Bertrand
Zwrócił się do Charlotte Ekhm, no nic, jeśli panienka tak łaknie opowieści, to mogę powiedzieć o odejściu tej, za którą tak tęsknię, o czym już Robertowi wspominałem.
Wersja do druku
Bertrand
Zwrócił się do Charlotte Ekhm, no nic, jeśli panienka tak łaknie opowieści, to mogę powiedzieć o odejściu tej, za którą tak tęsknię, o czym już Robertowi wspominałem.
Zatem opowiadaj panie, chętnie posłucham - odparła.
Bertrand
Wiesz zapewne, że konflikty między możnowładcami Francuskimi a Normanami toczą się od zawsze. Granica ciągle pozostaje ruchoma, a angielskie wypady sięgają ziem położonych nawet daleko wgłąb kraju. Oczywiście moi ziomkowie nie pozostają świętymi i także normańskie prowincje na kontynencie plądrują, lecz nie o tym ta historia.
W każdym razie mój ojciec był hrabią, właścicielem sporego połacia ziemi podlegającego wsi, położonej niedaleko na północny zachód od Tuluzy. We wsi tej fort stał, z trzech murów na krzyż, dwóch niewielkich baszt i donżonu składający się. Nigdy wróg nas nie nękał, więc pomimo ostrzeżeń ojciec często pozwalał sobie na opłacenie mniejszej straży. Aż do pewnego feralnego dnia...
Mając zaledwie dwa lata nieświadom byłem do końca otaczającego mnie świata, lecz o dziwo sporo z tamtego okresu pamiętam. Pewnego razu mój ojciec wyjechał gdzieś, na polowanie zapewne, bardzo lubił na dziką zwierzynę czyhać. Zabrał ze sobą część dworu i wszystkich sześciu mych braci, z których najmłodszy sześć lat liczył zaledwie. Ja, jako dziecko zbyt małe jeszcze na polowanie, z matką zostałem. W godzinach popołudniowych, kiedy słońce z wolna po tarczy nieba w stronę widnokręgu się kierowało, mać moja przez okno ze stołpu ujrzała jeźdźców zmierzających w stronę wsi. Wrażenia na niej to zbytniego nie zrobiło, lecz już po chwili zorientowała się, że jest ich za dużo jest i herbu naszego na tunikach nie mają, więc nie może to być jej mąż. Zaraz usłyszeliśmy okrzyki chłopstwa, dźwięk tłukących się naczyń, wrzaski śmiertelne... Wrogowie rozproszyli się, część chaty zaczęła przeszukiwać, a część w stronę fortu od razu pognała. Strażników oczywiście zbyt mało było, a i bramy głupcy nie zdążyli zamknąć na czas. Zostali wycięci w pień, podczas gdy grabieżcy małe straty ponosząc wtargnęli do donżonu. Usłyszeliśmy jak biegają po korytarzu od komnaty do komnaty w poszukiwaniu kosztowności. Kiedy kroki blisko naszych odrzwi usłyszeliśmy, matka pod łóżko kazała mi czym prędzej czmychać, a ja, brzdąc wystraszony prędko jej polecenie wykonałem. Wtem do sypialni jakiś oprych w kolczudze i z kaftanem heraldycznym wpadł. Ujrzawszy niewiastę wykrzywił twarz w okropnym grymasie uśmiechu, ukazując swe braki w uzębieniu. Krzyknął coś w tym barbarzyńskim języku, po czym moją rodzicielkę na podłogę silnym pchnięciem rzucił. Złapał ją za włosy i wytargał za nie z komnaty. Kiedy tylko odrzwia przeraźliwie trzasnęły ja wybiegłem ze swej kryjówki, uchyliłem je nieznacznie i przez niewielką szparę obserwowałem co się dzieje. Ten... zwierz zatargał ją aż do głównej sali, gdzie zazwyczaj ucztowaliśmy. W jednej chwili jeszcze dwóch się obok zjawiło. Na stół ją rzucili, suknię rozerwali... A ja stałem tam bezbronny jedynie patrząc, no bo cóż więcej mogłem zrobić?... Kiedy oni... skończyli, z powrotem za włosy na dziedziniec ją wytargali. Na gałęzi jabłoni rosnącej na dziedzińcu ją powiesili... łza w jego oku się pojawiła, lecz otarł ją zrazu Zaraz potem ojciec mój z odsieczą wrócił, najeźdźców wszystkich wybił, ale dla niej było już za późno...
Panienka słuchała historii z takim samym zaciekawieniem, co Roberta. W miarę wymawiania przez rycerza kolejnych słów, ta coraz bardziej smutniała, aż na końcu kilka łez spłynęło po jej policzkach, opowieść wyraźnie ją wzruszyła. To... Okropne, jak tak można było uczynić...
Bertrand
Niektórzy ludzie to zwierzęta i nic tego nie zmieni. Nie płacz panienko, ja już dawno przestałem się tym smucić, wiem że nic tych wydarzeń nie odwróci i ich nie zapomnę, pogodziłem się z przeszłością.
Robert
Zaiste przykra Twa historia Bertrandzie - powiedział do niego po czym dodał do Charlotte - niestety Pani,wojna to nie tylko bohaterskie czyny i potyczki,zdarzają się podczas niej również takie straszne rzeczy - gdy skończył pogrzebał chwilę w jukach i wyciągnął w jej stronę czystą chustę na otarcie łez
Charlotte nie wyciągnęła ręki po chustę, zaczęła tylko spoglądać na Normana jakoby czekając... Opowiedziałbym wam nieco o mych wyprawach wojennych w Danii, ale skoro panienka i tak już poruszona, to chyba o tamtejszym sposobie wojny prowadzenia mówić nie warto hehe - rzekł Godwyn.
Bertrand
Przypomniawszy sobie opowieść o włochatej piczy uśmiechnął się nieznacznie na słowa Godwyna.
Robert
Nie smuć się już Pani, i mnie smutek ogarnia gdy łzy na Twej ślicznej twarzy widzę - powiedział podjeżdżając do niej i delikatnie ocierając jej łzy,wielką staranność i uwagę przy tym wykazując
Adriano
Różnie w życiu bywa. Ja Betandzie miałem kiedyś starszego brata. Był dla mnie jak ojciec bo nasz prawdziwy nigdy nie miał dla mnie czasu. Pewnego dnia odpłynął do Ziemi Świętej i więcej nie wrócił choć przyrzekał że znów stanie na rodzinnej ziemi. Pogodziłem się z tym że prawdopodobnie zginął. Jedną jego lekcję zapamiętałem szczególnie. Powiedział bym po prostu robił swoje, to co uważam za słuszne Może dlatego jestem taki cichy. - uśmiechnął się nieznacznie.