-
Vito:
A... To klucz od domu. Dorobiłem sobie zapasowy, na wypadek, gdybym zgubił ten pierwszy, oraz po to, aby mój pewien przyjaciel mógł do niego wejść w razie, gdyby mnie nie było. Deszcze i te sprawy. A czemu pytasz?
Dan:
No nie wiem czy to nic wielkiego, ale zrobisz jak uważasz... W każdym razie leć do miasta i odbierz nagrodę za odkrycie tego czegoś. Pewnie kapitan Wulfgar coś naszykuje dla Ciebie. A, no i nie zapomnij im powiedzieć, żeby przysłali mi tu na farmę kogoś do ochrony. Armii trupów to my nie powalimy sierpami i kijami.
-
Dan
Powiem,ale wiesz jak to jest ze strażą....zrobię jednak co w mojej mocy....,a Wy trzymajcie się,na pewno niedługo znów wpadnę w odwiedziny - rzekł podając mu rękę na pożegnanie i udając się do kaplicy Vatrasa
-
Vito
Prowadzimy śledztwo, ale nie mogę powiedzieć nic więcej póki wszystko się nie wyjaśni. No nic. Muszę jeszcze przeszukać Twoją chatę. Wybacz, takie są procedury, postaram się niczego nie rozwalić i odstawię wszystko na miejsce po rewizji. Rzekł kierując się do budynku. Jeśli handlarz nie protestuje to sprawdza materac w łóżku, pościel, poduszkę, przeszukuje szafki, szuflady. Szuka ukrytego włazu i luźnych desek w podłodze. Stara się niczego nie zniszczyć a sprawdzone przedmioty odstawia tam gdzie były. Szuka przede wszyskim mieczy, ale także zwojów i mikstur typowych dla straży. Pokaż jeszcze zawartość kufra i koniec.
-
Rhen
Hmm. No dobra wezmę go bo na pewno będzie lepszy od tego mieczyka. Ile to będzie?
-
Edward
Chyba żeś korsarzem, jak list kaperski okażesz to i nie przeszukają okrętu - odparł łapiąc głębszego łyka rumu. Ale jedno co w Khorinis dobre, to zamtuz, dobre tam dziewuchy aaahahaha!
-
Falmir:
Stoi za Rhenem, przeglądając jednak okazałości (tj. miecze) sprzedawcy.
-
Edward:
Ano dobre, dobre. A i ładne. Jeszcze rumu? - zapytał, widząc, że jeszcze kilka chwil i po butelce pewnie nic nie zostanie.
Vito:
No niech ci będzie, ale jak coś stłuczesz i namieszasz to potem będziesz za to odpowiadał. A i nie grzeb mi w moich listach - powiedział marudnie. Przeszukując dom nie zauważyłeś niczego podejrzanego. W domu handlarz trzyma pełno jakiś pergaminów, książek czy najpotrzebniejszych jemu rzeczy - pieniądze, żywność czy przygotowane już mikstury na sprzedać. W piwniczce zaś znajduje się mnóstwo ziół i ampułek z jakimiś płynami oraz składniki będące bazą do przeróżnych mikstur czy innych substancji. Rzeczy typowych dla straży tu nie widzisz, chociaż ich mikstur to ty i tak nie odróżnisz od jego.
Rhen:
125 sztuk złota. Tyle co za ten szeroki - odparł ci kupiec. Zauważyłeś, że również Falmir podszedł do straganu i ogląda bronie Hakona...
Dan:
Mag wody wertuje w swej kaplicy jakieś notatki. Nie zauważył Cię jeszcze i o dziwo chyba nie odprawił jeszcze żadnego kazania, czy to nie przedstawił jakiejś opowieści...
-
Vito
No nic, to chyba tyle... Ach nie, byłbym zapomniał, czy sprzedawałeś komuś ostatnio zwój snu?
-
Dan
Wielebny,czcigodny Hyglas dotarł bezpiecznie do klasztoru...., i w czasie walki użarła mnie jedna z tych odrażających istot....moglibyście rzucić na to okiem? - powiedział podchodząc nieco bliżej
-
Rhen
Proszę bardzo - Wyciąga odpowiednią sumę pieniędzy i przekazuję ją Hakonowi.
-
Edward
Nie! Moje wielkie plany nawalenia się jak prosiak muszą poczekać! Wykrzyknął nagle oświecony, podnosząc palec wskazujący do góry. Nie wiesz, czy nie potrzebuje tu ktoś kogoś sprawnie machającego kordelasem? Potrzebuję złota! Musi mi starczyć na 20 kurtyzan bym spełnił swe marzenie, aaahahahaha!
