-
Christophe Leroy
Spojrzał na chwile na konie, po czym zaczął zbierać dalej chrust na ognisko - A niech i ustalają swą pozycję, nie przeszkadzam im... Ani zabawianiu się konia tej elfki z koniem Aratheny, hehe. Pogryziony nie chce wrócić do obozu, ani rozjechany, a zresztą i tak ta elfka wie, iż ten wierzchowiec miał ruję... Albo zapomniała. Cóż, nie mój problem.
-
Liothannea skinęła głową i odpowiedziała w elfim. Zrozumiałam że starasz się jak najszybciej wypełnić powierzone Ci zadanie i pretensji o to do Ciebie nie żywię. Tylko na przyszłość pamiętaj, że to ja jestem przywódczynią tej grupy, choć nieformalną.
Za pierwszym razem udało się Arathenie załapać dziesięć pstrągów, po dwa na głowę.
Christophe wracając z chrustem zauważył że konie się już spokojnie pasą.
-
Christophe Leroy
I po wszystkim... Niech się tam pasą, ja lecę z tym chrustem do obozu - powiedział cicho do siebie i ruszył do obozu.
-
Arathena
Przyniosła ze sobą połów, który wcześniej oprawiła nad strumieniem jednocześnie myjąc się tez sama. Pstrągi nadziała na patyki i zaczyna je smażyć.....
-
Christophe zdążył także już wrócić do obozowiska, Liothannea zaś rozpalić ognisko z chrustu które przyniósł. Alessio z Anną wtuleni w siebie obudzili się pod wpływem zapachu smażonych ryb.
-
Arathena
Miałam nadzieję, że uda mi się złowić lipienia. Mięso delikatne i smaczne jak żadnej innej ryby. Uśmiechnęła się przyjaźnie do Elfki.
Christophe, nie było Ci zimno w nocy widzę, bo nie skorzystałeś z mej rady by posłanie obok mojego zrobić.... Widziałeś jak Pan Alessio i Panienka razem spali wtuleni?... Kpić z zimna mogli bo nic tak nie ogrzeje ciała jak drugie ciało...
-
Odpowiedziała z uśmiechem Lipień to raczej bardziej na północ stąd występuje, po drugiej stronie tych gór. A Christophe pewno nie ufał sobie, że potrafił by opanować się tak blisko ładnej kobiety. Chyba trafiła bo giermek poczerwieniał.
-
Christophe Leroy
Wolę nie ryzykować i siebie nie testować... Tak tylko na wszelki wypadek - odparł poczerwieniony obojgu, ostatnie zdanie wypowiadając żartobliwym tonem - Cholera... Ale trafiła. Bo co ja mam się tulić do Aratheny w nocy. Jeszcze się obudzi, a tu coś w nocy ją będzie kuć w plecy...
-
Arathena
Testować? przed czym? zaśmiała się głośno... Przecież chcesz być rycerzem, więc nie musisz obawiać się pokus... Nie miej mi za złe ale tak bardo lubię jak się czerwienisz... Puściła oczko giermkowi nadal się śmiejąc.
Obróciła ryby na druga stronę by się nie przypaliły... Jeśli będziemy mięli szczęście to znajdziemy Rabarbar Górski. Ryby w nim owinięte będą dłużej soczyste i smaku ziół nabiorą...
-
Anna de Loiret
Przysłuchiwała się tylko rozmowie udając że śpi, bowiem leżenie będąc wtuloną w ukochanego, zwłaszcza gdy jest dość zimno, sprawiło że wcale nie miała ochoty wstawać, oraz na tę chwilę zapomniała o wszystkim innym.
-
Christophe Leroy
Ale dopóki nim nie zostanę to i nie wypadałoby wpadek zaliczać, ani nie błaźnić się przed innymi, wszak dopóki dzień pasowania mnie na niego nie nadejdzie to i próba ma cały czas trwa. A że lubisz to to widać... I to od samego początku - odparł jej z uśmiechem.
-
Arathena
No jasne, że lubię gdy ciepło w nocy.... Przecie to normalne....
A w czerwieni Ci do twarzy... Wydajesz się taki niewinny. Prawda Liothanneo, że przeuroczy?
-
Alessio
Gdy obudził się i dostrzegł jak bardzo wtuliła się w niego ukochana wręcz cały się rozpromienił - Ja.....,nie wiedziałem że ona tak bardzo mnie miłuje, już wcześniej przypuszczałem że pod tą złością i kaprysami kryje się troska i potrzeba czułości ale teraz nie mam wątpliwości,tylko jak ja to błogosławieństwo uzyskam? Cóż z tego dla ojca będzie że się oboje szczerze i wielce miłujemy skoro mieczem machać nie potrafię? Ehh......,ale o to będę się martwić potem a teraz niech ta chwila trwa wiecznie - pomyślał po czym przymknął oczy nie chcąc przerywać tej cudownej dla niego chwili i całkowicie ignorując grę pomiędzy Aratheną i giermkiem.
