-
Edward:
Zauważyłeś jedną, tuż niedaleko domu farmerów. Młoda i ładna o pięknych niebieskich oczach i długich, brązowych włosach. Widzisz, że zajmuje się handlem, bo sprzedaje różne towary wytwarzane na farmie.
Dan:
Anthony rąbie chyba teraz drewno, za tą kuźnią za Tobą. Eric nie mam pojęcia gdzie się podziewa, ale wydawał być się naprawdę wkurzony, więc nie wiem czy nachodzenie go teraz to dobry pomysł. Zaś William pomaga obecnie pasterzowi z owcami. Wełna, mleko i takie tam sprawy.
Vito:
Gdy tylko wyszedłeś z karczmy zobaczyłeś z daleka, że Rhenowi udało się ściągnąć z farmy jednego strażnika.
-
Edward
Zawinął zawadiacko wąsy, poprawił fryzurę i podszedł do nieznajomej. Ukłonił się delikatnie i rzekł - jam Edward, marynarz, witaj pani o oczach błękitnych niczym niebiosa, włosach niczym sierść kasztanowej maści rumaka, licu gładkim jak aksamit.
-
Dan
Dobra,dzięki,i mówisz że to Eric jest ten wkurzony? Dziwne,w końcu to Anthony'emu zginął syn...- powiedział głośno powoli idąc w stronę kuźni
-
Vito
Podszedł do Rhena i strażnika. Dobra, karczmarz widział tych myśliwych dwa dni jak szli ścieżką w dół kotliny, w stronę rzeki. Pójdźmy tą ścieżką to może natkniemy się na jakieś ślady. Rozglądajcie się uważnie wokół!
-
Edward:
Czego chcesz? - odparła ci nieznajoma. Chyba Twe zaloty niezbyt się jej spodobały.
Vito:
Dobra, ale ja zbadam z wami tylko ten las i okolice i wracam na farmę. Nic więcej - odparł ci strażnik z farmy i ruszyliście w drogę.
-
Vito
Jasne, jesteś tu tylko w razie gdybyśmy się natknęli na coś większego i musieli z tym czymś walczyć.
-
Edward
Niczego - odrzekł i podążył za Danem.
Techniczny
Tekstami z gry nie zamierzam rzucać, a kombinować z fajnymi i tak nie ma co skoro tamta nawet nie spławiła jakimś ciekawym tekstem. :F
-
Edward i Dan:
Gdy tylko Edward odszedł od chłopki z dużego domu rozległ się krzyk i odgłosy szamotaniny. Niedługo po tym ujrzeliście jakiegoś starca, który wywala jakiegoś człowieka na zbity pysk - Jeszcze raz tkniesz łapami co nie Twoje to ukręcę ci je i osobiście przytargam pod samą barierę! Won mi stąd i nigdy więcej nie pokazuj mi się na oczy! - wydarł się gniewnie. Dan rozpoznaje, iż jest to Onar. Sam złodziej ma na sobie sporo siniaków, ale i parę ran po cięciu mieczem, a jego twarz wygląda, jakby ledwo co przeżył szturm orków na magazyn z wódką.
Vito:
Idąc ścieżką nie natrafiliście na nic specjalnego. Jedyne co zauważyliście to odciski butów w zaschniętym już błocie, prowadzące raz i to w stronę karczmy Orlana, albo to w stronę niezamieszkałej już części wyspy. Znajdujecie się teraz w leśnej dolinie. Jest tu zadziwiająco spokojnie jak na las - ani to zwierząt nie widać, ani nie słychać nawet ptaków. Jedyne co to szum liści i wiatru.
-
Vito
Coś za cicho... Miejcie oczy szeroko otwarte, wchodzimy głębiej w las. Obserwujcie wszystko co się porusza a nie jest liściem na gałęzi.
-
Dan
Kto to? - zapytał cicho jakiegoś farmera wskazując mu głową na obitego złodzieja