-
MEROE
Opowieść Szkarłatnego Generała, jaki dotarł z wami do Meroe by osobiście Was zarekomendować królowej
Od kiedy ostatni król, jej brat, poległ w walce ze Stygijczykami, królowa Tananda z trudem utrzymuje się na tronie, wygrywając jedno stronnictwo przeciw drugiemu, by utrzymać władzę w królestwie, którego tradycje nie akceptują kobiecych rządów.
Spójrzcie tam rzekł Generał wskazując na widok za oknem: gdzie widać ciche uliczki Wewnętrznego Miasta Meroe. Ujrzeliście pałace, ogrody i wielki, prostokątny plac, na który w mgnieniu oka z przylegających do niego koszar mogło wyjechać tysiąc czarnych gwardzistów.
Patrząc dalej, widzicie ogromne, spiżowe wrota Wewnętrznego Miasta (w jakim jesteśmy), a za nimi Zewnętrzne Miasto.
Meroe wznosiło się pośrodku rozległej, trawiastej równiny, która rozpościerała się, sporadycznie przecinana pasmem pagórków, aż po horyzont. Skraj Zewnętrznego Miasta omywała wąska rzeczka wijąca się wśród pastwisk.
Wysoki, masywny mur otaczający pałace rządzącej kasty oddzielał Miasto Zewnętrzne od Wewnętrznego.
Szlachta była potomkami Stygijczyków, którzy przed wiekami przybyli na południe, by stworzyć tu imperium i zmieszać swą błękitną krew z krwią czarnych poddanych. Wewnętrzne Miasto było dobrze zaplanowane, o szerokich ulicach i placach, budynkach z kamienia i wspaniałych ogrodach.
Po drugiej stronie muru stało kłębowisko lepianek Zewnętrznego Miasta. Jego uliczki z reguły wychodziły na nieregularne, ciasne place targowe. Zamieszkiwali je głównie czarni Kuszyci, pierwotni mieszkańcy tej ziemi, podbici wieki temu. W Wewnętrznym Mieście mieszkała tylko kasta rządzących, razem ze swoimi sługami i czarnymi jeźdźcami, będącymi ich gwardią przyboczną.
Wszyscy spojrzeliście na to morze chat. Na nieregularnych placach płonęły ogniska; na krętych uliczkach migotały pochodnie. Od czasu do czasu dolatywał was urywek pieśni, barbarzyńskie zawodzenie pobrzmiewające gniewem lub żądzą krwi.
Do tego dochodzą jeszcze różnice religijne, czarni Kuszyci wyznają Jullaha boga goryla, władcę zwierząt syna Jhebbala Saga, a kasta rządząca czci albo Seta, albo inne bóstwa ze stygijskiego panteonu.
Tam zaczniemy po przerwie. Królowa Tananda, poniżej.
http://img28.fansshare.com/photos/se...-437682895.jpg
-
Techniczny
Witajcie, wróciłem już ze szpitala także mogę grać, dzięki za cierpliwość.
-
Jesteście w Meroe, Generał czeka w pałacu bo królowej nie ma, jest na małym polowaniu. Poszliście na miasto…, będące stolicą Kush.
Tymczasem , królowa wraca do pałacu z konnej przejażdżki i polowania.
Świt zapalił szkarłatnym płomieniem niebo nad Meroe. Włócznie intensywnego, rdzawego światła przeszyły mgliste powietrze i odbiły się od pokrytych miedzią kopuł oraz wież otoczonego kamiennym murem Wewnętrznego Miasta. Niebawem zbudził się lud Meroe.
W Zewnętrznym Mieście posągowe, czarne kobiety ruszyły na targowiska, niosąc na głowach dzbany i kosze, a młode dziewczyny paplały i śmiały się, idąc po wodę do studni. Nagie dzieciaki biły się i bawiły w pyle lub ganiały po wąskich uliczkach. Olbrzymi czarni mężczyźni siedzieli w kucki na progach wiklinowych chat, zajęci swą pracą, albo drzemali w cieniu.
