwy dotarł też Takahisa ze swymi ashigaru, i jak najszybciej ruszył na spotkanie swemu generałowi.

    Yoshisuke razem z Kodamą oceniali swą sytuację
    - Powinniśmy zostać w obozie… zaczął Kodama.
    -Zamilcz!- rozkazał jego pan- Nie dam się uwięzić i zaszczuć. Na to liczą, zatem musimy ruszyć naprzód. Widzisz to wzgórze?! Zajmiemy na nim pozycje co da naszym łucznikom przewagę, i zaczekamy aż rozbija się o nasze yari.
    - Ale jest ono za małe dla całego naszego wojska- oponował generał- po za tym ta mgła utrudnia obserwację. Powinniśmy wykorzystać ją i zajść na tyły wro..
    - Za długo to zajmie, i staniemy się dla nich widoczni- przerwał Yoshisuke- podjąłem już decyzję.
    Kodama właśnie tego żałował, lecz nic już nie mógł zrobić.

    -Generale Tanegashima!
    -Tono!

    Takahisa odnalazł generała, a swych piechurów posłał do reszty wojsk. Tanegashima szybko stawił się przedoblicze władcy i raportował:
    - Ito nadchodzą, już za chwilę zajmą to wzgórze naprzeciw nas.
    - Doskonale- odrzekł dajmio- jaki jest plan?
    - Poczekamy aż Ito się usadowią, my w tym czasie rozwiniemy szyk. Gdy już będą na wzgórzu przerzucę jeden oddział łuczników i dwa piechurów na prawe skrzydło po czym ruszą do przodu zaginając naszą linię- tłumaczył Tomokata- Łucznicy ostrzelają wrogich łuczników, a gdy ci zostaną rozbici, ruszy reszta wojska do ataku na wzgórze, a moja grupa spróbuje odciąć Ito drogę ucieczki.
    - Wyśmienicie generale. Przejmę dowództwo nad centrum i lewym skrzydłem. Jeśli Yoshisuke coś knuje, szybko wybiję mu to z głowy.
    Gdy tylko wojsko Ito zajęło wzgórze jego oczom, ukazała się cała potęga Shimazu. Niejeden ashigaru poczuł strach na ten widok.

    Gdy tylko sztandary Ito załopotały nad wzgórzem Tomokata wydał rozkazy i skierował się na prawe skrzydło.

    Jego ashigaru zajmowali pozycje w porządku, szybko i sprawnie jakby tylko po to się narodzili. Zamiar ten nie uszedł oczom generała Kodamy.

    - Niech jeden oddział łuczników zajmie pozycję naprzeciw nadchodzących sił
    - Tak jest generale.
    Kodama spojrzał ponownie na ruchy wroga, zastanawiał się co planuje Tanegashima? Za mało sił na uderzenie.
    - Generale! Shimazu ruszyli całą armią!
    - Co!?
    Faktycznie wraz z ruchem na prawym skrzydle ruszyła cała armia, lecz nie do ataku a tylko po to by wyrównać szyk. Kodama się uspokoił, lecz nie na długo.
    Tanegashima sprawnie rozstawił swą grupę. Wiedział że mimo powstałej pomiędzy nim a Takahisą, luki jego szyki wytrzymają ewentualny atak, a i tak owa luka zaraz zostanie zapełniona. Teraz spoglądał na wzgórze wiedząc że już tylko parę ruchów i on z niego będzie spoglądał na pierzchającego wroga.
    - Łucznicy naprzód.- rozkazał.
    - Tak jest! Łucznicy naprzód!


    Po chwili, niebo przeszyły strzały Shimazu, świszcząc przeraźliwie pikowały w poszukiwaniu nieszczęsnych ofiar. Łucznicy Ito ostrzelani, nie zamierzali być dłużni i odpowiedzieli tym samym.

    Owa mordercza wymiana strzał trwała jakiś czas, lecz w końcu górą okazali się być łucznicy Tanegashimy. Zawdzięczali to przede wszystkim rozluźnieniu swej formacji, przez co ponieśli nieznaczne straty. W końcu Kodama rzucił do ataku swych ashigaru z yari.

    Nie zdało się to na wiele, bowiem łucznicy cofnęli się za swoich piechurów którzy szykowali się do odparcia ataku. Piechurzy Ito widząc to wrócili na swe pozycje. Po chwili wznowiono ostrzał, który tym razem zakończył się pogromem łuczników Yoshisuke.

