Dan:
Vatras? Czemu on się tym zajmuje? Wzywaliśmy straż w końcu... Nie żebym narzekała.
Edward:
Eee... Nie.
Vito:
Doszliście pod karczmę Orlana.
Wersja do druku
Dan:
Vatras? Czemu on się tym zajmuje? Wzywaliśmy straż w końcu... Nie żebym narzekała.
Edward:
Eee... Nie.
Vito:
Doszliście pod karczmę Orlana.
Vito
Wejdźmy najpierw do karczmy i popytajmy czy czegoś nie widzieli. Zresztą we dwójkę do lasu to niebezpiecznie, może kogoś najmiemy, ile masz złota przy sobie? Starczy nam chyba żeby się złożyć na opłacenie jakiegoś silniejszego farmera, albo dwóch?
Vito:
Popytać można... Tylko z tym najmem może być jeden problem. Jak kapitan dowie się, że wynajęliśmy farmerów i coś się z nimi stanie to nas chyba wtrąci do lochu.
Vito
No to wolisz biec po więcej strażników do miasta? Bo we dwójkę chyba nie chcesz tam wchodzić? pokazał ręką głuszę.
Vito:
No nie bardzo... Ale do koloni też nie mam zamiaru trafić. Może z farmy kogoś ściągniemy do pomocy? Zawsze to jedna osoba więcej się przyda.
Vito
No to biegnij, ja tymczasem będę pytał, nie traćmy czasu. Trzymaj się traktu!
Vito:
No niech ci będzie - odparł i ruszył w kierunku farmy.
Vito
Udał się do karczmy i stanął przy ladzie.
Dan
Jak to czemu? Wielebny Vatras jest wiernym wyznawcą czcigodnego Adanosa,Pana harmonii i równowagi,nic dziwnego że działa a nie siedzi bezczynnie......A teraz proszę,prowadź mnie do pana Sekoba,czas jest tu na wagę złota.... i to dosłownie!
Edward
Ha! To mało w życiu widziałeś! Zaprezentuj mi tańce, jakie tu się wykonuje!