Na targowisku handlarze siedzieli pod pasiastymi baldachimami, wystawiwszy na zaśmieconym bruku garnki, inne wyroby, jarzyny i najrozmaitsze produkty. Czarny tłum kłócił się i targował w nieskończoność o bananowce, piwo i kute, mosiężne ozdoby. Kowale nachylali się nad paleniskami pełnymi węgla drzewnego, pracowicie wykuwając żelazne podkowy, noże i groty włóczni. Gorące słońce prażyło z góry wszystko pot, radość, nagość, siłę i energię czarnego ludu Kush.
Nagle scena ta uległa jakiejś ledwie uchwytnej zmianie.
Z łomotem podków w kierunku bramy wiodącej do Wewnętrznego Miasta przejechała grupa jeźdźców, złożona z pół tuzina mężczyzn i jadącej na czele kobiety.
Jej skóra była ciemnobrązowa, a gęste, czarne włosy spięte z tyłu i przytrzymane złotą opaską. Oprócz sandałów na nogach i wysadzanych klejnotami napierśników, tylko częściowo zakrywających jej pełne piersi, jedynym jej odzieniem była krótka, jedwabna spódniczka ściągnięta pasem. Miała twarz o śmiałych rysach, oczy bystre, błyszczące, pełne wyzywającej pewności siebie. Za pomocą uzdy nabijanej drogimi kamieniami i szerokich jak dłoń, srebrzonych cugli ze szkarłatnej skóry z łatwością i wprawą kierowała smukłym, kuszyckim rumakiem. Jej obute w sandały stopy spoczywały w srebrzonych strzemionach, a przez łęk siodła miała przerzuconą gazelę. Tuż za jej koniem biegła para długonogich ogarów.
Gdy kobieta przejeżdżała obok, praca i gwar ustawały. Czarne twarze przybierały ponury wyraz, a oczy płonęły gniewem. Tubylcy pochylali głowy szepcząc coś do siebie i szepty te stopniowo przeszły w głuchy, złowrogi pomruk.
Młodzieniec jadący strzemię w strzemię z kobietą zaczął się denerwować. Spojrzał przed siebie, na krętą uliczkę. Oceniwszy odległość dzielącą ich od spiżowych wrót, jeszcze zasłoniętych przez chaty, rzekł cicho:
Lud się burzy, Wasza Wysokość. Jazda dziś przez Zewnętrzne Miasto jest głupotą.
Wszystkie czarne psy Kush nie powstrzymają mnie przed udaniem się na łowy, lub powrotem z nich! odparła kobieta. Jeżeli któryś podniesie na mnie rękę, stratujcie go.
Łatwiej powiedzieć, niż zrobić mruknął młodzian, patrząc na wrogi tłum. Wychodzą z domów i gromadzą się na ulicy, Proszę spojrzeć!
Wjechali na szeroki, nieregularny plac pełen czarnoskórych. Po jednej jego stronie stał większy od sąsiednich dom z wysuszonej gliny i palmowych pni, z rzędem czaszek zawieszonych nad drzwiami. Była to świątynia Jullah, pogardliwie zwana przez kastę rządzących siedzibą diabłodiabła.
Czarny lud czcił Jullaha jako bóstwo przeciwstawne Setowi (Apofisowi, jak go nazywa Wasz znajomy kot…), bogowi wężowi ich władców i ich stygijskich przodków.
Tłum wypełniał plac, ponuro spoglądając na jeźdźców. W jego zachowaniu wyczuwało się groźbę. Tananda, po raz pierwszy czując pewne zdenerwowanie, nie zwróciła uwagi na obcych najemników. W innej sytuacji ich widok przyciągnąłby uwagę wszystkich, bowiem nie byli oni ani brązowoskórzy, ani czarni. I meili doskonałą i w większości egzotyczną tutaj broń, a niektórzy nie byli ludźmi
Te psy mają złe zamiary mruknął młodzieniec u boku Tanandy, wyciągając do połowy zakrzywiony miecz z pochwy. Pozostali gwardziści czarni, jak cisnący się wokół tłum otoczyli ją ciasnym kręgiem, ale nie dobyli broni. Cichy, ponury pomruk przybierał na sile, jednak nikt się jeszcze nie poruszył.
Przejechać przez nich! rozkazała Tananda, spinając konia ostrogami. Czarni w milczeniu rozstąpili się na boki.
