Robert, Bertrand:
Dobrze Robercie, poślij po drodze, a ty Bertrandzie... Niechaj będzie, ale nie zabij mnie przy okazji - kobieta zaczęła się śmiać.
Wersja do druku
Robert, Bertrand:
Dobrze Robercie, poślij po drodze, a ty Bertrandzie... Niechaj będzie, ale nie zabij mnie przy okazji - kobieta zaczęła się śmiać.
Robert
Również się roześmiał i pokręcił jeszcze głową z dezaprobatą,komentując w ten sposób nieudolność francuza po czym poszedł szukać pachołka by wydać mu polecenia a gdy to uczyni zamierza podejść do Gawaina.
Bertrand
Postaram się... po czym odprowadził wzrokiem Roberta.
Robert:
Posłałeś pachołka po wodę i bandaże, oraz podszedłeś do Gawaina, widzisz jak przy półce stoi i ogląda jakiś sztylet, wydaje się być nim zauroczony, w ogóle nie zwraca na Ciebie uwagi.
Bertrand:
Agnes ogląda sobie cały czas ranę, zakrywając dłonią resztę mniejszych ran na stopie. Tymczasem widzisz, jak jakiś znajomy rycerz przechadza się w jedną stronę to w drugą... Znasz go, ale nie możesz sobie przypomnieć skąd.
Robert
Witaj mości Gawainie! Jak tam ucztę waszmość znajdujesz? - zagaił przyjacielsko nie dając po sobie poznać zaniepokojenia jakie nim targnęło gdy ujrzał broń w jego rękach
Bertrand
Przeszkodził na chwilę Agnes Wybacz pani, nie wiesz kim jest ten jegomość? pokazał ręką na chodzącego rycerza, który przykuł jego uwagę Wydaje mi się, że skądś go kojarzę, ale jak przez mgłę.
Gunter
Nieobecny i dziwny ten Adriano, milczek jak. Chędożyć, zabawić się spróbuję, co i tak do stracenia mam? Nic. Miana przez tego chędożonego Duńczyka zdradzać nie mogę. A żeby go szlag trafił. Chędożę to! Nic tu po mnie. Jerozolima to mój cel. Potem mogę zemrzeć. Rycerz zerka kilka razy na córkę hrabiego. Uśmiecha się do niej.
Robert:
Gawain aż drgnął, gdy do niego przemówiłeś, widac że był całkowicie pochłonięty oglądaniem sztyletu. Ach, pan de Modica... Uczta wyborna, ale nie mogę radować się w pełni bo właśnie prezent dla hrabiego oglądam, na zakończenie naszego sporu... Piękna ostrze, czyż nie? Sztylet jest bardzo zdobny, Gawain przejechał nim delikatnie po dłoni, od razu poleciała krew.
Bertrand:
To Gawain de Montrose, przeklęty człowiek... Wróg pana Ibelina... A może on... W międzyczasie pacholikowie przynieśli miskę z wodą i bandaż. Agnes położyła zakrwawioną, mimo to wciąż piękną stopę na drugim krześle, dając Ci do opatrzenia. Serce znów Ci szybciej bije i masz ochotę z całą czułością zaopiekować się tą kobietą...
Gunter:
Córka hrabiego zaczęła gładzić sobie włosy odwzajemniając uśmiech, cały czas spogląda na Ciebie zadowolona, jakoby wyczekując.
Robert
Zaiste przepiękny Panie, czemuż więc się nie radujesz? Hrabia na pewno będzie zadowolony z tak zacnego prezentu - powiedział z sympatią w głosie, jednak w głębi serca miał coraz większą pewność że to jednak ten człowiek,nie mógł jednak nic zrobić bez dowodów,już raz się wydurnił w tej sprawie i nie zamierzał popełnić kolejny raz tego błędu
Bertrand
Ach wiem już skąd go znam! To on bił się z panem z Ibelinu w karczmie! I wtedy... Ach zresztą, szkoda do tego wracać, a i wstyd mi to wspominać, właściwie jeno wstyd się do mnie w Ziemii Świętej garnie... Albo sam go na siebie ściągam. No nic. Zobaczmy. Bertrand bierze stopę pani do ręki i zaczyna delikatnie i powoli przemywać. Potem obwiązuje ją dokładnie bandażem.
