Sir George Srogi
Jeśli nabierzesz pani do garnca wody i wtedy to uczynisz to nic nie będzie stało na przeszkodzie, jeno zwazaj że o tej godzinie robi się naprawdę zimno. Możesz pani spróbować się obmyc za tamtym pagorkiem, w razie czego krzykne.
Wersja do druku
Sir George Srogi
Jeśli nabierzesz pani do garnca wody i wtedy to uczynisz to nic nie będzie stało na przeszkodzie, jeno zwazaj że o tej godzinie robi się naprawdę zimno. Możesz pani spróbować się obmyc za tamtym pagorkiem, w razie czego krzykne.
Katarina
Tom rada bym Ci była. Dyć nie boję się zimna bom z północy pochodzenie mam i do zimna przywykłam, ale uchowaj Boże by mnie nagusieńką ktoś z rycerzy obaczył. Ze wstydu bym się pod ziemię zapadła. Jako rzekłeś Mości Panie tak i uczynię. Uśmiechnęła się do rycerza i udała się za wskazany pagórek.
Techniczny
Kaśka idzie się umyć, i jeśli nie przydarzy się coś niesłychanego ;) to potem ubiera się i idzie spać.
Jeśli Grzesiek będzie grzecznie stał na warcie to przed snem jeszcze idzie mu podziękować za klacz i dobrej nocy życzyć.
A jeśli jednak jego śluby zakonne diabli wezmą,,, no cóż edytnę techniczny :P
Gdy Katarina się z ulgą już ubrała, dostrzegła ciemną sylwetkę jeźdźca w oddali... Widzi tylko tyle, iż w dłoni dzierży włócznię i dosiada lekkiego konia.
Lazaryta Tomasz
Mężczyzna w ciele potwora, rozmyślał, nie mógł zasnąć, miotał się na posłaniu na piasku pustyni i rozmyślał, po chwili stwierdził, że chyba najwyższy czas na samobiczowanie, by przepędzić myśli z jakimi nie mógł sobie poradzić...
Sir George Srogi
Podszedł nabrać wody do manierki, a następnie udał się w stronę namiotów żeby ktoś go na warcie zmienił.
Katarina
Nie jest to co by się wykąpać, ale starczyć i to musi. Pomyślała...
A ki czart o tej porze kogoś tu niesie? powiedziała cicho do samej siebie, widząc w oddali sylwetkę jeźdźca, i pobiegła w kierunku wartownika.
Sir George!, Sir George!.... Ktoś ku nam jedzie z włó...cz..nią.... zbrojny zapewne.... mówiła coraz ciszej... rozejrzała się dookoła i nie mogąc znaleźć rycerza pobiegła w kierunku śpiących towarzyszy...
Ejże wstawać, a chyżo. Ktoś po nocy się włóczy i za niedługo tu będzie. Wskazała ręką w kierunku jeźdźca.
Katarinie udało się zbudzić wszystkich towarzyszy. Natomiast konstabl widocznie nie spał wcale, bowiem klęczy z mieczem wbitym klingą w ziemię, opuszczoną ma głowę i coś szepce, w ogóle nie zwracając uwagi na Polkę.
Tomasz po łacinie
Dzięki za czujność panno Katarino, zwiadowca pewnikiem. Konie chyba trzeba do bitwy przysposobić, bo potem może być za późno.
Noc jasna jest, jak jest z widocznością? I otoczeniem, równo jest czy wydmy jakieś są?
Techniczny
Noc jest dość jasna, wiele oświetlają gwiazdy, rozchmurzyło się. Jeździec jest za pagórkiem, za którym myła się Katarina więc go póki co nie widzicie, ale zmierza w waszą stronę to wiecie od niej.
Katarina
Zdziwiona widokiem w jakim zastała Tomasza. Oszpecony przez chorobę, to rozum mój jest w stanie pomieścić, ale żeby samemu se rany do krwi zadawać? Toż to obłęd jakiś czy co?
Zaczęła jednak przygotowywać Ognista jak Tomasz przykazał.
Tomasz
Sposobię Groma - jak konstabl dalej w transie jest, to i jego konia do ewentualnej walki szykuję, o ile zdążę.
Lepiej konie rozkulbaczyć ponownie, niźli nie być gotowym. Samobiczowanie nieco pomogło, ale widok tych kobiet rozum mąci.
Charles de Tournemire
Kapłan wyszedł ze swojego namiotu z mieczem w ręku i spojrzał na Katarinę - Kto by do nas gnał w tej chwili? Człowiek księcia czy jakiś zbój?
Spytko:
Zerwał się na równe nogi. Siodłając Trzaskawicę po łacinie spytał Sam? Pewno zwiadowca jakowyś. Szybko przywdział kolczugę, założył hełm i dobył tarczy.
Katarina
Ehhh czujność Panie Tomaszu.... Przypadkiem ujrzałam. Całę szczęście, że w porę obmywać się skończyłam bo niechybnie by mnie zajechał od tyłu.
