-
Szynk pusty oprócz gospodarza, na ławie już leżą drewniane talerze, każdy ze sporą pieczoną rybą. Tajemniczy pieczony klusek okazał się węgorzykiem znanym także jako śliz pospolity. Do popicia jest po kubku młodego wina. Niezbyt specjalnego w smaku, ni to wytrawnego, ni to słodkiego.
-
Alessio
Podszedł do niej i objął w pasie, a gdy reszta drużyny zniknęła w szynku zapytał - Kochanie,o co Ci chodzi? Proszę powiedz bo naprawdę nie wiem,zostawiłem Cię zaledwie na chwilę....
-
Anna de Loiret
O co chodzi? Zamyśliła się na chwilę, bo tak naprawdę sama przestała się w tym wszystkim orientować. Już ty powinieneś wiedzieć o co chodzi! Głodna jestem - odwróciła się próbując wyrwać i iść na śniadanie...
-
Alessio
No właśnie problem w tym że nie wiem,wiem natomiast że Cię wczorajszej nocy nie zraniłem nawet przez chwilę,ni to myślą ni to czynem.... - powiedział puszczając ją z objęć i idąc za nią do szynku kręcąc przy tym głową z niedowierzaniem
-
Christophe Leroy
Giermek zasiadł do stołu i począł jeść swoją porcje, coby mu nie ostygło. Nie chce jeść zimnej ryby, tylko na smaku straci...
-
Arathena
O jaki przysmak... Az ślina leci... Dzięki gospodarzu za wyborny posiłek... Wczoraj raczyłeś nas wybornie i dziś równie smacznie.... Iście po królewsku... Mówiła wkładając sobie Mięso do ust... Gdy posmakowała wina.... Hmmm... A nie tego to ja pic nie będę... Same problemy potem.....
Co tam Pani o Koniach mówiłaś? że razem mamy na jednym jechać? Czyżbyś chciała by sen na przemian robić w jeździe? Nie głupie to i by Orkowych leżej uniknąć pozwoliło... Liny by tylko trza jakąś jeszcze Bo piątka nas... Luzaki od Ojca Anny są tresowane więc jeden na nim może się przywiązać i nie musi martwic się by drogi pilnować... Nadal co chwile wkładała sobie do ust kawałki mięsa... Przepraszam, ale takie dobre że opanować sie nie potrafię..
-
Anna de Loiret
Smacznego wszystkim - rzekła dosiadając się, po czym zabrała się do jedzenia, wcinając z apetytem jadło. Gdy skończyła, otarła sobie usta i zaczęła przysłuchiwać się rozmowie.
-
Christophe Leroy
Wzajemnie, pani - Jechać razem na jednym koniu? Nie głupie... Ciekawe tylko z kim ja będę musiał jechać... Ehh... - pomyślał sobie. A ryba całkiem smakowała giermkowi. Wino zaś było takie... trochę nijakie.
-
Tak, lepiej po śladach jechać, także w nocy, i tak drogę nadrobić, niż tym skrótem przez góry gnać. Tym bardziej, że Wasze wierzchowce wydają się odporne na zmęczenie, choć nie wiem jak długo jeszcze. Anna obawia się, że zasadzkę na Jej ojca uczyniono. Załóżmy, iż Jej obawy słuszne, jadąc skrótem mogłybyśmy takową minąć. Ja sama na miejscu dowódcy sił uzurpatora bym pułapkę w lesie jakimś zrobiła. Ten wydaje się idealny, blisko gór leży, można zgonić na orki. Trzeba tylko uradzić kto z kim w nocy jechać będzie, a kto obwiąże się Twoją liną by z siodła podczas snu nie spaść.
-
Arathena
Silna jestem to z kimś jechać mogę. Obojętne z kim... Choć moja lina to chyba mogę i sama... Może Pan Alessio wpierwej Annę trzymać będzie a Wy pani Giermka.
Jak ja się sama wyśpię to Ciebie trzymać bym mogła A giermek cyrulika....