-
Christophe Leroy
Nie wspominajmy o tym wszystkim nigdy więcej... Tak właściwie to jak ty się wydostałaś z tego jeziora? - zapytał zmierzając w kierunku swego wierzchowca
Techniczny
Zmienia konia na "świeżego", niech poprzedni sobie trochę odpocznie od Krzysia. :P przywiązuje konia do siodła od razu
-
Arathena
Nimfa.... Nimfa wodna chciała mnie porwać.... Niepotrzebnie wskoczyłam do wody choć teraz myślę że to było i tak nieuniknione. Wydaje mi się, że one mają swoje sztuczki by do wody kogoś zwabić..
Myślałam, że utopi mnie ale zlitowała się w końcu i postanowiła mnie wypuścić...
Techniczny
Siada na swoją klacz dzięki temu nie musi ogiera wiązać do siodła. W górach raczej galopować nie będą to i związany koń będzie mniej upierdliwy xD.
Elfka ma cały swój ekwipunek?
-
Techniczny:
Elfka ma cały swój ekwipunek. Z Ważką przepadł tylko zapas żywności dla jednej osoby.
-
Christophe Leroy
Ano, zapewne mają... Dobra, mam dość tego miejsca, ruszajmy - wsiadł na swego wierzchowca
-
Ruszyliście dalej, słońce na szczęście wysuszyło włosy Aratheny. Droga bowiem pnie się coraz wyżej między coraz bardziej potężnymi szczytami gór i zaczyna być coraz zimniej. Często musicie zmieniać wierzchowce chcąc utrzymać przyzwoite tempo podróży. Z tego tez powodu posiłek zjedliście w siodłach. Na szczęście podróż przez przełęcz minęła bezpiecznie. Trakt zaczął się obniżać, późnym popołudniem wyjechaliście z gór i mogliście pognać naprzód. Po prawej stronie drogi, na zachodzie, rozciąga się ogromne bagnisko. Śmierdzi zbutwiałą roślinnością. O zmroku Arathena zobaczyła nagle stado jakiś ptaków, które ociężale poderwały się znad traktu.
-
Arathena
Mając w pamięci niedawną"przygodę z Nimfą Wodną" -Jak następnym razem będę chciała zrobić coś głupiego to zwyczajnie nie pozwól mi na to... Wysiliła się na odrobinę uśmiechu...
- widzisz te ptaki? Mam nadzieję, że nie żerowały nad jakimś truchłem...Chyba jesteśmy za daleko byśmy to my je spłoszyli, ale sprawdzić to musimy...
-Co proponujesz?
Zapytała zatrzymując konie...
-
Christophe Leroy
Następnym razem chyba po prostu Cię przywiąże do konia, będzie prościej - odparł starając się lekko uśmiechnąć, mimo, iż nie miał ochoty na żarty od wydarzeń nad jeziorem - Może i nie żerowały, ale skoro odleciało ich tyle to pewno coś je wystraszyło... W każdym razie - musimy rozbić gdzieś tutaj obóz albo znaleźć jakieś schronienie. Jechaliśmy cały dzień, a do tego nie spaliśmy dziś za długo... Ja coraz mniej widzę, więc bez pochodni to będziesz mnie musiała zapewne prowadzić za rękę, chyba, że uzbieramy drewna na nie... Albo sama pójdziesz, a ja postaram się nazbierać drzewa. Więc jak - odparł jej zatrzymując obok niej konia.
-
Arathena
Dobrze, Masz chyba rację.... Podjedźmy do tych drzew, tam przenocujemy.... Z ważką poszły na dno jeziora zapasy jedzenia więc nie przetrwamy na tym co zostało.... zajmij się końmi i nazbieraj trochę chrustu i jakieś z dwa , trzy grubsze konary, ale nie rozpalaj ognia zanim nie wrócę....pójdę może coś uda mi się upolować...
Aratchena poszła ostrożnie w kierunku w którym ptaki poderwały się w górę... Starała się być bardzo cicho....
-
Christophe Leroy
Dobrze - odparł jej, po czym złapał luzaka Aratheny za ogłowie i zaczął jechać w kierunku drzew znajdujących się po lewej stronie, po czym zsiada i przywiązuje konie do jakiegoś drzewa i zaczyna zbierać suchy chrust. Kładzie go w jedno miejsce, na kupkę. Zaraz po tym zabiera się za przytarganie 2-3 grubszych konarów.
-
Arathena przeszła kilkanaście metrów zanim ujrzała rozwłóczone przez dzikie zwierzęta zwłoki. Ptaki odleciały w kierunku drzew.
Christophe na czworakach zbiera chrust by go w ogóle w tej ciemnicy zauważyć. Uporawszy się z tym znalazł grubszy konar. Tylko powstał problem gdzie go zatargać. Kompletnie nie wie bowiem w którym kierunku ma iść by znaleźć obozowisko.