-
Dan i Edward:
Sekob szybko otworzył drzwi trafiając Edwarda w twarz, choć na jego szczęście mocno go nie zabolało dzięki jego refleksowi. Widzicie jak zdenerwowany właściciel stoi z siekierą w ręku i wydziera się na was, ale patrząc się na Edwarda, jakby coś sugerował... - Właśnie widzę, że jakaś bestia szaleje na zewnątrz! Ryczy też nieźle i straszy zwierzęta w lesie! A teraz won z mojej posiadłości prostaku!
-
Dan
Nic tu po nas,ja swoje zrobiłem....-pomyślał, skinął mu jeszcze głową na pożegnanie po czym odwrócił się i począł wracać z powrotem na swoją rodzinną farmę,gdy zostali sami z Edwardem zapytał - Ehh,musiałeś? Dobrze że tą siekierą nie postanowił Ci przywalić....
-
Edward
Nie moja wina, że ze starości ci menda zwisa a ja przypadkowo trafiłem w czuły punkt, aaaahahaha! Odpowiedział Sekobowi i zaczął iść za Danem. Myślisz, że nie dałbym mu rady? To ćwok, a ja jestem żeglarzem hehehe.
-
Dan i Edward:
Wracając do farmy Akila po drodze zauważyliście, iż jakaś młoda kobieta walczy sama z czterema wielkimi topielcami. Daje sobie na razie radę, choć ledwo. Wygląda wam na jakąś wojowniczkę. Pytanie tylko czy pomagacie jej, czy zostawiacie na pastwę losu...
-
Dan
Ja pierdole,za dobry jestem na ten zawód,powinienem pozwolić im wykończyć konkurencję....- powiedział do siebie pod nosem i pobiegł jej na ratunek atakując najbliższego mu topielca
-
Edward
Łohohoo, ale ładna! Uratuję cię! Pomyślał szarżując na topielca z kordelasem w dłoni.
-
Dan i Edward:
Walka była ciężka i zacięta, a topielce nie chciały tak łatwo poddać się bez walki, jednak wspólnymi siłami udało się wam pokonać trzy bestie. Ostatnia uciekła do jeziora. Po chwili gdy odsapneliście piękna nieznajoma odezwała się do was - Hej... Dzięki za pomoc.
Techniczny:
Edward -17 HP
Dan -22 HP
Diane -17 HP
-
Edward
Dama w potrzebie to pomóc trza hehe... A że i topielców miło się tłucze, to dwie korzyści hehehe. Edward jestem.
-
Dan
Hej....,o kurwa nieźle mnie porąbały....- wystękał od razu sięgając po średnią miksturę leczenia i ją wypijając,i tak wyglądał już wystarczająco źle.... - ja jestem Dan.... - dodał wyciągając do niej prawą dłoń
-
Dan i Edward:
Ano widać... Ja jestem Diane - uścisnęła wasze dłonie i schowała miecz do pochwy - Widzę, że zmierzacie z farmy tego... Onara? Chyba tak się on nazywał. Jest tam coś do roboty, albo komuś może potrzeba kogoś, kto umie posługiwać się mieczem? W mieście nic nie ma, a ten cały stary pierdziel co miał rekrutować najemników to niby że zajęty jest. Pewnie nie chce mu się tego robić i tyle.