Wtem z domu Jullaha wyłoniła się chuda postać. Był nią stary Ageera, zaklinacz, odziany jedynie w przepaskę biodrową. Wskazując na Tanandę, wrzasnął:
Oto jedzie ta, której ręce są unurzane we krwi! Ta, która zamordowała Amboola!
Ten okrzyk był iskrą powodującą wybuch. Tłum wydał przeciągły ryk, po czym runął naprzód, krzycząc: śmierć Tanandzie!.
W mgnieniu oka sto czarnych rąk uczepiło się nóg jeźdźców. Młodzieniec próbował zasłonić Tanandę przed tłumem, lecz rzucony kamień roztrzaskał mu czaszkę. Dźgający i rąbiący na odlew gwardziści byli zrzucani z koni i atakowani, walczyli o życie.
Królowa Tananda, która w końcu wpadła w panikę, wrzeszczała przeraźliwie; jej rumak stanął dęba. Tuzin czarnych kobiet i mężczyzn rzucił się na nią jak sępy.
Jakiś olbrzym złapał ją za udo i ściągnął z konia, wprost w wyciągnięte ręce rozwścieczonego tłumu. Zerwano z niej spódniczkę i wywijano nią w powietrzu, przy wtórze złośliwego rechotu zbuntowanej tłuszczy. Jakaś kobieta napluła jej w twarz i zdarła napierśniki, drapiąc skórę czarnymi pazurami. Ciśnięty kamień skaleczył jej skroń.
Tananda zobaczyła dłoń dzierżącą spory kamień, której właściciel usiłował się przepchnąć bliżej. Błysnęły sztylety. Tylko tłok uniemożliwiał napastnikom natychmiastowe pozbawienie jej życia. Ktoś krzyknął,zabrać ją do świątyni Jullaha!
Odpowiedział mu przeciągły ryk. Tananda poczuła, że na pół niosą, na pół wloką ją po ziemi. Czarne ręce trzymały ją za włosy, za ręce i nogi. W ciżbie zadawane jej ciosy chybiały lub były pozbawione siły.
Techniczny
Widzicie to jesteście kilkanaście metrów od tego zdarzenia, przy jakimś straganie, robicie coś? Kushytów jest ponad 100, to cywile, wzburzony tłum, ale ten i ów jest uzbrojony, oficjalnie nie jesteście jeszcze gwardzistami królowej, a ona Was nie zna. Od bram do Wewnętrznego Miasta dzieli was jakieś 30 metrów od miejsca gdzie stoicie, a jakieś czterdzieści kilka metrów od miejsca ataku tłumu na królową.
Witaj Lwie Serce, wszystko ok mam nadzieję.
Nie do końca wiecie co się dzieje, ale mamy aspekty sytuacyjne: Wzburzony tłum, próba linczu. Teraz wloką królową do miejscowej świątyni. Pytanie czy zareagujecie i co ew. robicie.
Uwaga: w/w opisy są autorstwa R.E. Howarda z jego powieści - po moich drobnych zmianach na potrzeby PBF-a, ja taki zdolny nie jestem. Będę ich używał też dalej w części tego PBF-a.
W poście nr 2 macie Pełne bojowe swych Postaci, ich będę używał w większości walk, narracyjne zaś rzadko. po namyśle będę używał systemu mieszanego. ataki na Was będą wg pełnych reguł, a wasz ataki narracyjnie ze zmianmi. Wyjaśnię bliżej w najbliższej walce. To pozwoli na większe zróżnicowanie wyników walk i większe ryzyko śmierci także.
-
Techniczny
Musicie pograć chwilę beze mnie, gdyż wyjeżdżam dziś i wracam dopiero w sobotę wieczorem. Mam nadzieję, że już w pełni wrócę do aktywności "pbf'owej" :P
-
Techniczny
W spoilerze moje wyobrażenie Kielona
-
Techniczny
Świątynia ma jakieś drzwi czy coś?
-
Techniczny:
Skoro tyle już czekaliśmy, to może zaczekamy aż będa wszyscy i ruszymy dalej w tą niedzielę?
-
Techniczny
Skoro na mnie czekaliście to na Froyę też wypada. :) Lepiej grać jak wszyscy są.