Gunter
Podchodzi do niej i wykonuje lekki skłon Pani? Mogę do tańca pani poprosić? To byłby dla mnie zaszczyt z takim pięknem wspólnie bawić się i tańcować.
Adriano
Wybacz Gunterze ale obserwuje wszystkich dookoła. Myślę tak samo jak ty - Szeptem do Guntera przechodząc blisko i obok niego
Robert:
Och, żywię nadzieję że będzie zadowolony - odparł tylko krótko Gawain, po czym schował sztylet w przypiętej do pasa pochwie i przysłonił płaszczem, następnie zaś rzekł - jeśli wybaczysz panie, chcę jeszcze w tańcach udział wziąć, nim hrabia zapomni o naszym sporze... Na wieki, mam nadzieję.
Bertrand:
Agnes spytała - zanim przybyłeś do Ziemi Świętej było inaczej? A tym głupcem de Montrose się nie musimy przejmować, Bóg mu rozumu poskąpił by mógł zaplanować w ogóle jakąkolwiek zdradę. Skończyłeś opatrywać akurat ranę, choć zmęczona Agnes póki co położyła stopę na twych udach, obserwując wciąż Gawaina de Bijoun rozmawiającego z Robertem. Tymczasem Ty cieszysz się, że nie zdjąłeś kolczugi bo choć sprawia teraz ból, to oszczędza kompromitacji...
Gunter:
Dla mnie to również zaszczyt - odparła nadobna dziewczyna, po czym podała Ci dłoń i poprowadziłeś ją na środek sali, dołączając do tańca. Jest skocznie, bardzo miło a szybka muzyka wprawia was w dobry nastrój. Mimo, że nie umiesz tak naprawdę tańczyć to Bóg Ci sprzyja, nie potykasz się zbyt często o nogi swej partnerki ani nie ranisz jej jak Bertrand. Po skończonym tańcu dalej trzymając Cię za rękę odprowadziła Cię za kolumnę, gdzie skryliście się przed wzrokiem reszty. Objęła Cię oburącz i spojrzała w Twe oczy...
Adriano:
Zabawa trwa w najlepsze, nawet początkowo niechętny temu Gunter wziął do tańca piękną córkę hrabiego, po tym zaś udał się z nią gdzieś. Hrabia dalej tańczy, nie wydaje się by coś mu zagrażało... Ale może to tylko pozory?
Robert
Oczywiście Panie,miłej zabawy - odparł mu wracając do Bertranda i Agnes, gdy do nich podszedł powiedział do Agnes - Ehh,sam nie wiem co o tym myśleć - siadając ciężko na krześle
Bertrand
Zanim Robert do nich podszedł Ano było inaczej. Był smutek, lecz nie było wstydu. A przynajmniej nie tyle. Druga stopa nie wymaga opatrunku?
Do Roberta I cóżeś panie widział? Co Gawain prawił?
Robert
Powiedział tym razem do obojga - Ten człowiek wprawia mnie w zadumę......, bawił się sztyletem którym zresztą specjalnie się zaczął, mówił że to prezent dla hrabiego i liczy że ten zapomni o jakimś ich sporze na wieki....,wcześniej zaś o atrakcjach mówił. Albo jest bardzo,hmm, specyficzny albo faktycznie planuje zamach - skończył mówić gdy jego wzrok przykuł mężczyzna którego wcześniej nie zauważył,przechadzał się w tą i z powrotem wpatrując się w przestrzeń - A ten oszalał czy jak?! - i zapytał - A ten długo tak spaceruje? I właściwie co to za jeden, prawdę mówiąc to on mi prędzej na zamachowca wygląda.....
Gunter
Patrzy się w jej oczy i powoli zbliża swoją twarz do jej.