    Dotychczas obserwujący starcie Yoshisuke stracił cierpliwość. Podjechał ze swymi przybocznymi i odezwał się do swego generała tymi słowy:
    - Hiromoto! Co to ma znaczyć!- grzmiał dajmio- Rozbili jeden oddział łuczników, a ty spokojnie na to patrzysz!?
    - Ale tono…- zaczął generał, lecz Yoshisuke przerwał mu szybko
    - Milcz! Zbierz wszystkich ludzi i uderz w kierunku Takahisy, przebij się do niego i go zabij. Jego upadek odwróci losy bitwy. Ja ruszę na grupę jego generała i go zajmę, a jeśli bogowie dadzą, rozbiję. Już NAPRZÓD!!
    Generałowi Kodamie wydało się to szaleństwem, lecz wydał rozkazy. Lojalny samuraj służy swemu panu.. nawet najgorszemu.

    Yoshisuke popędził swego konia, prowadząc atak swej jazdy. I choć Tomokata zauważył to i wydał odpowiednie rozkazy to chwila zwłoki zadziałała na korzyść Ito. Jazda wbiła się bez trudu w rozluźniony szyk łuczników, mordując ich bez litości.

    W tym samym czasie uderzył na centrum Shimazu, Kodama.

    Wraz z nim na centrum uderzyli wszyscy ashigaru Ito, zaskakując impetem, swego przeciwnika…..

    … nadając temu brutalny przebieg.

    Lecz mimo to linia Shimazu wytrzymała, a do walki włączył się sam Shimazu Takahisa.

    Obie grupy jeźdźców zbiły się w jedną wielką masę walczących. Kodama Hirohito ledwo wstrzymał impet, a gdy tylko opanował swego wierzchowca zauważył iż odrzucono go od reszty jego przybocznych. Zaraz potem naprzeciw siebie ujrzał oblicze Shimazu Takahisy, który z kolei dostrzegł go również.

    - Generale Kodama!- zagrzmiał dajmio- Ten atak nie ma najmniejszych szans powodzenia, losy bitwy już się przeważyły! Poddaj się a potraktuję cię z honorami należnymi samurajowi twej rangi.
    - Zdaję sobie sprawę iż masz rację! - odkrzyknął generał- Ale jakim byłbym samurajem, gdybym teraz się oddał w niewolę? Czy wizja porażki ma obrócić wniwecz lata mej służby, starania rodzicieli i mistrzów? Mój pan wierzy że twa śmierć da mu zwycięstwo, a mnie nakazał zadać ją tobie. Nic ponad ten rozkaz już się nie liczy!
    - Zatem przekonaj się, jak wielce się mylisz!

    Po czym z okrzykiem natarli na siebie, a po chwili ich klingi starły się, przebijając się ponad odgłosy walki innych walczących.

    Pojedynek był wyrównany. Takahisa i Kodama próbowali wyczuć swój moment, i wykorzystać potencjalny błąd przeciwnika. W pewnym momencie wokół nich zaczęło brakować przybocznych Kodamy, a coraz bardziej biła w oczy zieleń Shimazu.
    - Atakują naszego pana! Chronić pana!
    Podobne okrzyki rzuciło wiele gardeł na raz. Gdy koń Takahisy, niemal został trafiony zachwiał się, co sprawiło że wszyscy, od przybocznego samuraja po zwykłego ashigaru zadrżało na myśl iż ich dajmio miałby przegrać, i rzucili się na ratunek. Kodama zaskoczony nagłym poruszeniem, nie dał się przestraszyć i odpierał kilka ataków na raz, a nawet kontratakował skutecznie, uśmiercając lojalnych wojowników Satsumy.

    Tymczasem bitwa przybrała tragiczny obrót dla Ito, o czym teraz przekonał się sam Yoshisuke. Zaraz po jego ataku uderzyli na jego jazdę ashigaru Shimazu, z Tanegashimą Tomokatą na czele.
    Nie Talleyrand,napatrz się pan,nasłuchaj i nawąchaj aż do mdłości.Żeby pertraktować o pokoju,trzeba znać jego cenę.- Napoleon ( film z 2002 roku)

    - Czy to wystarczy?
    - Nie. Ale widok jest wspaniały
    .- (Napoleon 2002) Napoleon obserwujący początek wielkiej szarzy pod Eylau.

