-
Dan i Edward:
Farmerzy spojrzeli na złodzieja, oraz na Onara ze strachem, lecz zaraz od razu wrócili do pracy. Najwyraźniej żaden z nich nie chce sprowadzić na siebie gniewu właściciela ziemskiego...
Jakiś nowy sługa... Dobra, idę do pracy, bo zaraz i mnie się dostanie - odszeptał ci szybko farmer i prędko gdzieś ruszył.
Vito:
Przemierzając las panowała przez cały czas martwa cisza. W końcu ni stąd ni zowąd Vito poczuł pod swoimi stopami coś, co przypomina jakieś ciało. Nie może jednak wyczuć czy jest to ludzkie ciało, czy być może jakiegoś zwierzęcia...
-
Vito
Zszedł z ciała i odsłonił okrywającą je ściółkę by rozeznać się kto, lub co to jest.
-
Dan
Wzruszył ramionami i udał się do Anthony'ego - Złodziej to złodziej,sam jest sobie winien
-
Dan:
Rzeczywiście tuż za kuźnią widzisz jakiś robotników - jeden z nich rąbie drewno, reszta zaś ścina drzewa tuż niedaleko kapliczki. Anthony spojrzał się na Ciebie pytająco widząc, iż przyglądasz się mu. Usłyszałeś też zza rogu, iż Onar dalej nie przestaje się wyżywać na ludziach.
Edward:
A ty się na co gapisz, przybłędo?! - ryknął do Ciebie Onar widząc, że wgapiasz się w niego nieustannie przez cały czas.
Vito:
Pod liśćmi ujrzałeś całe zakrwawione ciało jakiegoś mężczyzny. Jest cały w śladach po kłach, ale i nosi na sobie również ran ciętych. To co kiedyś było zbroją lub ubraniem teraz jest tylko kawałkiem ledwo trzymających się płatów skóry. Zemdliło was na ten widok, gdy nagle usłyszeliście niepokojące dźwięki, dochodzące przed wami. Są to jakieś dziwne chrząkania i ciężkie sapania, połączone z trzaskiem i skrzypieniem kości. Z każdą sekundą zdaje się być coraz to głośniejsze.
-
Vito
Ekhm... odwrót i spierdalamy. powiedział do towarzyszy nad wyraz opanowanym głosem i sam zaczął biec w stronę ścieżki z której weszli w las.
-
Dan
Podszedł do niego - Przepraszam za najście....,jestem w sprawie tych zaginięć....,współpracuję z magami i strażą,chcemy dorwać ludzi którzy porwali tego syna,dasz radę powiedzieć o tym coś więcej?
-
Edward
Na nic wartościowego - odparł, wzruszając ramionami.
-
Dan:
Magowie? A co to za ci ludzie, że aż zakon się tym zainteresował... Zresztą, nie ważne. Nie mam co narzekać... - po czym zaczął rąbać drewno, a po paru chwilach odezwał się - Co konkretnie chcesz wiedzieć?
Widać po nim, że chyba całe uczucia i emocje zeszły z niego, a jego głos wydaje się być dosyć zmęczony.
Edward:
Taaa... Jak to samo widzę - jakiegoś obdartusa z miasta. Zjeżdżaj mi z oczu - złość najwyraźniej z Onara dalej nie schodziła, choć jeszcze na tyle trzyma się zapewne, by i nie spróbować Ciebie wygnać ze swojej farmy.
Vito:
Gdy tylko zaczęliście uciekać coś z krzaków szybko runęło za wami, rycząc potwornie głośno i przeraźliwie. Po kilku sekundach bestia zbliżyła się do was cholernie blisko dorwała jednego z was. Wypadło na Rhena... Usłyszeliście jak padł na ziemię i desperacko próbuje bronić się przed bestią, choć jak na razie skutecznie bo i ona nie może go dobić. Do ścieżki zaś nie tak daleko, bo tylko kilkanaście metrów.
-
Vito
Odwrócił się by zobaczyć co z Rhenem, przygotowując się na najgorszy widok.
-
Dan
Jak to? Straciłeś syna i nie masz co narzekać? Ehh...a co chcę wiedzieć? Powiedz mi po prostu wszystko co wiesz o tej sprawie...- powiedział nieco przybity jego zrezygnowaniem - Poddał się nieszczęśnik,szkoda,chociaż tak mogę mu pomóc wybijając wszystkich tych drani.....