Christophe Leroy
Dobrze... - postępuje tak jak mu każe. Ogłowie i uzdę chowa do swojej sakwy i wsiada na konia.
Wersja do druku
Christophe Leroy
Dobrze... - postępuje tak jak mu każe. Ogłowie i uzdę chowa do swojej sakwy i wsiada na konia.
Anna de Loiret
Rozglądała się wokół podziwiając ziemie swej ojczyzny... W końcu rzekła - Bretonnia to piękny kraj... Dawno tylko nie słyszałam dźwięku lutni, na jakiej to często się grywa. Sama też jestem w tym niezgorsza. Och co za szkoda, że nie wzięłam jej ze sobą uciekając z domu... Spojrzała wymownie na Alessio.
Alessio
Tak,faktycznie wielka szkoda,na pewno grasz tak pięknie jak śpiewasz.... - powiedział udając że nie zrozumiał aluzji - Tak będzie większa niespodzianka,a jak ją dostanie to może dzięki temu mniej z mieczem będzie latać....,dobra chłopie,kogo Ty oszukujesz? Ehh....
Anna de Loiret
Odwróciła się od ukochanego z kapryśnym wyrazem twarzy, zamykając oczy i głowę podnosząc lekko w górę. Czemu on taki niedomyślny? Skoro nie umie walczyć, może by chociaż mądry był...
Arathena
Anno! Ty grasz na lutni? oj.. to muszę kiedyś posłuchać. Zaiste wiele umiejętności masz... Nie dość, że piękna i prześlicznie śpiewa to jeszcze grać na instrumencie... Sądząc po tym jak miecz trzymałaś to i walczyć też umiesz.. tyle zalet w jednym ciele. Panie Alessio, diament.... diament, ino oszlifować tak drogocenny skarb...
Jeno giermek piękniejszym śpiewem nas obdarował... Aż miło by posłuchać jeszcze raz, prawda Anno?
Alessio
Nie musisz mi mówić Aratheno,nie musisz mi mówić - powiedział patrząc na nią z przyjaznym uśmiechem po czym przeniósł wyczekujący wzrok na giermka jako że jeszcze nie słyszał jego śpiewu
Techniczny
Chyba że słyszał,wtedy edyta pójdzie
Anna de Loiret
Och Aratheno ja... Ja nie wiem co powiedzieć - odparła zarumieniona całkowicie od tylu pochwał pod swym adresem. Najchętniej po prostu rzuciła by się elfce na szyję, ale jakoś opanowała emocje i poprzestała na pogładzeniu jej po dłoni. I prawda, masz rację, Christophe przepięknie śpiewa, musi to powtórzyć!
Arathena
Odwzajemniła uśmiech do Alessia jednocześnie głaskając Annę po dłoni... Oj nie zawstydzaj się. Trza znać swoją wartość...
Anna de Loiret
Nic nie odpowiedziała już elfce, przyglądała się jej tylko uśmiechnięta serdecznie, nie mogąc za bardzo zebrać się na to, by rzec coś sensownego. Wielce tylko żałowała, że już wyruszać muszą...
Liothannea w międzyczasie zaszeptała coś Trzmielowi na ucho, po czym wydłużyła strzemiona i dosiadła ogiera. Ruszyła naprzód, Świt podążył obok Niej zerkając od czasu do czasu na bretońskiego konia.