  7. #5
    Stolnik Awatar Piner
    Dołączył
    Oct 2014
    Lokalizacja
    Warszawa
    Postów
    838
    Tournaments Joined
    0
    Tournaments Won
    0
    Podziękował
    313
    Otrzymał 121 podziękowań w 95 postach
    Yoshisuke, zauważył iż jest niemal otoczony, a do jego uszu docierały agonalne jęki ludzi i koni jego gwardii, bezlitośnie i brutalnie obalanych na ziemię. Nie wierząc w to co widzi, po raz pierwszy poczuł strach, a przez chwilę szok odebrał mu mowę i siły, a gdy je odzyskał, zdołał wykrztusić jedynie:
    - Odwrót! Za mną wszyscy ODWRÓT!!!!!!
    Po czym z pozostałymi przy życiu przybocznymi rzucił się do ucieczki. Nie wiedzieć czemu bogowie zezwolili na to, bowiem władca Hyugi, przedarł się z kilkoma swymi gwardzistami, na otwartą przestrzeń, pędząc przed siebie i nie oglądając się na pozostawionych swemu losowi wojaków jego domeny. Tomokata nakazał swemu wojsku Gonić za pierzchającym przeciwnikiem lecz sam skierował swój wzrok, w stronę centrum swej armii gdzie jeszcze tliły się walki.
    A walka owa z każdą chwilą zdawała się gasnąć. Wojownicy Ito znaleźli się w matni.

    Poszczególne grupy próbowały desperacko się jeszcze bronić, lecz na nic się to zdało.

    Szczególnie straszny koniec wrodzy ashigaru otrzymali z rąk samurajów z yari , których atak wroga rozwścieczył, rozbudzają prawdziwą furię, którą nieszczęśnikom dane było odczuć.

    Kodama zdyszany, teraz zauważył iż jego pan i reszta armii rzuciła się do ucieczki, a jemu odcięto jakakolwiek drogę ucieczki. Obok niego znów pojawił się Takahisa.

    - Mówiłem generale iż na nic twe wysiłki. Po raz ostatni przedstawiam ci mą ofertę. Poddaj się i nie giń w bezsensownej wojnie Yoshisuke.
    Generał nic nie odpowiedział. Rozejrzał się ponownie, szukając wzrokiem choćby szpary miedzy nieprzyjaciółmi, lecz nic takiego nie dostrzegł. Zaczął rozważać propozycję Takahisy, lecz przerażała go myśl przetrwania z łaski swego wroga. Jak spojrzy na niego jego władca, rodzina? Ma splamić swój honor- on generał Kodama Hirotomo najlepszy dowódca wojsk Ito. Wiedział jaki jest mu pisany los.
    - Za nic mam twą łaskę- i ruszył na Pana Satsumy.

    Ostatni raz złączyli swe klingi, a Kodama nie zatrzymał się, lecz pędził dalej i wyminął Takahisę, lecz na nic to się nie zdało. Próbował wymanewrować wojowników Shimazu, licząc że zdoła się przedrzeć, lecz bogowie mieli inne zamiary. Koń Kodamy ponownie zraniony stanął dęba i stracił równowagę. Zaskoczony Kodama puścił wodze, i spadł z konia, który przewrócił się wprost na niego.

    W jednym momencie krzyk generała ustał, a rozległo się nieprzyjemne głośne mlaśnięcie, po czym nastąpiła cisza, w dali przerywana odgłosami masakrowanej armii. Zaraz potem rozległ się głośny , rozrywający ryk przez całą dolinę- radość ze zwycięstwa.



    Słownik:
    Teppo- jap. broń palna, arkebuz.
    Oni- jap. diabły. W japońskim folklorze diabły róznią się znacznie od wyobrażeń europejskich. Owszem często Oni są złowrogimi demonami, zdarzają się też warianty opiekuńcze, jak i obojętne wobec ludzi.
    Kenjutsu- jedna z klasycznych sztuk walki mieczem.
    Kashira- jap. wódz. Tytuł jaki dzierżył przywódca klanu ninja ( jeden z wariantów).
    Shinobi- jap. zabójca.
    Nie Talleyrand,napatrz się pan,nasłuchaj i nawąchaj aż do mdłości.Żeby pertraktować o pokoju,trzeba znać jego cenę.- Napoleon ( film z 2002 roku)

    - Czy to wystarczy?
    - Nie. Ale widok jest wspaniały
    .- (Napoleon 2002) Napoleon obserwujący początek wielkiej szarzy pod Eylau.

  8. Następujących 2 użytkowników podziękowało Piner za ten post:


Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •