-
Bertrand
Odszedł kawałek razem z Włochem po czym zaczął mówić ściszonym głosem Dziękuję żeś mnie... ekhm, powstrzymał w chwili słabości, bo... bo kto wie co był bym zdolny zaślepiony zrobić. Nie byłem do Ciebie wcześniej zbytnio przychylnie nastawiony Robercie, lecz mimo to pomogłeś mi... rzekł to wszystko wyraźnie zażenowany.
-
Robert
Ja też dla Ciebie nie byłem....., zaś to co zrobiłem wynikało z pewnego poczucia obowiązku, gdy to robiłem nie myślałem by Ciebie ratować lecz wdzięki Pań przed niepożądanym wzrokiem uchować, wiedz jednak że nie zamierzam rozpowiadać tego co tam zaszło......, nie licz jednak że u Agnes się wstawię by tak samo postąpiła, na moje oko sam ją winieneś przeprosić ale zrób jak uważasz - odparł Bertrandowi szczerym głosem patrząc mu w oczy.
-
Bertrand
A zatem jeszcze raz muszę Ci podziękować, za to, że nie powiesz o tym nikomu... A co do pani, nie chciałem byś się u niej wstawiał, sam z nią porozmawiam, Tobie chciałem jedynie podziękować i przeprosić, że oschły wobec Ciebie wcześniej byłem. kiwnął mu głową na znak zgody i odszedł z powrotem do Guillaume'a. Po drodze jednak zapytał Agnes Pani, czy mógłbym zamienić z Tobą słowo na osobności nim wyruszymy?
-
Robert
Również skinął mu głową na znak zgody po czym podszedł do swego wierzchowca aby poczynić ostatnie przygotowania do drogi wcześniej odprowadzając go nieco na bok by dać nieszczęsnemu rycerzowi więcej prywatności.
-
Agnes zaczęła się chichrać przez chwilę, zaraz jednak się uspokoiła i odparła po francusku - tak, możemy.
-
Betrand po francusku
Guillaume ujrzawszy, że jego pan oddala się przyszedł do niego i parsknął radośnie. A może otuchy chciał mu dodać? Bertrand jego zachowanie skwitował No, tośmy porozmawiali na osobności. po czym spojrzał na niego wymownie. Guillaume znów prychnął i szturchnął Bertranda w ramię. Ten tymczasem rzekł do kobiety No nic, w każdym razie chciałem Cię przeprosić za tą sytuację nad wodą... Nie wiem co we mnie wtedy wstąpiło, wytłumaczenia na to sensownego nie mam...
-
Pani de Montmirail pogłaskała Twego rumaka po czole uśmiechając się. Przeproś lepiej samego siebie i Boga, a nie mnie, mi bowiem humor twój piękny występ tylko poprawił. Choć Charlotte się nieco zgorszyła tym... Ale to młoda dziewczyna, jeszcze niewiele widziała w swym życiu.
-
Betrand po francusku
Skoro już tu rozmawiamy w cztery, a właściwie sześć oczu, to chciałbym o jeszcze jednym Ci powiedzieć.
-
Mów więc... Rzekła kobieta.
-
Betrand po francusku
Westchnął ciężko składając myśli i zaczął mówić patrząc kobiecie prosto w oczy Agnes... Twą urodę można porównać do pułapki, w którą zostało schwytane moje serce... Chcę po prostu powiedzieć... Kocham Cię. Wiem, że jestem nieporadny, i zapewne wiele razy dawałem temu dowód, lecz to głównie przez uczucie, które do Ciebie żywię... A uczucie to prawdziwe, szczere... Guillaume wysłuchawszy swego pana musnął Francuzkę delikatnie w ramię, jakby pchając ją do niego. Bertrand tymczasem poczuł się o wiele lepiej, dzięki temu, że powiedział w końcu to co mu na sercu leżało.