-
Catherine:
Ty też... Nie potrzebujesz królewskiego odzienia, by być pięknością wśród najbardziej urodziwych... Odparła Margaret gładząc Twe włosy palcami. Zagwizdała po tym głośno i krzyknęła - Amelia! Po chwili podszedł kłusem przepiękny, biały rumak w ciemnoniebieskim, obszernym kropierzu i stalowej osłonie na głowie. Kopyta ma podkute srebrnymi podkowami, a ogon przytrzymany pasem tak, by cały czas wyglądał elegancko. Jego brązowe siodło jest wykonane z najprzedniejszej skóry, a przedni łęk wzmocniony stalą. Strzemiona podniesione dość wysoko, srebrne i błyszczące. Dobrze, że kazałam ją osiodłać o samym brzasku, to wspaniała klacz, odważna, silna i piękna - rzekła Margaret klepiąc ją po szyi.
Kersijana:
Twa odwaga i uczucie mnie tak samo radują, jak i smucą. Obyś nie zapłakała po mnie, ani ja bym nie musial opłakiwać ciebie do końca tego świata - odparł Elrohir i wziął Cię na ręce, a następnie ułożył na ziemi i zaczął obcałowywać po szyi, coraz niżej i niżej, schodząc do Twych pięknych piesi...
-
Catherine
Wydała z siebie ciche westchnięcie zachwytu gdy ujrzała jej wierzchowca,zaś na jej komplement uśmiechnęła się pod nosem jednak dość szybko zniknął z jej twarzy i powiedziała ledwo kryjąc emocje - Dziękuję,jest wspaniała,....jak Ty.... - ucałowała ją jeszcze w policzek i oddaliła się szybkim krokiem nie bacząc na nic bowiem z coraz większym trudem kontrolowała swoje zachowanie
-
Kersijana
To nie jest odwaga... To miłość....I nie będę opłakiwała... Z chwilą kiedy Twe serce przestanie bić i moje się zatrzyma... wyszeptała.... Pocałunki po szyi i dekolcie coraz bardziej ją podniecały i powoli poddawała się tej rozkoszy... Swymi dłońmi gładziła jego włosy na głowie gdy całował ją coraz niżej. To że jej sprawia przyjemność uwidaczniało się tym, że co jakiś czas wydobywała z siebie ciche westchnienia... Przez przymrużone oczy widziała jak ją całuje i pieści...
-
Catherine:
Usłyszałaś szybko stawiane kroki ciężkimi butami z ostrogami za sobą, aż wreszcie poczułaś mocny uchwyt i ujrzałaś dłonie Margaret, a na karku poczułaś jej ciepły oddech. Cathy... Co się stało?
Kersijana:
Elrohir mrucząc z narastającego podniecenia, zaczął zdejmować Twoją suknię, dłońmi masując po bokach. Wreszcie, złożył pierwszy pocałunek na Twej piersi, na razie delikatny... Ale kolejne były coraz czulsze, lubieżne i pełne pożądania. Wspaniałe pocałunki składane na Twych piersiach sprawiają, że jesteś podniecona coraz bardziej i bardziej...
-
Catherine
Nic....,wybacz,pójdę już - powiedziała i aż sama zdziwiła się ostrością swojego głosu,wyrwała rękę z jej uścisku i pobiegła przed siebie chcąc jak najszybciej znaleźć się w siodle własnej klaczy i wyjechać galopem z obozu....
-
Kersijana
Pomagała ściągnąć z siebie suknię.. (tzn ruchami ciała.... ja trza to się troszkę unosiła a jak było potrzeba to przechylała itp :F) Gdy ją całował wyciągnęła swe ramiona za głowę a klatkę piersiową uniosła troszkę wyżej nabierając powietrze w płuca... ( to tak by pokazać że ma większe niż ma :D)
Och najdroższy,,, całuj, całuj mnie wszędzie i nie przestawaj.. wyszeptała... tonąc całkowicie w rozkoszy i zapomnieniu...
-
Catherine:
Margaret odstąpiła, zaskoczona i zmieszana... Po chwili drogę zastąpiła Ci Lothiriel na koniu, zatrzymując się przed Tobą bokiem. Córeczko... Rzekła cicho.
Kersijana:
Zostałaś już całkiem naga, obsypywana pocałunkami i innymi pieszczotami rycerza. Po chwili rzekł cicho, dysząc - pomóż mi. Zaczął zdejmować swą zbroję jedną ręką, drugą zaś trzymając na Twej kobiecości, pieszcząc ją delikatnie palcami.
-
Catherine
Bez zastanowienia zanurkowała pod jej koniem,prostując się dopiero gdy zaczęła być poza zasięgiem jej rąk i zaczęła biec dalej nie oglądając się za siebie,miała ochotę porąbać jakieś drzewo na kawałki drąc sie przy tym na cały głos aby dać ujść złym emocjom jakie się w niej zebrały....
-
Kersijana
Gdy elf poprosił ją o pomoc bez chwili zastanowienia położyła swoja dłoń na tej którą pieścił jej kobiecość. Bardzo powoli i zmysłowo kierowała ją by doznania były silniejsze i głębsze...
Ściągniesz z siebie tę zbroję? strasznie mnie kuje i dusi... Siniaki będę miała... i tu i tu... pocałuj proszę.... pokazała mu parę intymnych miejsc drocząc się z nim widząc jak próbuje jedną ręką pozbyć się żelastwa z siebie.
-
Catherine:
Lothiriel szybko zeskoczyła z konia i podbiegła do Ciebie, doganiając a następnie mocno utulając. Gniew ci nie pomoże ukoić zazdrości, ty też możesz mieć to, co ona - rzekła łagodnie, ale stanowczo. Usłyszałaś też głos Adeli - Cathy!
Kersijana:
Noldor westchnął, ale tym razem nie z rozkoszy a raczej irytacji. Odstąpił na chwilę od Ciebie i bardzo szybko zdjął swą zbroję i całe odzienie. Następnie ucałował Twe intymne miejsca zmysłowo, aż wreszcie wsunął swą męskość do Twego skarbu... Dłońmi zaczął pieścić Twe piersi a ustami szyję i twarz... Czując jego oddech, nabrzmiałe przyrodzenie w sobie i ręce na ciele, już całkowicie oddajesz się rozkoszy...