Robert, Bertrand:
Jeden z was musi być przy de Bijounie jak będzie wręczał prezent Rajmundowi, ciężko mi uwierzyć, iż to on ale warto być przezornym. A ten to Gawain de Montrose, nie wiem czy był z hrabią w sporze i czy chce go zabić, ale to dureń i prostak do tego. Raczej by nie przemyślał niczego groźnego... Nie Bertrandzie, nie wymaga opatrunku - kobieta mówiła nie zdejmując nogi z ud Francuza
Gunter:
Aurora pocałowała Cię prosto w usta, po czym zaczęła gdzieś prowadzić...
Robert
Bertrandzie zatem musimy współpracować,ja będę przy de Bijounie jako że go już znam,Ty miej pilne baczenie na Montrosa,Pani obserwuj wszystko z oddali,dodatkowa para oczu zawsze się przyda.
Gunter
Coby o tym żona ma pomyślała? Gdyby jeszcze żyła? Muszę się trochę zabawić. Dzieciuchy niewdzięczne gryzą się teraz między sobą pewnie w Regensburgu, zaś ich braciszek ogląda Pana. Ach dość na tę noc. Daje się prowadzić, idzie za nią.
Bertrand
Mam go zaczepić czy jeno obserwować z daleka? Rozmawiałem już z nim raz w karczmie, lecz nie wiem czy mnie zapamiętał, chyba jednak lepiej się nie zdradzać, bo nabierze podejrzeń.
Adriano
Podchodzi pod towarzyszy - Gunter gdzieś z córką hrabiego poszedł więc mamy jedną pare oczu mniej. Mam coś zrobić? - w miarę cicho
Robert, Bertrand:
Ja będę obserwowała stąd, Robercie spróbuj zatańczyć z jakąś damą i zbliż się wtenczas do Gawaina, bacz na niego. Umiesz tańczyć? Ty Bertrandzie zagadaj do de Montrose'a, wymyśl coś na Boga.
Gunter:
Córka hrabiego, piękna Aurora poprowadziła Cię do swej komnaty. Jest w niej duże, kryte łoże z potulną pościelą. Jestem taka samotna, potrzebuję bliskości z dzielnym rycerzem, och daj mi to - rzekła obcałowując Cię.
Adriano:
Idź z Bertrandem do Gawaina de Montrose - odrzekła Agnes.
Robert
Pani tu jest problem bowiem prawdę mówiąc jestem kiepskim tancerzem i dlatego się do tańca wcześniej nie rwałem, lepiej będzie jak podejdę do niego gdy się do hrabiego zbliży niźli damę jakową podepcze - tu spojrzał z lekkim kpiącym uśmiechem na Bertranda
Gunter
Och dam odwzajemnił to i czule zabrał się do roboty.
Bertrand
Uśmiechnął się nieznacznie i rzekł żartobliwie Zawsze Ty możesz panie iść na Montrose'a baczyć, a ja sobie jeszcze pohulam... i ładne stopy będę opatrywał... zwrócił wzrok na nogę Agnes, leżącą na jego udzie.
Robert, Bertrand, Adriano:
Daj mi minutkę Robercie, pokażę ci jak się tańczy tylko odetchnę. A pan Bertrand mógł mi rzec, że tańczyć nie umie to bym go nauczyła wpierw nieco, a dopiero potem dała sobie ostrogą poranić stopy, do których się szlachetny panie teraz niemal ślinisz. Istotnie, francuski rycerz ma w głowie różne wyobrażenia i marzenia, gdy obserwuje piękne nogi Agnes... Bertrand znów całkowicie uległ urokowi tej kobiety, z jeszcze większym trudem usiłuje panować nad sobą...
W miedzyczasie widzicie, jak Godwyn zostawił swą wybrankę i gdzieś się udał... Nie wiecie dokładnie gdzie.
Gunter:
Dalej przeżywasz chwile rozkoszy z panną Aurorą, rozdzialiście się całkowicie i pogrążyliście w cudownych pieszczotach i nie tylko...
Robert
Przytaknął jej tylko głową z lekkim uśmiechem i udał że nie widzi jak bawi się kosztem Bertranda,począł obserwować dwóch dziwaków co jakiś czas zerkając na hrabiego.
