Arstan
No to do dna, jak ginąć to na wesoło hehe
Wersja do druku
Arstan
No to do dna, jak ginąć to na wesoło hehe
Catherine
Och Beatrice....,nie chcę Cię straszyć ale będziesz musiała przemawiać do wielu,wielu,wielu więcej osób,tu była garstka i znałaś większość z nas.Będzie tylko trudniej.... - powiedziała delikatnie głaszcząc ją po policzku i zaraz dodała - Wiesz co Ci pomoże?Gdy mówisz skupiaj się na znajomych twarzach,tak Ci będzie łatwiej....i nie bój się o to co ktoś może pomyśleć,idź za głosem serca....,czyż nie tak dotąd postępowałaś?
Kersijana
Gdy elf ja całował po szyi nie sprzeciwiała się przez pierwszą chwilę, ale w końcu odwróciła się w jego stronę.. Patrzyłeś na niego z nienawiścią.... Chyba z wami przyjechał? Nie mówiłeś mi, że jest w śród nas gdy na wzgórzu opowiadałam Ci co zrobili z naszą wioską...
Kersijana:
A co ci miałem rzec, że jest z nami członek zakonu, który mordował twych bliskich? Nie dość bólu wtedy czułaś? Nie miałem serca, by ci wspominać o nim... Odparł Elrohir przestając Cię całować.
Catherine:
Za głosem serca... Masz rację Cathy, dziękuję za radę... Czemu tak się na mnie rzuciłaś, gdy się spotkałysmy teraz? To było takie cudowne...
Arstan:
Gorzałka okazała się mocna... Widzisz Noldorkę na białym koniu i w sukni o tej samej barwie, która właśnie przywdziewa jakiś ciemny, zielony płaszcz z kapturem. Drażni Cię... Długoucha szmata ma straszną dumę na twarzy.
Arstan
Hyck mocna i dobra, więcej by się zdało, bo wszędzie te elfy hyk
Catherine
Bo Adele mi powiedziała że czuwałaś wraz z Lothiriel i Margaret prawie całą noc,chciałam Ci w ten sposób podziękować.... - powiedziała z uśmiechem nie przestając głaskać królewny po policzku
Kersijana
Ten ból nie minie nigdy, ale mogłeś mnie ostrzec chociaż jak wstaliśmy.... Popatrzyła mu w oczy ale nie miała siły się gniewać...dała mu najsłodszego całusa jaki tylko była w stanie dać..( Urok i wszystko co Elfka ma :P tak dla pikanterii :P) Chodź mam pomysł... Uśmiechnęła się nagle i pociągnęła go za ręce w stronę rumaków... Przejedźmy się z dala od wszystkich... To mogą być nasze ostatnie dni i chce je spędzić z kimś wyjątkowym i w wyjątkowy sposób...
Arstan:
Po wygrzduleniu butelki do dna, okazało się że strasznie idzie to w nogi i po prostu padłeś na ziemię... Słyszysz stukot zbliżających się, końskich kopyt.
Catherine:
Beatrice dała Ci czułego całusa w policzek obejmując za szyję. Chodź, szykujemy się! Krzyknęła pełna optymizmu i podniosła Adelę - a tobie maleńka dam swoją sukienkę sprzed kilku lat, będzie pasować! I płaszczyk!
Kersijana:
Za tobą podążę na sam kraniec świata, moja miła - odrzekł Noldor i dał się pociągnąć za ręce. Dotarliście do swych koni.
Arstan
Jeszcze flaszka by się zdała blghy zwymiotował w kierunku skąd dochodzi odgłos kopyt, od razu lepiej, po czym postarał się zobaczyć kto nadjeżdża
Catherine
Uśmiechnęła się pod nosem i z powrotem założyła swoją zbroję,zebrała resztę rzeczy z namiotu po czym wyszła na zewnątrz do swojej klaczy....