A pan Konstabl Wieczornej modlitwy jeszcze nie skończył? zapytała cicho ze zdziwieniem.
Surija
Obudziły ją ponaglania Katariny, biorąc przykład z innych dosiadła klaczy i czekała na rozwój wypadków mając w pamięci napomnienia rycerzy, coby do walki się nie mieszała.
Katarina (polski)
A juści, sam. Odezwała się na słowa Spytka. Ale nie wydaje mi się, że to zwiadowca. Musi spodziewać się w tej oazie jakiś ludzi więc nie szedłby jawnie na koniu przy nocy gwiazdami oświetlonej. Ja bym prędzej po nogach zakradła się jak na przeszpiegi bym chciała iść. Toć zwiadowca nie wie że wartę oddział w zwyczaju jest stawiać? Jeśli to szpiec jaki to albo niedoświadczony albo głupkawy.
Zresztą biegnij wartko panie sam na pagórek, to się przekonasz jaki to może być zwiadowca
Spytko po polsku
Samaś kolczugę przywdziej i spróbuj wartko w niej biegać warknął wyraźnie rozeźlony.
Katarina ( polski)
Ale nie dąsaj się panie na mnie bo nie dla zgryźliwości mówię przecie. Zresztą jeździec jest sam a nas pół tuzina prawie. Toż kolczuga pewno zbytkiem w takiej sytuacji. Ale Panie jak chcesz...
Panie rodaczkę masz przed sobą to wiesz że ja z dobroci serca popędzam a nie z nieuprzejmości... powiedziała trochę smutnym głosem...
Spytko po polsku
Jeźdźca jednego Waćpanno widziałaś, co nie znaczy, że sam jest w okolicy. Na szczęście szybko nas ostrzegłaś, miast samej zwiad czynić. A za uniesienie pokornie o wybaczenie proszę nagły uśmiech rycerza patrzącego wprost w oczy Katariny bynajmniej na pokorę nie wskazywał niewyspanym to i drażliwym nieco.
Sir George Srogi
Cóż się stało pani!
Katarina
O Przenajświętsza Panno... Takich oczu jeszcze żem nie widziała nigdy, Jak błękit nieba słonecznego. Kaśka czuła jak rumieniec jej na twarzy dojrzewa.
Zapomniała na chwilę o zwiadowcach i innych ważnych sprawach. Próbowała włożyć nogę w strzemię ale nie mogła oczu od Spytka oderwać.
Słowa Sir Georga sprowadziły ją jednaj na ziemię..
Gdy myłam się panie jak mi radziłeś za pagórkiem, w oddali spostrzegłam sylwetkę konnego.
Spytko
Nic już nie powiedział, uśmiechnął się tylko jeszcze bardziej, podkręcił wąsa i dosiadł Trzaskawicy.
Charles de Tournemire
Widząc, że inni dosiadają swych koni zrobił sam to samo.
Gdy do potyczki się już wyrychtowaliście, koni swych dosiadając i dłonie trzymając w gotowości do oręża dobycia, wreszcie wszyscy ujrzeliście owego jeźdźca, któren ukazał się wam wyjeżdżając zza pagórka. Możecie się mu dobrze teraz przyjrzeć, saracen to z całą pewnością. Zbrojny w kolczugę, na głowie hełm nosi obwiązany zawojem, a w dłoniach dzierży okrągłą tarczę i włócznię. U pasa ma miecz przypięty, dosiada zaś rumaka arabskiego o siwej maści.
Załącznik 1124
Wbił swą włócznię w ziemię doglądając was bystrymi oczyma i wykonał gest ręką, przesyłając wam pozdrowienie, milcząc na razie.
W tym czasie konstabl Boemund dalej klęczy i się modli, obojętny na to co wokół się dzieje.
Sir George Srogi
Uniósł rękę w pozdrowieniu i idzie w stronę wojownika.
Saracen ozwał się dość łamaną łaciną - jam jest Kasim ibn Haruna al-Mutasi, poddany Al-Mustadiego. Jam wysłannikiem z Bagdadu, zmierzającym ku Al-Arisz. Przyjaciółmi Bagdadu nie jesteście, Frankowie, ale też i nie wrogami, zatem przyjmijcie me pozdrowienia.
Sir George Srogi
Salam alejkum przyjacielu, nie trudź się, ja znam dobrze wasz język. Jestem jak widzisz zakonnikiem św. Jana, w jakim to celu zmierzasz? Napotkaliśmy się po drodze z waszym patrolem, który nie był tak przyjaźnie nastawiony jak Ty. - cały czas mówi po arabsku.
Ukłonił się delikatnie w siodle, gdy Sir George przyjaźnie do niego przemówił po arabsku - alejkum salam, dziękuję kawalerze, mój pan zlecił mi ważną misję, której celu ujawnić nie mogę, ale słowem poręczyć już to dla mnie nie problem, iż z łacinnikami ona nic wspólnego nie ma, także powodu do obaw nie macie. A chyba słowo rycerza respektujecie, bowiem jam farysem, wy nas rycerstwem niewiernym zwiecie. A ten patrol, który jak powiadasz napotkaliście, nie nasz był, pan Bagdadu nie wysyła tu swych żołnierzy wiedząc iż wojny między nim a Frankami nie ma. Byli to może Syryjczycy lub wojownicy Ajjubidów, którzy sposobności na wojnę szukają.
