-
Malcolm
Złapał się za czoło. Dlaczego przyszło mi spotkać tego nieokrzesanego idiotę... Nigdy by to nam nawet nie przeszło przez myśl, nie jesteśmy gwałcicielami, pani. Wybacz mojemu koledze, czasem chyba sam nie wie co mówi... Rzekł próbując załagodzić sytuację. Nie krzycz proszę, bo rana będzie Cię jedynie bardziej bolała.
-
Erilla
Rzeczywiście ładnie tu mruknęłam Jak chcesz to idź popływaj, ja rozbiję obóz
Nie chciałam wystawiać się na atak, ciągle pamiętałam wydarzenia sprzed godziny.
-
Catherine:
Dziewczynka usiadła ostrożnie na kocu, bacząc by nie urazić rany. W tym samym tempie podparła się rękami i wyciągnęła nogi przed siebie. Jeszcze dziś rano położył mi głowę na kolanach, nazwał siostrzyczką... Powiedziała cicho starając się opanować płacz.
Miejsce w którym się zatrzymałyście jest dość przyjazne, dużo drzew, słychać śpiew ptaków, a lekki wiaterek daje ukojenie...
Malcolm, Malacath:
Nie chcę by on mnie dotykał, zrób mi opatrunek panie, suknia i tak jest przedziurawiona to obwiąż ją bandażem... Dziękuję, że choć ty zachowujesz się godnie, panie - rzekła Rita.
Erilla, Kersijana:
Dalej jest spokój, strażniczka bez żadnych komplikacji rozbiła obóz, a Noldorka może wziąć kąpiel. W jeziorze widać tylko niewielkie rybki.
-
Catherine
Wiem że Ci ciężko,naprawdę.... - powiedziała ze współczuciem w głosie, siadając obok niej i delikatnie ją obejmując - Spróbuj coś zjeść,musisz zregenerować siły....
-
Catherine:
Nie jestem głodna - odparła kuląc się i przytulając do Ciebie.
-
Malcolm
Przemył ranę wodą ze swego bukłaka. Wziął bandaż od Malacatha i obwiązał kobietę dosyć ciasno na wysokości rany na plecach, na tyle jednak by nie sprawiał jej dyskomfortu.
-
Catherine
No zjedz chociaż odrobinkę....,proszę Cię.... - powiedziała pozwalając jej się przytulić i delikatnie głaszcząc po włosach
-
Catherine:
Naprawdę nie jestem głodna... Szepnęła już piskliwie. Chciałabym się tylko trochę obmyć...
-
Kersijana
O jaka miła jesteś... To ja przyrządzę nam potem coś dobrego do jedzenia... Przepiękne miejsce coby obóz rozbić....
Zeskoczyła z konia i rozpięła mu popręg by spokojnie mógł popas jakiś zrobić i kolką jego potem się nie przejmować... Po galopie chwile dla siebie musisz mieć jak najbardziej.
Popatrzyła przez chwilę na Łuczniczkę.... Po chwili jednak szum wody całkowicie ją zawłądnął.
Podeszła do brzegu jeziora i stanęła bosymi stopami w wodzie.... Wcześniej swoje buty przywiązała do siodła konia i również na nim położyła swój płaszcz .Delikatnie, jedną o drugą pomasowała swoje stopy, i zaczęła się powoli rozbierać.... Nie musiała się krępować drugiej dziewczyny bo przecie to było zupełnie normalne i naturalne.
Gdy była już rozebrana weszła do pasa i dłońmi rozsuwała powierzchnię wody. Widać że coraz bardziej jej się to podobało.....
Nie wiele się zastanawiając wskoczyła i popłynęła kawałek...
Erillio, jak cudownie... Naprawdę.... Nie wiesz co tracisz.....
-
Catherine
Cśśś,już spokojnie,zjesz jak będziesz miała ochotę....,co chcesz obmyć?