-
Dan:
Kobieta spojrzała na Ciebie podejrzliwym wzrokiem, ale wpuściła Cię do domu:
- Mężu, jakiś mężczyzna przybył do Ciebie w sprawie tych zaginięć. Mówi, że przysyła go mag Vatras...
- No, najwyższy czas. Chodź za mną do drugiego pokoju - rzucił do Ciebie Sekob, wstał sprzed kominka i przeszedł do innej części domu.
Vito:
Karczmarz od razu, gdy Cię tylko zauważył rzucił - Przyszedłeś w sprawie zaginięć tych farmerów, no nie?
Edward:
Niee nie, co ja, szmata z burdelu, żeby dla Ciebie tu tańczyć?
-
Dan
Poszedł za nim bez wahania po czym gdy znaleźli się sami zapytał - A więc? Jak bardzo jest źle? Słyszałem od Erola że widział ludzi w czarnych szatach spacerujących wokół jego chaty.....
-
Edward
Gorzej! Zakrzyknął unosząc palec wskazujący w górę. Jesteś nieuprzejmy! Szmata z burdelu jest uprzejma, szanuje więc jedną z podstawowych wartości, uprzejmość! I przy tym jest ładna, może więc sobie pozwolić na krztę nieuprzejmości. Ty jesteś nieuprzejmy, a więc gorszy od szmaty z burdelu. Fachowo więc można cię określić mianem szmaty wiejskiej, albo chujo-gbura z sierpem w łapach.
-
Vito
Farmerów też, ale obecnie zajmuję się myśliwymi z miasta. Zaginęli dwa dni temu. Dostali wtedy zamówienie na sporą ilość wilczych futer. Podobno zazwyczaj polowali w lesie pod Twoją karczmą. Było ich czterech. Wiesz coś na ten temat? Widziałeś ich?
-
Dan:
Ano w nocy coś podchodziło tu pod nasz dom. Nie wiem czy nie próbowało się tu dostać bo parę stuków tu było. I to chyba nie jedno cholerstwo, a z 10 conajmniej. Pod stodołę to samo. Nikt się nie wychylał i nie sprawdzał co tam takiego było. Gdyby to był człowiek, to dawno by tam wszedł. A ludzi w czarnych szatach nie widziałem. A poza tym to w lesie paru chłopów widziało parę martwych zwierząt, a pewnego dnia część po prostu wyleciała w cholerę z niego przez pola. A skoro już mowa o "czarnych szatach" to za farmą jest stary cmentarz. Chyba domyślam się co to mogło łazić po moich ziemiach...
Edward:
Pasterz stał i przysłuchwał się Tobie z obojętnością ze skrzyżowanymi rękami - Ano jak jej sypniesz złotem to i na pewno są miłe. Daj mi ze 100 złotych monet to i też będę, tylko na inne atrakcje z mojej strony już nie licz.
Vito:
Widziałem jak szli najpierw do kotliny tą ścieżką do rzeki i tylko tyle. Więcej już nie, bo mam tu pełne ręce roboty. Znać znałem, bo od czasu do czasu przychodzili tu coś zjeść, ewentualnie się napić po robocie. A jak już o zaginięciach to chyba ktoś postanowił również zająć się tą sprawą. Niejaki najemnik Dan i jego jakiś przyjaciel czy coś. Trochę walnięty chyba. Poszli w kierunku ziemi należących do Onara, tą ścieżką w dół jakieś 15 minut temu może.
-
Vito
Dobra, to chyba tyle, dzięki. A nie wiesz jeszcze kto byłby chętny nająć się tutaj na "wycieczkę" do lasu w poszukiwaniu tych myśliwych?
-
Edward
A to jednak pizdę masz? Spytał poważnym tonem.
-
Dan
Cholera....,niedobrze.....,no nic,dziękuję za informacje,postaramy się to załatwić jak najszybciej a Wam radzę byście się barykadowali w domach przed nocą i pod żadnym pozorem się nigdzie nie ruszali....
-
Dan:
Tak, będziemy pamiętać... A właśnie, co z tymi całymi strażnikami co tu mieli przyjść i zbadać tą całą sprawę? Czy ty przejąłeś ich obowiązek? Jak tak to gdy już skończysz badać tu sprawę leć szybko po nich i powiedz im, żeby jakieś wsparcie tu przysłali. Nie chce skończyć jako żywy trup.
Vito:
Czy ja wiem? Głównie to tu sami kupcy i podróżnicy na razie przesiadują, ale chyba gdzieś tam siedzi paru. Uważaj tylko na "Rukhara". Taki podstarzały, z brodą i krótkimi włosami. To dupek.
Edward:
A co, masz zamiar sprawdzać?
-
Vito
I tak na razie muszę poczekać na kumpla, nalej mi piwa.