Malacath:
Przewrócił oczami i odparł - Gdybyśmy chcieli to byśmy już to zrobili... - na słowa Malcolma zaś odpowiedział - Można spróbować...
Wersja do druku
Malacath:
Przewrócił oczami i odparł - Gdybyśmy chcieli to byśmy już to zrobili... - na słowa Malcolma zaś odpowiedział - Można spróbować...
Kersijana
To rycerz Anakondy... Oczy zazieleniły mu się... Oni są choler... bardzo dobrzy i dosiadają najprzedniejszych rumaków... Nie wiele im dorówna..... Ani przez chwilę nie łudziłam się, że mi uwierzy, ale chciałam zobaczyć jego reakcję... Słyszałaś ten chichot gdy mówił że nam uwierzył.....
Kersi coraz bardziej popędzała konia do galopu. w każdej chwili była gotowa jechać cwałem ale nie mogła zostawić towarzyszki samej... Mimo wszystko we dwie mają jakąś tam przewagę.
Erilia przecie nie na darmo ma łuk, a i mój koń swoje też potrafi..
Catherine:
Gdzie jedziemy? Spytała dziewczynka, obydwoma dłońmi łapiąc Cię za rękę i ściskając mocno.
Arstan, Hallbjorn:
Wsiadajcie na swe konie, zbierajcie swój oręż. Liczę, że macie resztki rozumu i nie zaatakujecie nas w drodze. Jeśli jednak się przeliczyłem... Przed królewskim tronem pojawią się tylko wasze łby hehe - rzekł rycerz dosiadając rumaka.
Erilla, Kersijana:
Ruszyłyście znów przed siebie... Podróżując przez las, natrafiłyście na niewielkie jeziorko. Wygląda bezpiecznie, nie ma nic niepokojącego. Dobre miejsce na spoczynek i uzupełnienie zapasów.
Malcolm, Malacath:
Co? Jestem Rita, córka Ealdreda, marszałka zakonu Stanowczego Wezwania, a ty śmiesz mi takie rzeczy mówić!? Wydarła się nagle do Malacatha.
Hallbjorn
w co ja się wpakowałem zabiera sprzęt wsiada na konia oraz rusza za rycerzem
Catherine
Przed siebie....,jak najdalej od.... - tu urwała nie chcąc jej przypominać o masakrze - Dlaczego nazwałaś mnie panią? Zawsze mnie to zastanawiało czemu mnie tak nazywają....
Catherine:
Piękna uroda w parze ze szlachetnością przywodzi na myśl damę... Tak mi się wydaje... Odparła Adela.
Catherine
Przestań! - ofuknęła ją nie przestając tulić - Nie podlizuj mi się,nie jesteś mi nic winna,mów szczerze....
Catherine:
Pytałaś to odpowiedziałam, jestem ostatnią która by się komukolwiek podlizywała. Catherine... Ja nie mam już siły, zatrzymajmy się...
Kersijana
Co za wspaniałe miejsce, Spójrz..... Masz ochotę się wykąpać? bo ja bardzo.... Uśmiechnęła się jak małe dziecko... Zapomniała już, że godzinę temu były "zagabywane przez Sykliwego erotomana"
Catherine
No dobrze maleńka,jak chcesz....- odparła od razu łagodniejąc i spuszczając z tonu gdy zobaczyła że jej mała towarzyszka traci siły.Zatrzymała swoją wierną klacz,delikatnie postawiła Adele na ziemi i rozpięła popręg wierzchowcowi w międzyczasie rozłożyła koc na ziemi by miały na czym usiąść i zaczęła szykować posiłek dla siebie i dziewczynki - Naprawdę mówi szczerze?To jakiś żart....