Techniczny
Farys mówi po arabsku do Sir George'a.
Charles de Tournemire
...Witaj. Chcesz się tu zatrzymać? - zapytał araba podejrzliwie
Być może, jak zezwolicie, wszak szlak ostatnio niebezpieczny gdy chmury wojny wiszą nad nami wszystkimi - odparł farys po łacinie Charlesowi.
Charles de Touremire
Cóż... Więc oczekujmy na decyzję.
Spytko po lacinie.
Skoro rycerskie słowo dajesz, że nie jesteś nam nieprzyjacielem, to ja nie mam żadnych zastrzeżeń. Ostatni kiep nie pozwolił by skorzystać z oazy na pustyni spragnionemu, któren nieprzyjacielem nie jest, nawet jeśli inną wiarę wyznaje. Komenda jednak nie przy mnie. Trza czekać co dowódca rzecze, gdy modły skończy.
Kasim skinął życzliwie głową Spytkowi. Konstabl jednak dalej obojętny na wszystko klęczy modląc się czy rozmyślając, jest jakoby nieobecny, może sam Bóg go na chwilę zabrał do swego królestwa, by do niego przemówić? Wielki to rycerz i naznaczony chorobą, która przez jednych uważana jest za karę boską, zaś przez innych jako próba zesłana przez Pana...
Tomasz po arabsku
I ja nic nie ma przeciw temu byś do nas dołączył. Spróbuję spytać konstabla kiedy modły skończy.
Idę do konstabla i po łacinie pytam
Panie modlitwa dobra rzecz, ale bardzo się w niej zapamiętaliście, wysłannik z Bagdadu prosi o zgodę by mógł z nami obozować, waszej decyzji czekamy Panie, ale my nic naprzeciwko temu nie mamy.
Gdy Tomasz zbliżył się do konstabla i zaczął do niego mówić, ten drgnął i spojrzał na niego swym ponurym obliczem. Rzekł głośno po chwili - niechaj zostaje, jestem mu to winien... Wstał po tym i już nic więcej nie mówiąc oddalił się kawałek. Allahu zmiłuj się nad nami... W Bagdadzie matki dzieci nim straszą... Powiedział Kasim po łacinie, jak wryty odprowadzając wzrokiem Boemunda.
Charles de Tournemire
Zatem rozgość się tu, skoro uzyskałeś zgodę, przybyszu. Nie bój się zarażonych trądem. Nie zarazisz się - po czym zsiadł z konia, przywiązał go do czegoś porządnego i schował miecz do pochwy jednocześnie przyglądając się konstablowi. Zastanawiało kapłana czemu powiedział "jestem mu to winien...". Czyżby żałował za swe walki z arabami?
Tomasz po arabsku do Kasima by konstabl nie słyszał
Mości Kasimie, zetknęliście się sami z rycerzem Boemundem ? Bo rzekł, że jest Wam to winien, a to dwojako rozumieć można... I bezpieczni tu jesteście prawa gościny przestrzegamy.
Istotnie zetknąłem się - odparł cicho farys w tym samym języku. Takoż i moi synowie i żona się z nim zetknęli podróżując z karawaną do Damaszku. Boemund z kilkoma rycerzy napadł na karawanę w furii, mordując wszystkich mężów. Trzej moi potomkowie zginęli, mnie ranił, żonę oszczędził. Rzekł wtedy, że to w akcie zemsty na nas... Mówił dalej coraz to smutniejszym głosem. Zapewne chodziło mu bardziej o zemstę na nas, wiernych, aniżeli konkretnie na mnie i mej rodzinie, bowiem innych też wybijał bez litości, jeno kobiety szczędząc i mnie, gdy po pojedynku z nim leżałem ze zranioną ręką i bez oręża. Może teraz sumienie go zadręcza... Ale dla własnego dobra, strzeż się go panie. Wasz Bóg chyba go opuścił...
Katarina
Praktycznie nic nie rozumiała z rozmowy. Jej myśli zresztą zaprzątało w tej chwili coś innego. Dwóch rycerzy. Jeden naznaczony bliznami po ciężkiej chorobie, ale nic nie ujmującej jego rycerskości. Drugi wydawał się być bardziej bezpośredni... i te jego oczy...
Chyba będę musiała na spowiedzi u ojca Charlesa o pokutę prosić, bo myśli zaczynam mieć nieprzyzwoite.
Charles de Tournemire
Ehh... Chyba się domyślam czemu... No nic, rozgość się tu, ja natomiast idę spać. Dobrej nocy wszystkim - odpowiedział tak, by konstabl nie usłyszał i udał się do swego namiotu.