Bertrand
Ekhm, ee... No cóż, w takim razie zajmę się panem Montrosem. Wybacz pani wziął nogę Agnes i położył ją na krześle obok, wstał i udając, że podziwia bogate rzeźby podszedł jakoby od niechcenia do Gawaina Jak się waść bawi?
Gunter
Robi swoje do końca.
Robert, Adriano:
Agnes zaczęła się chichrać widząc odchodzącego Bertranda, pokręciła po tym głową i rzekła, wstając z trudem - chodź Robercie, teraz będą przygrywać Chanterai por mon corage, tą pieśń co żem wcześniej śpiewała, idealna by na spokojnie cię poduczyć. W międzyczasie będę obserwowała Gawaina, ty się skupiaj na tym by mnie nie dobić - zaśmiała się lekko. Ty panie de Silan też może weź jakąś pannę i w obserwacjach nam pomóż, lub też patrz stac, twoja wola.
Bertrand:
Jak się bawię? Dobrze! Ha! Ten głupiec de Ibelin... Niech ja go dopadnę, niech się uczta skończy... A, to ty! Tyś go walnął kuflem! Odpowiedział Gawain.
Gunter:
Aurora w trakcie rzekła - och ile to ja nie zaznałam takiej czułości, ile to już czasu! Och tak cudownie...
Bertrand
Ano ja, nie przedstawiliśmy się wtedy sobie, me miano Bertrand de Toulouse. Zalazł on panu za skórę, co? Cóż waszmość na tego wieśniaka szykuje? rzekł z ciekawością w głosie, tak jakby też chciał Baldwinowi na złość zrobić.
Gunter
Hehe, ja też pani. Robi swoje do końca.
Robert
Również zaśmiał się lekko i powiedział - Zrobię co w mojej mocy Agnes, a Ty bądź moimi oczami - po czym podał jej rękę
Adriano
Na licznych balach we Włoszech stroniłem od tańców ale co nie co się spróbowało więc myślę że sprawdzę się lepiej od Betranda - w miarę cicho do Agnes
Adriano szuka wolnej damy.
Bertrand:
Zalazł za skórę, bo poparł Boemunda de Moulins, kiedy ten króla prosił o ukaranie mnie za rzekome tchórzostwo w bitwie! A to zwykłe kłamstwo! Przeklęty łotr, dopadnę jego i wszystkich, którzy mi staną na drodze, wszystkich! Ów Gawain ma ogromne szczęście, że na sali jest głośno i reszta gości nie słyszy co mówi...
Robert:
Złapałeś Agnes za obydwie dłonie, bardzo ma delikatne i miłe w dotyku, nie dziwisz się Bertrandowi, że z taką radością jej dotykał... Wyszliście pośród inne pary, także obok tańczącego Gawaina de Bijouna i wnet zagrała muzyka oraz rozbrzmiał śpiew. Agnes cichymi słowami oraz własnymi krokami stara Ci się pokazać, jak dobrze zatańczyć, cały czas też zerka na Gawaina. Póki co, całkiem nieźle Ci wychodzi, dzięki skupieniu całej uwagi na nie poranieniu i tak już rozciętej ostrogą, delikatnej stopy Agnes.
Gunter:
Skończyliście wreszcie, dawno nie czułeś się tak wspaniale. Wnet jednak rozległo się głośne pukanie do drzwi, a Aurora zaczęła głośno jęczeć, jakoby ją coś bolało i miała się zaraz rozpłakać...
Adriano:
Jedyna wolna dama to żona Godwyna - Svenja, którą mąż na chwilę zostawił. Wygląda na sympatyczną kobietę, zapewne zechce zatańczyć.
Adriano
Tańczyć z żoną tego barbarzyńcy nie zamierzam - Adriano czeka i szuka innej wolnej damy
Bertrand
Ja na pewno nie zamierzam panu stanąć na drodze... W każdym razie życzę powodzenia i miłego wieczoru. Oddalił się z powrotem na miejsce, gdzie przed chwilą opatrywał stopę Agnes, usiadł na krześle i obserwował tańczące pary, bacząc przy tym na hrabiego. Przecie to nie wygląda na trudne. Jakżem mógł tak się zbłaźnić przed wszystkimi?