-
Liothannea parsknęła śmiechem, po chwili jednak spoważniała Kwestia gustu i skali Aratheno. Po pierwsze, pozory często mylą. Po drugie, gdybym nazwała Christopha przeuroczym, zabrakło by mi słów po opisać urodę księcia Tyriona. Jej oczy na chwilę się zamgliły. O czym to rozmawiałyśmy... a tak, o rycerzach. Mylisz się, rzeczą rycerską nie jest nie czuć pokus, tylko je zwalczać. Wroga z którym walkę toczyć mamy zaś rozsądnie jest się obawiać. Głupcem jednak ten, który wystawia się na takie niebezpieczeństwo, którego pewny jest, że mu nie podoła uśmiechnęła się do giermka.
Wstawiajcie śpiochy! Śniadanie gotowe! krzyknęła nagle. Po czym jeszcze głośniej wrzasnęła w elfim Świt! Przyprowadź stado! Okrzykom królewskiej córki z oddali odpowiedziało rżenie.
-
Christophe Leroy
Oh, widzę, że coś mi sugerujesz tym uśmieszkiem... Zobaczymy czy nie podołam - pomyślał sobie widząc, jak wymawia ostatnie zdanie i szczerzy się do niego. Nie odwzajemnił uśmiechu, spojrzał tylko na nią, po czym usiadł na kocu i czekał, aż ryby się upieką.
-
Arathena
Skubnęła kawałek ryby i posmakowała. Z apetytem oblizała palce.... Smaczne jadło z rana, wypoczęta... czego jeszcze można wymarzyć?..... Gdy Elfka wołała konie.... O może klaczy, której nie będą ogiery napastowały.... Uśmiechnęła się radośnie
-
Anna de Loiret
Zamruczała po słowach elfki, wiedząc iż wstawać już musi. W małżeńskim łożu będziemy tak spędzać caaaałe poranki... Wyszeptała.
-
Alessio
I nie tylko poranki - odszepnął całując ją czule w usta a ręce kładąc na jej smukłym ciele
-
Anna de Loiret
Uśmiechnęła się i przewróciła ukochanego na plecy, kładąc się na nim. Uniosła głowę, pytając pozostałych dość radośnie - cóż za jadło naszykowaliście?
-
Alessio
Wydał z siebie głośne westchnięcie a męskość od razu naparła na spodnie gdy tylko ukochana się na nim położyła....., jego ręce zaś mimowolnie poczęły pieścić jej ciało a on sam nie mógł oderwać od niej oczu kompletnie ignorując głód i cały otaczający świat....
-
Arathena
Świerze pstrągi, panienko... Zjadajcie póki ciepłe bo za niedługo ruszać musimy... Mam nadzieje, że jak dowiozę ich więcej do pracodawcy to on się nie zezłości że jej cnoty nie dopilnowałam. Przecie nic o tym nie wspominał. pomyślała widząc co razem z Alessio wyrabiają
-
Christophe Leroy
Ciężka próba przed Tobą, panie Alessio... Co mój pan Ci uczyni, bądź jakie zadanie ci na próbę wystawi, gdy się dowie, iż pragniesz posiąść rękę jego córki. Choć zapewne jeśli pozwoli, to próba nie będzie łatwa, bo i innego kandydata sobie wyobraża dla niej... Czas pokaże.
-
Anna de Loiret
All...eee...ssio przestań, bo nie wypada bym ję.... jęczała przy wszystkkkich - wyszeptała, po chwili złażąc z ukochanego. Podeszła do Aratheny i usiadłszy, zaczęła jeść rybę, bacząc na ości.
-
Alessio
W ostatniej chwili powstrzymał się od złapania ją za rękę - Ojciec gdy się dowie że wiano odebrałem najpierw zetnie a potem zapyta jak to się do cholery stało......., no i jej tego zrobić nie mogę....., trzeba ukrócić te czułości bo oboje źle skończymy.... - pomyślał po czym odczekał chwilę aż jego męskość nieco opadnie i usiadł koło reszty w milczeniu częstując się jedną z ryb
-
Mięso ryb pyszne, nieco zbyt gorące, więc i tak dość ostrożnie je jedliście dmuchając na nie by ostygło. Podczas posiłku do obozowiska przybiegły wasze wierzchowce. Pierwszy rumak elfki razem z klaczą. Następny Thilbaut z Gwiazdorem. Po chwili Galahad za podążającym za nim Trzmielem. Motyl na samym końcu przybieżał. O, widzę że już zdążyły ustalić hierarchię w stadzie rzekła na ten widok Liothannea pomiędzy kęsami.
