Christophe Leroy
Chcesz pani, abym ponownie zaśpiewał tamtą pieśń?
Wersja do druku
Christophe Leroy
Chcesz pani, abym ponownie zaśpiewał tamtą pieśń?
Anna de Loiret
Nie, zaśpiewaj jakąś inną, wesołą, nie chcę znów się smucić - odparła.
Christophe Leroy
Cholera... No dobra. Może mi się uda.
"Gdy się łączą ręce dwie w Imię boże
Przy ołtarzu w uroczystym blasku świec
Wtedy zwykła ludzka miłość jest potęgą
Bo z miłością Pani wielką splata się
Kiedy łączysz serca dwa w Imię boże
I związujesz między nimi mocną nić
Błogosławisz swoim dzieciom na wędrówkę
Pokazujesz co to znaczy umieć żyć
Pójdą odtąd na radości i na smutki
Zawsze razem, przy nim ona przy niej on
Twoja łaska szlak im będzie wyznaczała
Ina zawsze pójdą razem drogą tą
Teraz idźcie uśmiechnięci w Imię boże
Pamiętajcie dzień dzisiejszy a od dziś
Wasze ręce będzie trzymała Pani przenajświętsza
Jej słowo, Jej prawda, Jej myśl..."
Tym razem śpiew giermka nie był czysty i pozostawiał wiele do życzenia, może to obecność Alessia go speszyła.
Anna de Loiret
Christophe! Co ty wyprawiasz! Śpiewać ci się nie chce i udajesz że nie potrafisz!? Och, jakaż to podła, plebejska sztuczka! Zawiodłam się na tobie!
Arathena
Ależ ja też śpiewać nie potrafię... Nie zawsze wychodzi. Giermek pewnie stremowany... Śpiew jest piękny gdy z serca wychodzi jak i wiele innych rzeczy, a nie gdy posłuch ma i kazanie...... No nic czas chyba w drogę ruszać bo znowu zmarudziliśmy tu za długo...
Techniczny
Jeśli nikt już nic nie ma w tym miejscu do roboty to Arka Wychodzi na szpice i rusza do przodu.
Alessio
Przewrócił oczyma widząc jak Ania bez żadnego skrępowania beszta giermka - Nieszczęsny Christophe,teraz jego się uczepiła....,pogadam z nim na postoju,pewnie nawet nie umie śpiewać a ona się uparła że jest inaczej....
Christophe Leroy
Pani... Ja nie jestem śpiewakiem. Albo mi coś wyjdzie, albo i nie wyjdzie... I nic na to nie poradzę - Co to za oburzenie za jakiś śpiew... Świat się jeszcze nie zawalił, jeszcze. Zawsze mogło być gorzej - nie spodobało mu się to, ale wolał nie drażnić jej jeszcze bardziej, coby u ojca na niego jakiś głupot nie nagadała...
Anna de Loiret
Obmierzyła tylko giermka wzrokiem, położyła rękę na biodrze i ruszyła za resztą, poirytowana całą sytuacją.
Ruszyliście w końcu naprzód, cały czas jednak po coraz świeższych śladach wozów. Dopiero koło południa zjechały z polnej drogi na pobliską łąkę, dzięki czemu Arathena w końcu była w stanie dostrzec ślady jedynastu konnych. Jest pewna, że jedziecie właściwym tropem. Zrobiliście krótki postój by zjeść posiłek i załatwić naturalne potrzeby.