-
Spytko, Katarina:
Znajoma sprzed lat, lepiej będzie, żeby nie wiedziała że żyję. Lepiej dla niej, wierzcie mi. Tak panie Spytko, to jedno wystarczy, mam swój honor - odrzekł Oswald. Dostrzegacie w nim pewien niepokój...
Charles:
A ze mną porozmawiasz, ojcze? Spytała Aurora, patrząc Ci w oczy.
George:
Ach... A... Elisabeth chciała coś powiedzieć ale znów rozpłakała się. Wygląda, jakby miała problemy nie tylko życiowe ale i emocjonalne. Ze sobą.
Adalbert:
To pytanie poza naszą umową. Żegnaj - rzekł stanowczo rycerz, po czym szaleńczo się roześmiał i odjechał w stronę Tulonu.
Robert:
Myślisz że pamiętam o takich błahostkach? Ale dzisiaj na pewno nie...
-
Robert
Zatem postanowione,zjesz z nami śniadanie... - odparł z uśmiechem,po czym...Złapał ją w pasie i delikatnie przerzucił sobie przez ramię...
-
Robert:
Agnes pisnęła wystraszona, gdy nagle ją złapałeś i przerzuciłeś przez ramię. Co ty wyprawiasz!? Krzyknęła.
-
Robert
Jak to co? Chciałem Cię zanieść żebyś nie musiała się męczyć...Niewygodnie Ci? - odparł niewinnym głosem choć doskonale wiedział jak na to zareaguje to chciał ją wyrwać z apatii a złość to pierwszy krok by tak się stało...
-
Robert:
Masz dosłownie moment, żeby mnie postawić! Krzyknęła zezłoszczona hrabina, nieco się czerwieniąc. Charlotte chyba zrozumiała Twoją metodę bo na jej twarzy zagościł delikatny uśmiech.
-
Robert
Ale najpierw muszę usłyszeć od Ciebie magiczne słowo... - odparł puszczając oko ukochanej
-
Robert:
Puszczaj mnie na Boga! Jeszcze mam cię błagać?! Wrzasnęła znów, uderzając Cię w plecy dłonią, ale nie tak by zabolało.
-
Robert
Zaśmiał się cicho jednak nie chcąc jej zbyt denerwować nie przedłużał już jej "cierpienia" i przełożył ją sobie na ręce po czym rzekł patrząc w jej oczy - Błagać? To magiczne słowo to "proszę" Agnes,nie mów że go nie znasz?
-
Robert:
Pytasz, tak jakbym go kiedyś przy tobie użyła - syknęła wciąż zezłoszczona kobieta, odwracając głowę. Wyglądało to nieco zabawnie, bo zrobiła to zbyt zamaszyście przez co od razu przyszła Ci na myśl jakaś rozpieszczona dziewka, której ktoś nie spełnił kaprysu.
-
Robert
Roześmiał się nie mogąc dłużej wytrzymać - No to nadrobiliśmy braki w Twojej wiedzy... - rzekł całując ją delikatnie w policzek - Proponuję żebyśmy po śniadaniu zeszli pod pokład do naszych wierzchowców,pewnie znoszą podróż jeszcze gorzej od nas...