-
Anna de Loiret
Thilbaut, chodź do pani! Christophe, jak twój wierzchowiec się zwie?
-
Christophe Leroy
Galahad, pani.
-
Anna de Loiret
Galahad? Ładnie, znam nawet opowieść o sir Galahadzie, to imię dobrze mi się kojarzy. Braciszek opowiadał mi o tym dzielnym rycerzu... A właśnie, znasz giermku jakieś opowieści? Na pewno znasz, wszak każdy, kto przyszłym rycerzem jest słyszał wiele ballad i historii o wielkich czynach, heroiźmie, odwadze, poświęceniu i miłości... Rzekła, wracając do jedzenia i wyczekując na odpowiedź Christphe'a.
-
Arathena
Kończyła pomału zajadać się rybą, gdyż pilnując ich podczas smażenia podgryzała już co nieco...
Na widok podążających koni i usłyszeniu słów Liothannei .... Świeżości nabrała moja Zorza. Mam nadzieję, że ruja się skończy i zapanować nad innymi da radę... powiedziała dość poważnie... Wstała powoli i odeszła zbierać swoje rzeczy. od ogniska zabrała tez pozostałą część swojego posiłku..
-
Alessio
Bardzo powoli jadł swój posiłek, już na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie całkowicie nieobecnego duchem, myśli jego krążyły bowiem cały czas wokół kwestii błogosławieństwa, wiedział że nie przypomina nawet w połowie wymarzonego zięcia ojca swej ukochanej - Cóż,najwyżej przyjdzie mi dać głowę za tą miłość,tu na obcej ziemi, z dala od mojego pięknego Miragliano......,ale ona jest warta takiego poświęcenia
-
Przewodzenie stadu ma swe przywileje, nie wiem czy Świt z nich skorzystał. Jeśli tak, to oczywiście będziesz mogła zatrzymać źrebaka Aratheno. Choć wątpię by pozwolono Ci go wywieźć poza Bretonnię rzekła Liothannea. Trzeba by wymyślić jak ogrzać wodę, by można było bezpiecznie napoić nasze wierzchowce. Strumień za zimny by wprost z niego mogły pić. Uzupełnijcie też swe zapasy wody w bukłakach, jeśli je posiadacie. Ugasimy swe pragnienie winem zanim woda w bukłakach cieplejsza się zrobi, tylko obmyję swe ręce wstała po skończonym posiłku i ruszyła do strumienia.
Thilbaut podszedł do Anny. Giermek musiał chyba sporo przed świtem wstać, by zdążyć go tak dokładnie wyczyścić i jeszcze nazbierać chrustu na ognisko.
-
Arathena
Woda nie musi być ciepa a ino letnia. Musimy wykopać dół i wlać do niego wody. Potem rozgrzać kamienie w ognisku i wrzucić je gorące do rowu z wodą... to powinno wystarczyć by im nie zaszkodziła.
Mnie i tak nigdy nie będzie wolno dosiadać takiego konia., Ale dziękuje Ci Pani... Uśmiechnęła się.
-
Alessio
Dlaczego nie wolno by Ci dosiadać takiego konia Aratheno ? - spytał ją ożywiając się nieco
-
Christophe Leroy
Tak pani, znam... Lecz nie czas teraz na opowieści, wszak czas nas nagli - odpowiedział, po czym zaczął dojadać do końca ryby.
-
Arathena
Spojrzała na ogiera Elfki.... Nigdy nie będę już w oczach moich rodaków kimś.... Nie dokończyła myśli... troszkę zasmucona.... Tylko nieliczni mogą poszczycić się wysokim urodzeniem.
Co sądzisz o moim pomyśle by konie napoić ciepłą wodą? Spojrzała na Elfkę, ale w jej wzroku nie było żadnej zawiści.. można w nich było raczej zobaczyć zafascynowanie i możliwe że też troche zazdrości, ale takiej pozytywnej...
-
Alessio
Spojrzał na nią ze współczuciem, po chwili nachylił się do niej i wyszeptał cicho - Mi tego nie musisz mówić....
-
Pomysł dobry, tylko czym ten dół wykopać? odpowiedziała zagadnięta.
-
Anna de Loiret
Gdy jej ukochany konik do niej podszedł, zapomniała o wszystkim innym, nie odpowiedziała też nic giermkowi. Zaczęła głaskać Thilbauta po głowie, szyi, kilka razy go też ucałowała, śmiejąc się przy tym radośnie.
-
Arathena
A choćby i kijami i kamieniami nie może być za głęboki. Powinien być raczej płytki i dość szeroki. Proponuje by jedni zaczęli kopać a inni znajda płaskie kamienie. Te szybciej się nagrzeją.
OD MG
+5 PD
-
Zatem ja ruszę kamieni odpowiednich szukać odrzekła i poszła z powrotem w kierunku strumienia.