-
Kersijana:
Rycerz Brzasku uśmiechnął się do Ciebie, pomógł Ci się odziać i po kolejnym, czułym pocałunku, wróciliście zadowoleni do reszty...
Wszyscy:
Zebraliście się przed namiotem królewny Beatrice. Oprócz was oraz Adeli, jest też Lothiriel i Margaret, oraz Tristan, który jak się okazało ma wam pomóc. Kiedy dojedziemy, pytajcie o marszałka Ealdreda Srogiego, wydaje mi się, że będzie bardziej skory do pomocy aniżeli wielki mistrz zwiadowców - rzekła królowa Noldorów, zakładając kaptur na głowę.
-
Catherine
Nie puszczając Beatrice westchnęła jedynie ciężko - Ehh,nie nadaję się do takiej wyprawy,z moim temperamentem wygnają nas stamtąd w mgnieniu oka....,zresztą,i tak pewnie nie powinnam się odzywać z tym ubiorem - pomyślała ponuro rzucając krótkie spojrzenie na swoje odzienie,i choć nie dała tego po sobie poznać to zdziwiło ją to że pozwolili jeńcowi do tej pory tak pogardzanemu wziąć udział w ich zadaniu,o tak wielkim stopniu ryzyka.... - Jeszcze przed chwilą miano za wroga i pozwalano traktować jak psa a teraz jedzie z nami? Nie rozumiem ich....
-
Arstan
Jedna konkretna, jak będzie lać tą Beti po łbie i decydować za nią to mamy szansę, tfu kłaść los w łapy elfa, cóż za poniżenie, i jeszcze mi flaszki nie oddała pomyślał, potem czeka na rozwój wypadków, może w końcu wyruszą
-
Kersijana
Rzuciła ciepły uśmiech do Beatrice... Nie martw się Księżniczko, wszystko będzie dobrze.... zamilkła na dłuższą chwilę...popatrzyła na towarzyszy... Jak taka garstka ma odwrócić bieg rzeki? a może w tym szaleństwie jest właśnie metoda? zastanawiała się zakładając kaptur kurtki na głowę... Popatrzyła jeszcze po swoim oporządzeniu ale nie zauważyła by czegoś nie miała. Zatem w drogę... powiedziała cicho tak jakby do siebie.
-
Wyruszyliście w podróż przez las do Larii. Przedzieranie się przez gęstwiny jest męczące, chwile oddechu łapiecie dopiero na polankach, lub jadąc wzdłuż brzegów rzeczek. Nagle dotarliście do dziwnego miejsca... Drzewa są tu obumarłe, pozbawione życia, liści i barwy. Ziemia jakby wypalona, a grobowa cisza jaka panuje wywołuje dreszcze. Śpiew ptaków, jaki słyszeliście przez całą drogę ustał, jest tylko cichy, mroczny powiew wiatru.
Nieopodal jest kurhan, gdzie pochowano około 200 uczestników starcia, w większości to ludzie, który napadli na Noldorów 127 lat temu. Ale nigdy tu tak nie było... Nie tak mrocznie, nie tak ponuro... Rzekła Lothiriel. Adela jest wyraźnie wystraszona, spoglądając na to przerażające miejsce. Wasze konie również są niespokojne.
-
Arstan
No to jeszcze klątwy brakowało, omińmy polanę i dalej w drogę, ale miejmy się na baczności
-
Kersijana
Spokojnie mój bracie... kładąc dłoń na szyi rumaka starała się go uspokoić. Znała go na wylot i wiedziała, że i tak sobie da radę, ale rozumiała też, że okazywanie wzajemne szacunku i pokazywanie że się martwi o drugą istotę umacnia tylko więź...
Sama zresztą dała się ponieść nastrojowi tego miejsca. Przytłaczająca cisza czy te kurhany, a może i jedno i drugi.... Coś jej mówiło, że ta cisz nie wróży nic dobrego. Przez ostatnie lata nie musiała się martwić o nikogo oprócz Mirillia Lassi , ale ostatnio coś się zmieniło. Popatrzyła na Elfa... Uśmiechnęła się do niego, choć uśmiech był niepewny i już nie tak wesoły jak zazwyczaj. Ino nadal ciepły,,,Taki z serca... Tak, zaczęło jej na kimś zależeć i to powodowało, że zaczęła się martwić....
Zauważyła wystraszoną Adelę i podjechała do niej.
Catherine, może Adela by mogła ze mną jechać przez jakiś czas? Miała nadzieję, że wojowniczka zrozumie jej sugestię mówiącą o tym, że w razie jakiejś walki Ona powinna skupić się bardziej na walce... Ich oddział nie posiadał zbyt wielu wojowników a nie chciała tego wypowiadać na głos by nie wystraszyć, i tak już przerażonego dziecka.
-
Catherine
Zmierzyła ją nieprzyjaznym spojrzeniem,wciąż miała w pamięci jej niedawne zachowanie,nie mogła jednak odmówić jej racji i temu że będzie lepiej jeśli przez chwilę pojedzie na koniu elfki....,dlatego szepnęła cicho do ucha siostrzyczki - Kochanie,pojedź z nią przez chwilę,pamiętaj jednak że jestem blisko.... - ucałowała ją jeszcze w głowę z wielką czułością i zaczęła jechać w stronę Kersijany by przekazać jej Adele
-
Kersijana
Wyciągnęła obie ręce do dziewczynki.... Uśmiechnęła się do niej przyjaźnie i przemiło... Chodź śliczna księżniczko.... Będzie mi raźniej z Tobą.... Skinieniem głowy podziękowała też wojowniczce....
-
Adela spojrzała słodko na swą siostrę i pocałowała ją w policzek. Po tym również wyciągnęła ręce w stronę Kersijany, a po chwili znalazła się w jej siodle, opierając się o Noldorkę plecami. To miejsce przepełnione złem, czarną magią... Przeznaczenie wzywa do pójścia naprzód, nie unikniemy jego spełnienia... Stwierdziła Lothiriel, zachowująca się niczym w jakimś transie. Tymczasem usłyszeliście syk ostrza wyciąganego z pochwy... To Beatrice dobyła miecza i ruszyła powoli naprzód, wprost na przeklętą ziemię.