-
Techniczny
to tylko 3 dni, jakoś wytrwamy w oczekiwaniuxD
-
Techniczny:
Też poczekam, bo i tak klimat poszedł się paść. :P
-
Techniczny:
No niech będzie :P
-
Poniżej wejście do Świątyni Jullaha.
Techniczny
Jak tam chcecie ale Froya napisała by grać bez niej, do niedzieli nie wiadomo ile nie pogramy.
Dajcie znać czy czekamy do niedzieli, bo na razie to tak.
Krasnolud zajebiaszczy.
Wejście do świątyni w spoilerze. Raczej je ma.
Klimat? no nie wiem czy poszedł się j...ć wszystkim się nie dogodzi.
-
Techniczny
MG żebyś się nie zdziwił ile po takiej przerwie postów możemy natworzyć w dwa dnixD poczekajmy
-
Techniczny
No na pewno by sporo miała do nadrobienia, dwa tygodnie przerwy, wiesz Aravenie że jakbyśmy znowu się wkręcili to by było kilkadziesiąt postów dziennie. :D A klimat mi się podoba, nie narzekam.
-
1 załącznik(ów)
Techniczny
Wolę zaczekać na Froyę. Jak dla mnie klimat jest i to dobry. Nawet jednego dnia moglibyśmy natworzyć multum postów. :D
A to luźne wyobrażenie mojego elfa. Nie mojego autorstwa.
-
Techniczny
Elf też fajny ale za wiele z jego wyglądu to nie widać.
Fakt ostatnio prawie 10 stron napostowaliście, jak mnie nieco nie było.
PBF się zaczyna klimat powinien być, śmiertelność też wzrośnie. Bo nikt nie zginał na tyle PBF-ów, tak nie może dalej być. Podkręcę wyzwania.
To czekamy, ew. planujcie w Technicznych jak to rozegrać, żartów nie ma. Królowa zginie na ołtarzu wkrótce, Jullah to bóg goryl.
-
Techniczny
Hehe jaki żądny krwi się zrobiłeś. xD Co do planu to może niech magowie błyskawicami czy co tam mają, się popopisują, jeśli da radę nie zranić przy tym królowej, reszta niech postrzela i na przetrzebionych ruszymy szarżą, w końcu zbyt wiele warci ci nasi przeciwnicy nie są.
-
Techniczny
Dodatkowo liczę na jakieś wsparcie gwardii z Wewnętrznego Miasta, daleko nie mają, no i po odbiciu wiejemy za Spiżowe wrota.
-
Techniczny:
Zamienię się w goryla i będę udawał avatar boga murzynów. Może uda się mi odbić królową bez rzezi, ale wykończcie jak najszybciej szamana, nawet piorunem by huku narobić, żeby mnie nie przejrzał i nie odczarował.
Choć polująca dla sportu królowa, w dodatku wyznawczyni Węża (który źle mi się kojarzy po ostatniej przygodzie), według druida w pełni zasługuje na to, by stać się ofiarą na ołtarzu.
-
Techniczny
Co ona wyznaje to nie wiecie. Arystokracja tutaj czci raczej Apofisa, Setem tu nazywanego.
To są zwykli ludzie w większości wzburzony tłum, czyli niewinni obywatele Meroe z Zezwnętrznego miasta, biedota w większości. Oskarżają królową o zabicie jakiegoś Amboula, musieli go lubić...
Nic nie musicie, w sensie ratować ją.
Oni ją wloką do Świątyni jak a jest około 100 metrów od wrót do Wewnętrznego Miasta, musza przejść kilkadziesiąt metrów, by tam dotrzeć.
-
Techniczny
Skoro tubylcy tak lubują pokój to może wystarczy ich nastraszyć i pogonić i się rozprysną, a królową ocalimy bez rozlewu krwi? Kombinujmy mamy czas.
-
Techniczny:
Starego Ageerę, zaklinacza, trzeba zdjąć - to on jest prowodyrem. Poza tym jako jedyny może odmienić druida z goryla z powrotem w człowieka. Ponadto widać ma posłuch u tłumu i nawet jak nie odmieni druida, to może narobić wrzasku, że to nie wcielenie ich boga na ziemi, a tylko magiczne oszustwo... Druid jako goryl ma według mnie realną szanse by odzyskać królową bez zbędnego rozlewu krwi.
