Robert:
Agnes nie odezwała się do Ciebie ani słowem, nie zareagowała też na pocałunek. Jej młodsza szwagierka zaśmiała się i wtrąciła - tak, to dobry pomysł.
Wersja do druku
Robert:
Agnes nie odezwała się do Ciebie ani słowem, nie zareagowała też na pocałunek. Jej młodsza szwagierka zaśmiała się i wtrąciła - tak, to dobry pomysł.
Robert
Nie mówiąc nic więcej udał się do ich kajuty z zamiarem zrealizowania pierwszej fazy planu,gdy dotarli na miejsce delikatnie położył Agnes na łóżku i starannie przygotował dla ich trójki prowizoryczne śniadanie. Po wszystkim zabrał się za jedzenie co jakiś czas zerkając kątem oka na swoją "siostrę".
Robert:
Agnes bez słowa zabrała się za jedzenie, ale wnet oburzona Charlotte stwierdziła - co z was za chrześcijanie! Nie zaczyna się posiłku bez modlitwy! I nie czekając, uklękła na podłodze oraz przeżegnała się.
Robert
Spojrzał na nią z powątpiewaniem i wydał z siebie głośne westchnięcie dezaprobaty jednak po chwili wahania postanowił że dotrzyma jej towarzystwa a przy tym przeprosi za poranne kpiny,dlatego uklęknął obok niej,przymknął oczy i złożył ręce do modlitwy...
Katarina
Spojrzała na Spytka trochę zaniepokojona, i chwilę milczała...
Mości Oswaldzie, wyglądacie na zaniepokojonego... wiedz, że zawsze możesz do nas przyjść i porozmawiać.
Robert:
Agnes również dołączyła do modlitwy. Gdy skończyliście, zabraliście się do posiłku, który wnet zjedliście... Hrabina położyła się bez humoru na łóżko.
Robert
Agnes,połóż się na brzuchu... - rzekł jak gdyby od nie chcenia bacznie wyczekując jej reakcji
Robert:
Nie - odparła, ale po kilku chwilach spełniła "przypadkowo" prośbę...
Robert
Nieomal znów się nie roześmiał widząc jej zachowanie,utrzymał jednak powagę chcąc by Agnes przestała się złościć i znów poczuła się szczęśliwa i kochana...Zdjął buty pamiętając jak jego siostra nie cierpi brudzenia pościeli i usiadł obok niej zaczynając delikatnie masować jej ramiona licząc że Charlotte także do niego dołączy i zabierze się za stopy kobiety...
Adalbert
Jeszcze mnie najdą przy tej stercie trupów i pomyślą że to mój pomysł był, bo tamten sobie poszedł... Pomyślał, i pojechał w ślad lazaryty do karczmy, w której przebywał przed odebraniem zlecenia.