-
Katarina
Słysząc słowa baronowej,,,, O mój Boże, nie wiedziałam.... Masz rację Pani. To straszna choroba. chwilę zadumała się... czemu Bóg tak mocno doświadcza swe najwierniejsze sługi? Czym on.... Oni zawinili na taki los... A żona? ona zdrowa?
Usłyszała nagle Spytka....
Konstabl? Zrobiła wielkie oczy.... Gdzie on? Wtem zerwała się i pobiegła w kierunku Boemunda nie czekając na odpowiedź Bożogrobca.... Krzyknęła jeszcze Spytkowi I Baronowej... Przepraszam Was....
-
Spytko:
Baronowa zrobiła wielkie oczy widząc zachowanie Katariny. Ona zawsze taka? Spytała zadziwiona po łacinie.
Katarina:
Ujrzałaś Boemunda, stojącego tam gdzie przed chwilą klęczał. Rycerz spojrzał na Ciebie milcząc, w swej dłoni trzyma miecz klingą opartą o ziemię.
-
Spytko po łacinie:
Wzruszył ramionami Ma swoje nastroje, czasem wielce zmienne. To, że nie wiadomo co za chwilę uczyni, ma swój urok. uśmiechnął się.
-
Charles de Tournemire
Ksiądz przyglądał się dalej tej sytuacji. Poczuł ulgę w głębi, gdy usłyszał słowa konstabla o Suriji i jego postawie wobec niej - Czyżby Surija straciła kontrole nad konstablem? Chwała Panu... Może w końcu poczuje się bardziej bezpiecznie w tej całej grupie.
-
Katarina
Zwolniła bieg gdy zbliżała się do konstabla....
Panie.... bała się w sumie coś powiedzieć. Wiedziała, że w tej chwili obojętnie co powie nie będzie to otuchą dla niego... Nie wiedziałam..... Przykro mi, że tak to wyszło. Nie miałam zamiaru by z mojego powodu otwarły się Twoje rany. Wiem, że ją kochasz i dla tej miłości Panie powinieneś....... żyć... powiedziała bardzo cicho...
-
Spytko:
Elisabeth odwzajemniła uśmiech. Po chwili oboje dostrzegliście wychodzącą z namiotu Suriję, szykującą się chyba do wyjazdu...
Katarina:
Nie obwiniaj się dziewczyno... Jesteś młoda i piękna, nie zawracaj sobie głowy trędowatym głupcem, zaślepionym miłością... Ale za te słowa dziękuję - odparł konstabl.
Charles:
Widzisz i słyszysz rozmowę Katariny z Boemundem.
-
Katarina
Panie... ukłoniła się z szacunkiem.... W gniew wpadam czasem gdy oczu na prawdę nie mogę otworzyć komu się ona winna jest. Nie umiem Cie pocieszyć bo nie ma lekarstwa na serce zranione tak mocno jak Twoje.... Ty sam musisz je zaleczyć, nikt Cię z tego nie wyręczy... Wyciągnęła rękę by położyć mu na ramieniu, ale w ostatniej chwili ją opuściła... Wybacz...
-
Charles de Tournemire
Więc masz teraz swą szansę na poprawę... I takim zaufaniem i oddaniem daruj jedynie swą ukochaną, a nie ledwo znaną Tobie osobę. Być może i Bóg da Ci siłę do przezwyciężenia bólu, lub jest to Twa próba przed nim, konstablu... - powiedział nie zbliżając się do niego, mówiąc do niego normalnym tonem.
-
Surija
Nie zważając na nikogo ruszyła w noc w poszukiwaniu Saladyna i zemsty
-
Spytko:
Surija odjechała gdzieś w ciemną noc... No cóż, ja zatem panie rycerzu głowy twej zawracać już nie będę, żegnaj - powiedziała Elisabeth, znikając za moment między namiotami.
Katarina, Charles:
Boemund położył dłoń (w rękawicy) na policzku szlachcianki, spoglądając przez chwilę w jej oczy. Rzekł w końcu - rad jestem, że Bóg postawił cię na mej drodze... Idź piękna Katarino, idź do swego ukochanego... Konstabl po tym podszedł do księdza, mówiąc po francusku - klecha mnie poucza? Słowa wydają się złowrogie, ale ton rycerza już nie, głos jego jest spokojny i delikatny.
Surija:
Pognałaś dosiadając Elili na południe, w stronę armii Saladyna. Czy to dobry pomysł? Noc jest ciemna i zimna, nie masz już nikogo, kto stanie w Twej obronie, na tych coraz bardziej ogarniętych wojną ziemiach...