-
Kersijana
Widząc nienaturalny kolor krwi Adeli wiedziała, że mimo iż mała nie jest na pierwszy rzut oka poważnie ranna to sama sobie może z ta raną nie poradzić. Lothiriel spójrz na ten kolor. Pierwszy raz coś takiego widzę. Powiedziała w języku nordolskim by nie niepokoić małej.
-
Cathy ja nie wiem... Mamo! Adela! Krzyknęła nagle Betty, podjeżdżając do nich i gorączkowo oglądając ich rany. Lothiriel odparła Kersijanie w tym samym języku - widocznie oręż nieumarłych był zaklęty czarną magią. Królowa zamknęła oczy i wypowiedziała cicho, niesłyszalnie wręcz jakieś słowa. Jej pierścień jednak delikatnie zabłysnął błękitem tylko na chwilę, jest obecnie martwy, jakby bez żadnej mocy. Lothiriel otworzyła oczy i spojrzała zdziwiona na niego...
Siostrzyczko... Jęknęła zapłakana Adela i z trudem wyciągnęła rękę do siostry.
-
Catherine
Ile razy mam powtarzać byśmy opuścili to miejsce by do Was dotarło! Nie działa tu magia,panoszą się tu trupy i....i dwoje z nas jest ciężko rannych! - krzyknęła coraz bardziej poirytowana bezczynnością towarzyszy - Na co Ci durnie czekają?!Aż znowu trupy zasypią nas strzałami?! - złość jednak była wybiórcza bowiem podjechała do Adele tak że osłaniała ją z jednej strony i delikatnie ujęła ją za rękę mówiąc łamiącym sie głosem - Jestem siostro,jestem....
-
Artsan
No i skończyło się świecenie, już mi pięknego kaca nie zepsujesz zwrócił się do królowej no niech ktoś ją opatrzy, ja jej nie tknę, bo jak zemrze to mnie winić będziecie
-
Kersijana
Pani ranna jesteś to i moc twa słabnie. Ja nie pomogę Adeli teraz ale mogę pomóc Ci.... Nie zawsze stosuję magie by wyleczyć, A właściwie nawet bardzo rzadko.... i nie mogę dziewczynce teraz pomóc bo to czarna magia nią włada teraz, a na nią bezsilna jestem... Ty odzyskasz moc gdy sił nabierzesz to jej pomożesz...
Elfka położyła jedną swoją dłoń na ranie po włóczni, którą królowa miała w boku ciała....
Zamknęła oczy... Bardzo powoli skupiała się, oczyszczając swój umysł od jakichkolwiek myśli... Po długiej ciszy która zapadła w jej umyśle zaczęła nucić jakąś pieśń. Jej słowa stopniowo stawały się coraz głośniejsze i wyraźniejsze.
Cztery żywioły władają światem
I cztery żywioły maja swą moc.
Ja jestem wiatrem ziemią i wodą,
Ja ogniem ciepłym rozświetlam noc.
Cząstka mej duszy dla ciebie oddana
z miłości do życia w ofierze Ci dam
Tyle zła z rany z krwią Twą wylana
Zycie i zdrowie dla Ciebie mam....
Elfka śpiewając swoją pieśń skupiała się na cieple które wlewała w Królową, ale z każdą cząstką którą jej oddawała czuła jak słabnie...
-
Mimo, że Kersijana straciła wiele swych sił, to rana Lothiriel się nie zagoiła... Na nic twój wysiłek Kersi, to przeklęte miejsce tłumi magię - szepnęła królowa. Opatrz ją normalnie, pani, żeby się nie wykrwawiła - rzucił Tristan. Ale co z Adelą!? Dodała rozgorączkowana Betty, patrząc na ciemną krew dziewczynki.
Tymczasem widzicie, jak między drzewami szybko przemykają jakieś czarne sylwetki wojowników na koniach. Słyszycie również stukot kopyt, jakby galopujących.
-
Artsan
O jeszcze nie odpuścili, ruszcie dupy zamiast się mazgaić i uchodźmy stąd, a jak ktoś niewładny to go zostawiamy i po problemie
-
Kersijana
Kersi jak najszybciej zrobiła prowizoryczny opatrunek królowej... Catherine zabierz Adele, A ja na Mirilia Lassi Królową wezmę.. On silny to udźwignie.. Popatrzyła na wojowniczkę w geście zapytania... Masz rację, musimy stąd jak najdalej i jak najszybciej pojechać...
-
Catherine
Nie no,poczekajmy aż nas stratują,przecież nikomu się nigdzie nie spieszy....,ja tylko mówię o tym żebyśmy jechali od dobrych kilku minut ale lepiej jeszcze postójmy w miejscu.... - warknęła do wszystkich i z najwyższym trudem powstrzymała się by nie zdzielić Beatrice w twarz,jednak wzięła głęboki oddech i delikatnie przeniosła Adele na swojego wierzchowca,bacząc by nie podrażnić jej ran
-
Kersijana wzięła królową na swego rumaka, natomiast Catherine Adelę i ruszyliście naprzód, by przebić się przez to okrutne miejsce. Gnając galopem, dostrzegliście za sobą kilkunastu mrocznych jeźdźców, wyłaniających się z lasu. Dosiadają wierzchowców o przegniłej skórze, z poszarganymi grzywami i ogonami. Sami wojownicy mają na sobie okryte rdzą, ciemne zbroje płytowe, a wymachują długimi mieczami. Gonią was bezustannie...
Elrohir ustrzelił jednego z nich z łuku w pełnym galopie. Margaret nagle krzyknęła - uciekajcie, zatrzymam ich! Nie czekając na odpowiedź zatrzymała się i stanęła bokiem do nieumarłych jeźdźców oraz was, unosząc miecz do góry.