-
Techniczny:
To ja będę stał gdzieś za wami z tyłu i walił w dziada piorunami i ew. w ludność gdy postanowi się na mnie rzucić. Chcę pozostać z tyłu, blisko jakiejś osłony aby mnie nie załatwili. Jeśli zabicie go nie wypali go mogę spróbować przestraszyć jakoś ludność, czy wrzucić elfa na mury świątyni żeby bawił się w strzelca wyborowego. Jakieś inne pomysły co do mnie?
-
Techniczny:
Jeden silny piorun (za 5 pm) powinien załatwić dziada. Będzie wyglądało jakby trafił go grom z jasnego nieba. Tylko nie w dziada, a tuż pod jego nogi - wtedy się nie obroni, bo nie on będzie celem magicznego ataku. Ale to dopiero po przemianie druida.
Jestem za tym by z samą akcją (wpisami fabularnymi) zaczekać do niedzieli na Froyę.
Przyjąłem założenie, że królowa czci tego samego boga co arystokracja. Apofis zaś, zwany tu Setem - to ten sam bóg Wąż z którym walczyliśmy, tylko że inaczej przez miejscową arystokrację nazywany. Po przegranej jego avatara może mieć chętkę na wzięcie odwetu na hanzie. Dlatego tez pomysł ratunku królowej coraz bardziej druidowi śmierdzi, ale z drugiej strony nie chce zawieść Viry i Kielona. Poza tym jako sprzymierzeniec była by potężnym wsparciem dla odzyskania tronu Al Haik przez potomka prawowitej dynastii.
-
Techniczny
Plan Asura dobry, Vira przystanie na niego ale w razie czego będzie trzymać łuk w gotowości, gdyby sprawy nie potoczyły się właściwym torem.
Tu moje wyobrażenie Viry, o samą twarz chodzi bo z ubiorem i uzbrojeniem odpowiednim nie mogłem znaleźć ani na DeviantArcie ani w grafikach google. :D
-
Techniczny
Wygląd Waszych Bohaterów.
Ponieważ kilka osób ma grafiki z wyglądem, inni proszę by sobie takich poszukali w necie, damy je do postu nr 1 i będzie też wygląd obok cech.
Vira super.
-
Techniczny:
Czekam na swój rysunek :P
-
Techniczny:
Długo szukałem i nie mogę znaleźć ideału. Ten chyba jest najbliższy:
-
Angus
Przemienię się w goryla i udam wcielenie ich boga. Haakonie, jak tylko się przemienię, ubij jednym potężnym piorunem szamana, rzuconym prosto pod jego kulasy. Bracie, Ty masz donośny głos, ryknij po wybuchu, że szaman kłamstwem obraził Jullaha i spotkał go za to gniew boga. I by ukorzyli się przed obliczem syna Jhebbala Saga, jeśli nie chcą by klątwa spadła także na ich głowy. I na wszelkich bogów powstrzymajcie ewentualną odsiecz przed próbą odbicia królowej i atakowania goryla. Bastis, proszę Cię o telepatyczny kontakt podczas mej przemiany - rzekł szybko druid, postąpił kilka kroków naprzód, by go nie zobaczył żaden pobliski sprzedawca, i przemienił się w potężną małpę.
-
Veronika
Z zagadkowym uśmieszkiem na twarzy żywo przyglądała się całemu zamieszaniu, gotowa w razie niepowodzenia akcji Druida rozbić parę czarnych łbów. - Co za bydle... - krótko skomentowała przemianę Angusa - kolejna porcja dziwacznych bogów i boginek, tfu!
Techniczny
Sobie wykreowałam moją Veronikę :P
-
Mehir
Beznamiętnie spoglądał w stronę druida oczekując na rozwój wydarzeń.
-
Haakon:
Natychmiast po przemianie Angusa mag cisnął potężnym piorunem kulistym pod nogi szamana (5 pm).
