Anna de Loiret
Jak Alessio położył jej dłoń na ramieniu, spojrzała swymi ślicznymi oczętami na niego, tak uroczo i niewinnie...
Wersja do druku
Anna de Loiret
Jak Alessio położył jej dłoń na ramieniu, spojrzała swymi ślicznymi oczętami na niego, tak uroczo i niewinnie...
A Sven, niech Jego dusza spoczywa w spokoju, chciał go za to potraktować swym toporem. Gdy ujrzał łzy na Twym obliczu, myślał iż ten rycerz Ci krzywdę jaką wyrządził - Liothannea uśmiechnęła się delikatnie. Tratwa przybiła do Waszego brzegu. Jeden z flisaków schodząc z pokładu rzucił Jaśnie Państwo, weźmiem Wasze konie, bo... rozległ się trzask materiału ...ożesz murwa w rzyć chędożona dokończył po tym jak klapnął na belki promu. Zrobił błąd, że swą dłoń do pyska Świtu wyciągnął, na szczęście zdążył odskoczyć do tyłu, choć potknął się przy tym i klapnął na tyłek. Dzięki temu stracił tylko kawał rękawa koszuli, który zwisa z zębów rumaka królewskiej córki. Zwinął pięść w kułak i wstał ciężko, rzucając spode łba spojrzenie na ogiera. Liothannea oparła dłoń na rękojeści swego miecza. Nie wyciągaj dłoni ni pięści w kierunku cudzego, bo ją rychło stracisz.
Alessio
Gdy luba na niego w ten sposób spojrzała,delikatnie zagarnął jej włosy za ucho i zaczął lekko głaskać ją po policzku kompletnie tonąc w jej oczach,przed całkowitym pogodzeniem z ukochaną powstrzymał go flisak i jego nierozsądna decyzja o dotykaniu elfiej bestii....,na słowa elfki dodał tylko - Pani ma rację,nadgorliwość rzadko dobre efekty przynosi...
Anna de Loiret
Uśmiechnęła się tylko słysząc i widząc sytuację z flisakiem oraz koniem Liothannei. Ale nie ruszyła się prawie wcale, nie chcąc przerywać miłej chwili. Tylko zastanawia ją, o co Alessiowi chodzi że jakiś taki dziwny... Obrażony był?
Ale tylko pomoc zechcę chwilę temu i przywiązać wierzchowce do poręczy tratwy, by spłoszone w toń nie skoczyły rozprostował dłoń i się pokłonił. Może lepiej jak Jaśnie Państwo się swymi końmi raczy zająć, tylko by pretensji do nas nie zacznie żywić jak stanie się tragedia.
Alessio
I teraz z tym giermkiem jadę zamiast ją mieć w objęciach....,nie mogła innej pory na obrażanie wybrać?! - pomyślał po czym przerwał czułe pieszczoty,takie jakie wiedział że jego Ania lubi najbardziej i poszedł starannie przywiązać ich konie do poręczy jednak do Świta ręki nie zbliżając,zostawiając to swej długouchej przyjaciółce,zanim odszedł od Stelli przytulił się jeszcze na moment do jego szyi i wyszeptał mu kilka uspokajających słów po Tileańsku na ucho
Anna de Loiret
Liothanneo, Świt to niezwykły rumak, nie płoszy się też nigdy jak zgaduję?
Jeszcze mu się to nie zdarzyło. Wątpię by przestraszył się rzeki, po tym jak przebył wzburzony ocean. uwagę Anny znów zwrócił brak blasku przy uszach elfki, dopiero teraz zauważyła, że przyjaciółka nie ma założonych swoich kolczyków. Tratwa ruszyła, Stella i Thibault parskają nieco niespokojni, choć flisacy bardzo starają się by nie bujało promem.
Alessio - Tileański
Podszedł do swojego wierzchowca i głaskał go mówiąc do niego uspokajająco w swym ojczystym języku - Cśśś,będzie dobrze,wszystko będzie dobrze
Anna de Loiret
Ciiii spokojnie kochany spokojnie. Pamiętasz, jak pierwszy raz cię dosiadłam? Byłeś wtedy taki potulny, jak ojciec mi cię dał, od razu się zaprzyjaźniliśmy. Spędzaliśmy całe dnie ze sobą na przejażdżkach, towarzyszyłeś mi jak Roland uczył mnie fechtunku... Tak bardzo zżyci... Też ci go brakuje, prawda? Hm... Piękne wspomnienia. Dobrze, że mi pozostałeś, chociaż wciąż mamy siebie co daje nam siły... Starała się zagadać swojego wierzchowca spokojnym, delikatnym głosem patrząc mu w oczy.