-
Charles de Tournemire
Nie. Jedynie zasugerował coś, ale skoro życzysz sobie konstablu, żebym siedział cicho to po prostu oddalę się do swego namiotu - odparł mu spokojnie po francusku rozumiejąc, że coś mu się nie podoba, albo że ma jego zdanie gdzieś.
-
Spytko:
Pokłonił się baronowej i czeka na powrót Katariny.
-
Katarina
Pierwszy raz spotkała człowieka o tylu twarzach. Nie rozumiała co w nim widzi a czego nienawidzi. Z jednaj strony konstabl ją przerażał a z drugiej fascynował. Słowa baronowej rozjaśniły jej jednak trochę postrzeganie Tego człowieka. To choroba... ona jest wszystkiemu winna. Rozumiała, że nawet jeśli jego miłość nie może być dopełniona przez unieważnienie związku przez władze kościelne, to i Sam Boemund właśnie w imię miłości nie może być z ukochaną......
Położyła swoją dłoń na jego dłoni gdy położył ją na jej policzek.... W oczach widziała mimo wszystko silnego, choć juz coraz bardziej zrezygnowanego człowieka.
Uśmiechnęła się ze smutnym wyrazem twarzy. Chciała by widział, że jest dumna iż dane było jej go poznać... po chwili powoli odwracała się i ruszyła w kierunku swej miłości trzymając jeszcze ułamek sekundy jego dłoń....
-
Spytko po polsku:
Gdy Katarina powróciła spytał się Cóż zamierzasz dalej czynić Kochana?
-
Surija:
Jadąc dalej przez równinę, natknęłaś się po na oko pół godzinie drogi, na jakieś niewielkie obozowisko. Przy małym ognisku siedzi trzech ludzi ubranych na wschodnią modłę, to zapewne arabowie. Nie dostrzegają Cię póki co.
Spytko, Katarina:
Szlachcianka wróciła do ukochanego.
Charles:
Boemund odparł - wiem, że tylko zasugerował. I dobrze jednocześnie poradził zagubionemu rycerzowi, co przez swą złość cały stan kapłański źle ocenił, nie bacząc na tych lepszych ludzi w nim. Wnet podrzucił swój miecz, przez chwilę nabrałeś nawet wrażenia że gdy go chwyci to zetnie Twą głowę mimo słów... Ale kiedy już go złapał klingą do dołu, to go po prostu schował.
-
Surija
Tylko trzech, pewno albo jacyś maruderzy lub inna hałastra, muszę Ich ominąć i poszukać znaczniejszego oddziału Saladyna, najlepiej z jakimś rozgarniętym dowódcom
-
Surija:
Zgodnie z postanowieniem ruszyłaś wyminąć obozowisko. Zdążyłaś to uczynić, gdy nagle drogę zagrodził Ci wojownik na koniu w błyszczącej w księżycu kolczudze, dzierżąc w dłoniach okrągłą tarczę oraz miecz. To Kasim, który widocznie nie oddalił się zbytnio od obozu rycerzy, możliwe nawet, że obserwował Cię od czasu, gdy tylko wyruszyłaś. Allah każe miłować braci i siostry w wierze, ale tyś pogwałciła Jego prawa, wykazałaś się nikczemnością wobec mnie! I nie próbuj uciekać, bowiem Sahira to najchyższy rumak w Bagdadzie i poza nim.
-
Katarina
Obiecaj mi.... Obiecaj , że będziesz na siebie uważał.... rozejrzała się w około. Ta choroba... Ja nie chcę byś na nią zachorował. Rozpłakała się wtulona w ukochanego...
-
Spytko po polsku:
Będę uważał, ale Ty takoż baczenie miej byś ją na siebie lub na mnie nie przeniosła z już chorego przytulił mocno Lubą jedną ręką, a drugą zaczął ją gładzić po włosach.
-
Charles de Tournemire
Spojrzał na niego zdziwiony, lecz po chwili odparł mu - Więc się cieszę, iż ma rada okazała się być dobra i wszystko skończyło się dobrze. Czas chyba już udać się na wypoczynek, wszak jutro ruszamy dalej w drogę do świętego miasta...