-
Catherine
Co Wszyscy mają z nazywaniem mnie panią? - powiedziała zirytowana choć bez gniewu w głosie - Ehh....,jestem Catherine nie żadna pani,zapamiętaj to proszę....Adele....A skoro nie jesteś głodna to trzeba nam ruszać w drogę - gdy skończyła mówić delikatnie wzięła ją na ręce i ponownie poczęła jechać przed siebie jak najdalej od miejsca niedoszłej rzezi.... - Biedactwo....,teraz ma tylko mnie,ehh.....,ładnie się wkopałam,niepotrzebnie się pchałam do tej wioski,dobrze że żaden z tych durniów mi nie towarzyszy....
-
Kersijana
Ta oto łuczniczka i wojowniczka moją eskortą jest. Odparła Kersijana rycerzowi... Jedziemy od pewnego chorego co niestety pomóc mu nie mogłam, Zapadł na nieznaną chorobę i nie wiemy czy i my zakażone nią nie jesteśmy. Straszne ropie miał na ciele i co jak co ale do miasta nie możemy teraz jechać co by epidemii nie roznieść na niewinnych. Badając go niechcący dotknęłam tego ropienia i mam podstawy przypuszczać, że mogę być też chora. Dwa dni minęły gdy obie w tej chacie byłyśmy. Jeśli przez ćwierć księżyca nie wystąpią na nas ropie to znak, że obawy nasze nad wyrost były, ale to zanim czas minie to na razie Bogowie ino wiedzą. Wybacz Panie, mimo przemiłej rozmowy musimy już kończyć ją. Zapewne w przeciwnych kierunkach jedziemy.... Starała się by jej głos mimo iż była miła i uprzejma brzmiał wiarygodnie.
-
Catherine:
Czemu mnie ocaliłaś? Spytała nagle Adela, patrząc na Ciebie słodkimi oczkami i z niewinną miną.
Arstan, Hallbjorn:
Zabawni jesteście... Wobec tego postawimy was przed obliczem naszego pana, za podniesienie oręża na królewskich rycerzy. Pójdziecie spokojnie, czy mam was najpierw wybatożyć a potem zatargać przed tron króla Ulryka?
Erilla, Kersijana:
Sssssss... Wierzę wam... Hihihihihi ssssss... Oczy rycerza nagle zrobiły się zielone, a on założył swój hełm i już bez żadnego słowa, pomknął do lasu galopem...
-
Arstan
Pójdę po dobroci, obyś się nią zadławił
-
Hallbjorn
nie mam nic przeciwko byś mnie zabrał przed oblicza swego pana
-
Catherine
Czemu?Może Cię to zdziwi ale niektórzy wciąż mają serca....,no,nie myśl tyle,tylko spróbuj zasnąć,sen to najlepsze lekarstwo - odparła tuląc ją do siebie - Już się zaczynają słodkie oczka,co dalej? Cathy,umyjesz mi włoski? Cathy zaśpiewasz kołysankę? Cathy to Cathy tamto,ehh.....,za jakie grzechy?
-
Kersijana
Szeptem do łuczniczki... Coś mi się wydaje, że za łatwo poszło.... mam dziwne przeczucie, że to jest jego jakiś fortel...
-
Erilla
Nie odpowiedziałam. Sięgnęłam tylko po łuk i dałam znak byśmy ruszyły w końcu w drogę. Jednocześnie cały czas bacznie obserwowałam las wokół nas.
-
Kersijana
Te jego oczy.... Myślisz że mi uwierzył? Jak szybki jest twój koń? Zapytała profilaktycznie.
-
Erilla
Wątpię by uwierzył odpowiedziałam w końcu Co do konia, hmm... nie wiem... nie musiałam jeszcze uciekać na nim. Jednak, o ile koń tego rycerza nie jest jakimś demonem, to powinnam dać radę umknąć w razie czego. Ta zbroja i kropierz muszą dużo ważyć.
Czułam irytację, że w przypadku walki prawdopodobnie będziemy musiały uciekać. Świetna ze mnie ochrona, nie ma co... Poprawiłam kołczan, tak by móc łatwiej sięgnąć po strzały. W razie czego i tak będę strzelać do niego, przynajmniej będę miała poczucie, że próbowałam walczyć.