Gunter
Przeklinam ciebie i twoje potomstwo cudzołożnico mówi po czym skacze przez okno. W locie Synalku przykro mi, nie spotkamy . Och okrutni aniołowie na tej ziemi. Legendą chiał jam być. Trudno. To koniec.
Techniczny
Zrąbałem xD. Dzięki za grę.
Robert
Uśmiechał się sympatycznie do Agnes,naprawdę polubił tą kobietę mimo że czasem miała swoje humory,skupiał całą swoją uwagę na wcielaniu w życie jej wskazówek i dostosowaniu się do nadanego przez nią rytmu,przypomniało mu to inną ucztę i inną partnerkę.....
Anno Domini 1168,posiadłość rodu de Modica
Oj Robercie musisz ze mną zatańczyć,nie przystoi by gospodarz nie dał przykładu reszcie gości i nie zatańczył ze swoją wybranką choć raz - powiedziała kobieta słodkim głosem do potężnie zbudowanego mężczyzny siedzącego obok uwieszając mu się przy tym na ramieniu,swą urodą zdecydowanie przewyższała wszystkie pozostałe damy przybyłe na ucztę a nawet żonaci goście co jakiś czas patrzyli w jej stronę nie mogąc oderwać wzroku od żony gospodarza co i rusz nieskutecznie przyprowadzani do porządku przez kuksańce wymierzane przez ich zazdrosne małżonki. Mężczyzna westchnął ciężko i odparł -Julio,słońce Ty moje, wiesz przecież że taniec to nie jest moja mocna strona - na to kobieta zachichotała lekko i odparła - Wiem aż za dobrze skarbie,przecież poznaliśmy się gdy podeptałeś me nogi w tańcu, ale jak mi je potem wymasowałeś - na to wspomnienie mężczyzna mimowolnie się uśmiechnął a kobieta aż zamruczała z rozkoszy przymykając oczy trwali tak chwilę utuleni do siebie gdy odezwała się zdecydowanym głosem - I teraz musisz się ponownie przełamać,nie bój się będę przy Tobie i cały czas będę Ci przekazywała wskazówki - po czym ujęła go ręką za twarz i spojrzała mu głęboko w oczy przygryzając wargę,znał to spojrzenie,wiedział że jest na straconej pozycji a ona nie odpuści dopóki nie postawi na swoim - Dobrze już dobrze, ale poleć trubadurom żeby zagrali jakiś wolniejszy kawałek - Julia aż zapiszczała z radości i ucałowała go gorąco w policzek,natychmiast wstała i poprowadziła męża na środek sali po drodze rzucając mijającemu ich pachołkowi z uśmiechem - Przekaż muzykom żeby zagrali Chanterai por mon corage - gdy wyszli na środek sali rozległ się cichy pomruk pomiędzy przybyłymi gośćmi a wszystkie tańczące pary zrobiły miejsce dla gospodarzy spoglądając na młodą parę z zazdrością. Mężczyzna przełknął ślinę i poczuł się wyraźnie nieswojo,jednak kobieta widząc niepewność partnera natychmiast nachyliła mu się do ucha i szepnęła - Kochanie,będzie dobrze,skup się na mnie i na moim głosie - wkrótce muzycy rozpoczęli pieśń i wszyscy ruszyli do tańca, Robert wraz z Julią zaczęli bardzo powoli by później podłapać właściwy rytm,wydawało się że kobieta wręcz unosi się nad ziemią,nawet nieporadny Robert przy ciągłych instrukcjach ukochanej wychodził na dobrego tancerza, rozległy się szepty wyrażające podziw i zachwyt a wszyscy wręcz przystanęli by móc oglądać cudowny taniec dwójki gospodarzy. Choć bliższym prawdy byłoby stwierdzenie że patrzyli na Julię od której wręcz biła gracja i wdzięk. Gdy melodia ucichła rozległy się gromkie brawa a kobieta ponownie szepnęła do ucha Robertowi z szerokim uśmiechem na ustach - I jak mój drogi? Chyba nie było tak źle - zamiast odpowiedzi ujrzała jedynie szczery uśmiech na twarzy męża który po chwili złączył się z wybranką w namiętnym pocałunku......