-
Catherine
Gdy tylko zobaczyła królową podbiegła do niej i objęła ją mocno całując przy tym w policzek,po tym niekontrolowanym wybuchu radości,cofnęła się,zmierzyła ją wzrokiem i powiedziała ze szczerym uśmiechem - Przepięknie wyglądasz Beatrice - ponownie ją ucałowała,postawiła Adele na ziemi i położyła się obok Margaret bacząc jednak by jej nie zbudzić
-
Adela również ucałowała królewnę i położyła się obok. Beatrice zarumieniła się po tej czułości i komplemencie Catherine oraz jej siostry, otarła pot z czoła i zaczęła mówić. A więc tak... No... Jak wiecie, zbliża się wojna, zamierzamy otwarcie wystąpić naprzeciwko... Naprzeciw... Przeciw Sarleonowi i królowi Ulricośtam, szukamy więc sprzymierzeńców. Takich, co nam pomogą hihi. No, i dlatego, zamierzam udać się do Larii, by porozmawiać z tamtejszym księciem. Ale ta misja nie jest jawna, nikt niepowołany nie może wiedzieć, że tam jestem. Wy przez ten czas zajmiecie się wielkim mistrzem zakonu Stanowczego Wezwania, Kersijano, ty z moją mamą powinnyście sobie poradzić. No eee... To chyba tyle, o czymś zapomniałam? Nie? A! Reszta z was w ramach eskorty, Gryfy nie mogą eskortować bo... Są Gryfami.
Królewna jest wyraźnie zestresowana tym, że musi przemawiać w takiej sprawie. Elrohir tymczasem zerka co chwila z pogardą na Arstana.
-
Arstan
Smętnie opuścił głowę To już po nas, jestem martwy choć jeszcze chodzę
-
Kersijana
No, Księżniczka musi się jeszcze wiele nauczyć... Jak ja trema zżera przy takiej mowie to co będzie jak z księciem się spotka? Nie dała po sobie poznać ale w duchu trochę się uśmiechała... Brak jej jednak ogłady swej Macochy....choć urodą jej mało kto dorówna...
-
Catherine
Z trudem nie wybuchła śmiechem i co jakiś czas delikatnie podśmiewując się z Beatrice podeszła i położyła jej rękę na ramieniu chcąc dodać otuchy,jednak drugą dłonią wciąż zasłaniała usta powstrzymując narastający chichot
-
No to eee... Gotujcie się do wyruszenia do... Gdzie to było? A! Do Larii! Zaraz do was dołączę! Krzyknęła nagle oświecona Beatrice i opadła na plecy. Kersijanę dobiegł szept Elrohira - Pendor upada zanim się drugi raz narodził... Po tym Noldor wstał i jak burza wyszedł z namiotu.
-
Arstan
Muszę się napić, ostatni raz w życiu bo będzie ono krótkie po czym wyszedł z namiotu licząc, że znajdzie jakąś gorzałkę po drodze do wierzchowca, jeśli jakąś nabędzie pije, szykuje się do drogi i gdy inni ruszą podąża z nimi
-
Kersijana(nordolski)
Szeptem do Elohira gdy wyszli. Może nie będzie tak źle? Choć może jej wytłumaczyć różnicę między słowem sprzymierzeńcy a antagonista bo gotowa jeszcze księcia na nas z mieczem posłać.... hi hi hi... zażartowała.
-
Catherine
Wciąż dusiła w sobie śmiech nie chcąc obudzić Margaret,po jakimś czasie się jednak opanowała,położyła się obok niej i powiedziała poważnym głosem wpatrując się w jej oczy - Beatrice....,czym się tak denerwujesz?
-
Arstan:
Dostałeś jakąś wyborną gorzałkę za 2 denary.
Kersijana:
Czy ludzie muszą być tacy ułomni? Spytał Elrohir i zaczął całować Cię po szyi namiętnie i zmysłowo. Kersi, to może być nasza ostatnia szansa... Wyszeptał.
Catherine:
To przez ten stres, no przemawiać do tylu osób, ciężko tak... Ehh... Nie wiem czy dobrze wypadnę czy w ogóle... Chyba było okropnie - odparła Beatrice a Adela usiadła okrakiem na Twym brzuchu przyglądając się królewnie.