-
Dan:
Trochę sobie poczekałeś, lecz w końcu skończył swoją robotę. Patrząc na ilość mieczy jaka tu się wala, ale także stali i rudy nie dziwi Cię, że kompletnie Cię ignorował. Toż to chyba starczy dla połowy miasta, jak nie więcej... Po twoich słowach wziął broń do ręki i przyjrzał jej się - Heh... Ładne ostrze. Zadbane, ledwo co używane, ale też dosyć proste. Mało tu jakichkolwiek ozdobień... Ale w sumie to co się roztrwaniam nad tym mieczem. Coś konkretnego chcesz o nim wiedzieć?
Edward:
A wiem, wiem... Jak to magowie. Spita do niego przecież nie przyjdę hehe. W sumie to chyba nie mam nic do stracenia... Aale z drugiej strony szkoda by było, żeby piwo się zmarnowało... Ale magowie bogaci, więc pewnie za to co bym dostała będę mogła sobie kupić i 30 takich - czujesz, jak alkohol już wywiera na Ciebie wpływ...
Vito:
Jest cała we krwi, widać tu też parę ran po jakimś ostrzu czy pazurach. Musisz ją oczyścić, by coś więcej zobaczyć.
-
Edward
Mam pomysła - rzekł odstawiając kufel. Usiądziemy nad jeziorkiem, dopijemy piwo, a potem zimna woda ochłodzi cię na tyle, byś otrzeźwiała i była w stanie iść do Vatrasa, dobre nie? Zachwiał się nieco, ale jeszcze dał radę utrzymać równowagę...
-
Dan
Hmm,przede wszystkim czyjej może być roboty....,nie słyszałeś żeby jakiś Twój kolega po fachu ostatnio przyjmował większe zlecenia?
-
Vito
Oderwał kawałek materiału z pancerza i wytarł twarz trupa. Jeśli to Joseph to powinien go rozpoznać, w końcu są sąsiadami.
-
Edward:
Może... O ile topielec mnie nie spróbuje wyruchać i o ile nieco otrzeźwieje w tym jeziorze. Tu na miejscu pewno dałoby się ogarnąć jakoś... - odpowiedziała ci Diane kończąc kolejne piwo. Jeszcze się kobitka trzyma i to całkiem nieźle... Czyżby to była ta, która podbije Twe szalone serce marynarza? Rozgadana, umie pić, ładna, pociągająca...
Dan:
Nie. Jestem jedynym kowalem w mieście. Drugiego znajdziesz jedynie na farmie Onara, ale on nie sprzedaje mieczy w mieście ani nic takiego. To nie mój miecz, na pewno. Chyba, żeś go podpierniczył straży albo wojskowym? Tych zamówień jest sporo i to bardzo. Zresztą sam widzisz ile mam tu do roboty.
Vito:
W pierwszej chwili pomyślałeś, że to Joseph, lecz po chwili zrozumiałeś, że to jednak nie jest jego twarz. Kamień spadł ci z serca...
-
Dan
Hmm....,dziękuję,zatem idę z tym do Vatrasa,no i może faktycznie straż się zainteresuje tym znaleziskiem.... - odparł mu żegnając się szybkim skinieniem głowy i udając do koszar,prawdę mówiąc liczył że szybko będzie miał to z głowy i wreszcie będzie mógł pomówić z Sophie....
-
Vito
Otarł pot z czoła, ciesząc się że to nie on, ale to wciąż był martwy człowiek w lesie. Może któryś z Was go kojarzy? zwrócił się głównie do strażników.
-
Dan:
Vatras stoi na dziedzińcu wraz z Wulfgarem rozmawiając z sobą. Vatras zauważając Ciebie pokazał ci ruchem dłoni, byś do niego podszedł.
Vito:
Któryś z obywateli. Twarz coś tam kojarzę, tylko nie wiem skąd... - rzucił jeden ze strażników.
-
Vito
Może u Bospera go widziałeś?
-
Dan
Podszedł do nich szybkim krokiem pozdrawiając ich obu uniesioną dłonią po czym powiedział - No więc tak....kilku farmerów zaginęło na farmie Onara i Sekoba,ponadto pod farmę Sekoba podchodziły w nocy jakieś istoty,ludzie w czarnych szatach chodzą po okolicy a w lesie znajdywano wiele martwych zwierząt, niestety nie powiedziano mi nic konkretnego o zaginionych......Zielarkę Sagittę gdzieś wcięło,jej jaskinia była zniszczona,widać było że ktoś tam wszedł nieproszony,jak wracaliśmy z powrotem to jakaś bestia przybiegła,nie widzieliśmy jej ale porykiwania wskazywały na coś wielkiego......No i Orlan mówił mi też coś o myśliwych, w tej sprawie powinienem pomówić z Bosperem w końcu to dla niego większość z nich pracuje.....- umilkł jak gdyby zbierając myśli po czym dodał pokazując im miecz - A no i przy jednym z nieumarłych znalazłem taki miecz,zadziwiająco dobry jak na ożywieńca.....Cóż,to chyba tyle.....