-
Dan:
Mag schował od razu notatki i zamknął w kufer, byś mu zapewne nie czytał niczego. Od razu po tym wstał i spojrzał na twoją rękę - To chyba nic poważnego. Choć na wszelki wypadek oczyść tę ranę i przyłóż sobie do niej jakiś okład z ziołami leczniczymi. Najlepiej by była jakaś maść, choć zwykłe zioła też powinny się nadać - W każdym razie... Interesują Cię jeszcze jakieś zadania?
Vito:
Zwój snu? Nieee. Nie sprzedałem ostatnio nikomu czegoś takiego. Zresztą... To dosyć bezużyteczne zaklęcie. Chyba, że ma się zamiar ktoś komuś włamać do domu, czy to zabić bez problemu.
Rhen i Falmir:
Kupiec wziął pieniądze i podał ci twój nowy miecz. Wygląda w porządku i jest na pewno lepszy niż ta twoja stara wykałaczka - Cóż, dzięki. A Ciebie żołnierzu coś interesuje ciekawego?
Edward:
Praca powiadasz... Wojsko szuka najemników i sowicie płacą. Dzisiaj coś takiego usłyszałem. Pewnie sami nie chcą sobie brudzić rączek jak i straż hehe. Chyba, że praca u tych pajaców z mieczami Cię nie interesuję, to wtedy może coś innego się wymyśli - O rany. Co za czub. Niech no spieprza mi stąd jak nie chce rumu, bo mi klientów odstrasza.
-
Vito
W porządku. To tyle. Dzięki za współpracę. odparł handlarzowi, po czym udał się do przybytku Hanny.
-
Rhen
Zakłada nowy miecz i od tej pory go używa. Falmirze spotkajmy się na placu wisielców zaraz - Idzie do Pecka by zwrócić starą broń.
-
Falmir:
Nie całkiem. Ale ciekawa broń. Po czym odwrócił się do Rhena i podszedł w stronę placu wisielców, po czym zapytał się go Spotkałeś może jakiegoś z tych strażników? Bo dwoje z nich są właśnie na morzu, a ten mały gnojek Herman nie chce współpracować.
-
Dan
Hmm,tak,mógł bym pomóc,ale nie składałem ślubów ubóstwa jeśli wie wielebny co mam na myśli........ - odparł spokojnie - I mam nadzieję że Wulfgar też hojnie sypnie groszem!
-
Edward
Dobra zatem! Ale z kim mam porozmawiać, jeśli chcę coś... Podziałać? Spytał, wstając z miejsca i podnosząc swój kufer.
-
Edward:
Do Wulfgara bodajże. Kapitan straży miejskiej. Po drogowskazach dojdziesz do koszar, gdzie przebywa, chociaż najprędzej będzie, jeżeli wyjdziesz z karczmy i udasz się od razu w prawo. Zauważysz tam mury obronne i pewien budynek chroniony przez nie. To tam.
Vito:
Witaj. Czego tu szukasz, strażniku? - odezwała się od razu właścicielka gospody, jednocześnie zajmująca się czyszczeniem blatu.
Dan:
Tak, wiem... W każdym razie jeżeli oczywiście współpraca z wojskiem, zakonem lub strażą Cię nie zniechęci.
Rhen:
Zobaczyłeś jak Wulfgar trenuje z jakimiś nowymi rekrutami, których nie widziałeś tu nigdy wcześniej. Gdy tylko przechodziłeś przez plac rzucił ci pytające spojrzenie co ty tu robisz.
Techniczny:
Akcje z Falmirem i Rhenem puszczam po tym jak sie upora z Wulfgarem i Peckiem :P
-
Vito
Mam kilka pytań. Dorabiałaś może ostatnio jakiś klucz?
-
Dan
Zależy o jakim rodzaju współpracy mówimy....,i o jakiej formie zachęty do jej podjęcia....
-
Edward
Wiec trzymaj złoto i do zobaczenia u Beliara, aaahahahaha! Rzucił karczmarzowi 15 sztuk złota i wyszedł nieco chwiejnym krokiem z budynku, kierując się w stronę koszar. Ciekawe, czy będzie coś normalnego do roboty, choć te szczury lądowe pewno będą chciały żeby ich wyręczać w ładowaniu armat, bo sami się boją że im w łeb strzeli, aaahaha!
-
Rhen
Staję na baczność przodem do kapitana. Kapitanie, melduję że podczas chwilowej przerwy w śledztwie spowodowanej oczekiwaniem na mojego towarzysza Falmira zakupiłem nową broń i przyszedłem zwrócić przydziałowy oręż do zbrojowni.
-
Falmir:
Chciałem omówić z Rhenem wyniki śledztwa póki co. Stale stojąc na baczność.
