Dan:
Ah, rozumiem. No dobra, nie zatrzymuje Cię. Żegnaj - odparł ci i wrócił do warty.
Pobiegłeś dalej. Jakieś ok. 15 minut później Biegnąc truchtem trafiłeś w pobliże farmy Akila.
Falmir:
Nicolai, a tobie?
Wersja do druku
Dan:
Ah, rozumiem. No dobra, nie zatrzymuje Cię. Żegnaj - odparł ci i wrócił do warty.
Pobiegłeś dalej. Jakieś ok. 15 minut później Biegnąc truchtem trafiłeś w pobliże farmy Akila.
Falmir:
Nicolai, a tobie?
Dan
Żegnaj,spokojnej warty - powiedział mu na odchodne myśląc - Lepiej przejść mostem niż pod nim,nadłożę nieco drogi ale minimalizacja ryzyka to podstawa w tym zawodzie a ta mała jaskinia koło drogi już nie raz przyciągała różne bestyjki....., no i tak odwiedzę dom,pogadam z rodzicami,przenocuję u nich,może też potrzebują w czymś pomocy?
Edward:
Próbujesz płynąć, lecz co chwilę fale zalewają Ciebie. Z trudem w ogóle płyniesz na przód i łapiesz oddech... Po kilkunastu chwilach słyszysz głośny trzask drewna o skały. Piękny to widok, ale i smutny, bo z tego co wiesz to kapitan trzymał całkiem sporo zapasów rumu i wódki w swojej kajucie... Tak na czarną godzinę. Ale przynajmniej żyjesz.
Rhen:
Wpadłeś do pomieszczenia, gdzie zazwyczaj przebywa Wulfgar, po drodze natomiast niczego podejrzanego nie zauważyłeś - Co jest? - spytał się widząc Ciebie wpadającego do jego komnaty. On jak zwykle stoi zaś za pulpitem i wertuje jakieś papiery.
Rhen
Rhen stanął na baczność po czym przemówił - Kapitanie, melduję iż podczas warty na placu wisielców słyszałem wystrzały, jakby z armat. Uznałem to za niecodzienne zjawisko i postanowiłem panu o tym zameldować panie kapitanie.
Edward
Okręt przepadł, rum przepadł... A tak niewiele brakło bym kapitanem został, teraz nawet nie mam co pić! Arghhh, cholerny żywot. Edward mimo przeciwności wiedząc że nic mu nie pozostało, dalej zmierza ku lądowi...
Falmir:
Falmir. Wchodźmy więc do tej jaskini.
Edward:
Próbując płynąć do Khorinis Edward został trafiony w tył głowy łódką, którą poniosły fale. Było to na tyle silne, iż Edward stracił przytomność, a jego ciało zostało pozostawione na łaskę natury...
Falmir:
Wchodzicie do jaskini. Pierwsza jej część jest dosyć duża, porośnięta jakimiś podziemnymi grzybami i korzeniami, których nie znacie. Jest ich całkiem sporo. Tunel prowadzi gdzieś dalej, nie widzicie tylko gdzie... - Dobra, tylko ostrożnie. Wole wrócić w całym kawałku - odparł ci po cichu.
Rhen:
Co? Armaty? Jesteś tego pewien? - odparł zaskoczony, po czym stanął przed Tobą i powiedział - Ruszaj sprawdzić co się dzieje w porcie, byle szybko! Żołnierze pewnie już się szykują do walki.
Falmir:
Zgoda, Nicolaiu. Mnie również nie uśmiechałaby się śmierć w tak ponurym miejscu. Szepnął, zarazem cicho stąpając po jaskini.
Dan:
Wchodząc po schodkach widzisz swój rodzinny dom - farma Akila. Spędziłeś tu wiele szczęśliwych dni wraz ze swymi rodzicami, pomagając im na farmie czy bawiąc się wśród kłosów pszenicy i drzew. Nic się nie zmieniło od czasu, gdy opuściłeś swój dom. Nie widzisz też nikogo na zewnątrz. Najwyraźniej wszyscy się pochowali z powodu deszczu.
Vito:
Widzisz jak Rhen biegnie do koszar, jakby goniło go jakieś stado demonów... Chyba w końcu coś zaczyna się ciekawego dziać.
Falmir:
Stąpacie powoli idąc dalej przez jaskinię. Nie widzicie co jest przed wami, a ciarki przechodzą wam po plecach na myśl, że może tam mieszkać jakaś bestia. Widzicie z dala, że jest tam jakieś większe pomieszczenie. Coś Ci tu jednak nie pasuje... Słyszysz jakieś dziwne odgłosy nie mogąc rozpoznać co to jest. Nie brzmi ci przynajmniej jak jakieś zwyczajne zwierze. Twój towarzysz chyba nie jest już taki przekonany, że coś tam może być i kroczy dalej.
Falmir:
Cichym tonem wypowiada słowa do towarzysza:
Nicolaiu, coś mi tu nie gra - słyszysz ten dziwny głos? To nie wydaje mi się być głos jakiegoś zwierzęcia. Stąpajmy ostrożnie, bądź wróćmy się do miejsca spotkania z sierżantem.