-
Kielon
Gdy druid się już przemienił, a Haakon cisnął piorun zaczął się wydzierać Bóstwo w swej osobie do Nas zstąpiło, ukarało gromem kłamliwego kapłana, pochylcie głowy wierni wyznawcy przed waszym panem i oddajcie mu hołd, odrzućcie od siebie kłamstwa kapłana i podążajcie ścieżką wiary
-
Widok ogromnego goryla, potężny piorun i okrzyki krasnoluda mimo, że niezrozumiałe dla wielu miejscowych, wywołały razem efekt w postaci paniki u większości gapiów. Część padła na kolana oddając cześć awatarowi Gullaha za jakiego uważali goryla w jakiego zmienił się druid.
Hasan powtórzył słowa krasnoluda w miejscowym narzeczu.
Nadal około około 50 wiernych otacza ołtarz, nie bardzo wiedząc jak się zachować mają. Około 12 strażników świątyni otacza powalonego Ageerę. Miejscowi czarni dopiero teraz jakby was zauważają. Wcześniej byli skupieni na królowej.
Jesteście w głównym wejściu do ołtarza macie około 15 metrów, przepychacie się do ołtarza? Co robi goryl i inni.
Druid ma telepatyczny kontakt z Bastis. pojawiło sie 2 pomniejszych kapłanów i kolejny tuzin straży świątynnej, zmierzają ku ołtarzowi z wnętrza świątyni, wy z przeciwnej strony jesteście, spotkacie się przy ołtarzu.
Niektórzy ludzie podnoszą kamienie, ci co nie uciekli patrzą wrogo i nieufnie. Nadal grozi wam lincz, jaki i Tanandzie.
Co robicie?
Veronika i Druid fajne wizerunki. Czekam na inne. Rhaegrim poszukaj czegoś z dobrze widoczną twarzą.
-
Kielon do hanzy
Ot uparte toto nie pouciekało, spieszy im się do śmierci, chyba możemy im w tym dopomóc hehe
-
Vira
W myślach - chyba jednak wolę Angusa jako człowieka hehe. Po czym na głos - ano dopomóc im trzeba ha! Podbiegła możliwie blisko ciężkozbrojnych, by w razie ataku na tłum nie oberwać kamieniem w głowę, im to nie grozi a ona jako że bez hełmu, to i skończyć źle może w razie trafienia.
-
Hasan
Toż to nie wiecie że za podniesienie ręki na awatara boskiego grozi wieczne potępienie, padnijcie na kolana albo spotka was gniew pana - krzyczał do tłumu. Po czym dodał szeptem do Haakona - Możesz zachmurzyć niebo? A jak się nie uspokoją to zrób jeszcze parę tych piorunów.
Techniczny
Przepraszam za zaległości i słabą aktywność ostatnimi czasy, w przyszłym tygodniu na 200% pojawią się oba zaległe opisy i fotka mojej postaci.
-
Angus:
Bastis, przekaż proszę Haakonowi by przeniósł królową w łapy goryla za pomocą telekinezy, zagłuszę go - rzekł w myślach, po czym stanął na dwóch nogach wyprężając się na całą swą wysokość. Uderzył się kilkakrotnie kułakami w piersi, ryknął potężnie i wyciągnął swą łapę w kierunku królowej. Uczynił nią gest, jakby przyciągał władczynię do siebie.
-
Haakon:
Schował się nieco za Kielona i mówi cicho do hanzy: Co teraz? Jeśli kapłani zechcą sprawdzić czy goryl to faktycznie bóg wtem odkryją go... Ale chyba mam plan, oby Angus wiedział co dalej robić...
Mag wyszedł przed towarzyszy i zaczął przemawiać do ludu:
Ludu Meroe! Syn Jhebbala Saga - Jullah, pragnie ofiary z niewiernej mu kobiety - królowej Tanadzie! Wypełnijmy jego wolę i złóżmy ją w hołdzie naszemu jedynemu panu i władcy!
Po przemówieniu klęknął, złożył ukłon gorylowi i zaklęciem telekinezy uniósł Tanadę, którą następnie skierował przed Angusa. Trzyma ją i puści wtedy kiedy ją złapie.
-
Kielon
Ehh teatrzyki, a mogliśmy ich wszystkich wybić, ale jak już gramy przedstawienie to do końca, dopiero jak coś zacznie iść nie tak to ich poturbujemy