-
Dan:
Zależy. Zadań konkretnych jeszcze nie ustaliliśmy wraz ze strażą i wojskiem. A ile dostaniesz pieniędzy za wykonanie zadania to i również zależy od jego wagi. Więc jak?
Rhen i Falmir:
Wulfgar spojrzał na was i na nowy miecz, który sobie kupił Rhen i jak to zwykle odezwał się do was hardym i stanowczym głosem - A ten trzeci gdzie się podział? Poza tym jak wam na razie idzie?
Vito:
Ano dorabiałam... A o co chodzi?
Edward:
W najbliższych latach nie mam zamiaru zginąć, więc za szybko to my się pewnie nie spotkamy - rzucił ci karczmarz na pożegnanie. Po paru minutach dotarłeś już pod mury koszar. Budynek jest średnio duży, ale za to dobrze chroniony wysokimi murami obronnymi i dosyć dobrze zadbany. Na placu treningowym widzisz jakiś młokosów próbującymi ćwiczyć mieczami straży, choć raczej przypomina to próbę orania powietrza mieczem niczym motyką, czy coś w ten deseń. Widzisz też jednego strażnika, jednego knechta i wysokiego, umięśnionego i brodatego mężczyzny o surowym i hardym spojrzeniu. Rozmawiają z sobą. Nosi przy pasie długi, przyozdobiony i piękny miecz, a na sobie ma jakąś czarno-czerwoną zbroję ze znakiem królestwa Myrtany.
-
Vito
Prowadzimy ważne śledztwo. Od czego to był klucz, i po co Ci jego kopia?
-
Edward
Co jak co, ale do machania mieczami to wy się nie nadajecie, nie żelaznymi przynajmniej, może spróbujcie z innymi najpierw, jeśli wiecie co mam na myśli, aaahahahaha! Wykrzyczał do młodzików usiłujących nauczyć się walczyć. Ja do niejakiego Wulfgara - dodał.
-
Dan
Ehh,dobrze,niech będzie,wchodzę w to - powiedział z ciężkim westchnięciem - W kopalni nie było tragedii.....,może teraz też nie będzie tak źle?
-
Dan:
A musi być zawsze tragicznie? - odparł ci Vatras.
Vito:
To dla mojej współpracownicy. Klucz jest od drzwi wejściowych.
-
Dan
Nie,nie musi - odparł mu lekko się uśmiechając - ale łatwo też nie będzie, w końcu główny sprawca tego bluźnierstwa zapadł się pod ziemię....
-
Rhen
Przesłuchałem jednego ze strażników i zaraz z Falmirem uzgodnimy co robić dalej. Vito przeszukiwał magazyn. Nie wiem co teraz dokładnie robi bo umówiliśmy na później by zebrać informacje.
-
Vito
Dla współpracownicy... No dobrze, mam jeszcze jedno pytanie. Czy nie zatrzymał się u Ciebie ostatnio niejaki Victor? Ubrany był w skórzaną zbroję i płaszcz z kapturem, a uzbrojony w długi miecz i kuszę.
-
Falmir:
Ja natomiast rozmawiałem z jednym świadkiem i niestety mało się dowiedziałem, dwóch z nich jest na morzu, sir!
-
Dan:
Tak... W każdym razie. Wróć tu do mnie za jakieś dwie godziny i zapewne wtedy będę miał jakieś pierwsze zadanie dla Ciebie. To na razie tyle - odparł ci Vatras, bez odwzajemniania tego uśmiechu.
Vito:
Nie. Nikogo takiego tutaj nie było. Głównie sami kupcy oraz ich pomagierzy tutaj się zatrzymują, a czasami jacyś zwykli podróżni.
Rhen i Falmir:
Wulfgar odwrócił się od razu w kierunku krzyku jakiegoś mężczyzny o długich, czarnych włosach i wąsie. Przy pasie nosi kordelas, oraz tacha jakiś kufer z sobą... Rekruci również odwrócili się w jego stronę, a po ich minach sądzicie, że nie są zbytnio zadowoleni z tego komentarza. Wulfgar wyszedł naprzeciw was i powiedział coś do nieznajomego...
Edward:
Widzisz to samo co ta cała dwójka. Ciężko opancerzony mężczyzna wyszedł naprzeciw Ciebie i powiedział niezbyt przyjemnym tonem do Ciebie - To ja. Czego chcesz?
-
Edward
Burdelu do wyłącznej dyspozycji, buahahaha! Zarobić chcę, powiedziano mi, że straż potrzebuje kogoś, kto umie machać ostrzem. A jak tak patrzę na tych tutaj, to widzę że jestem darem od bogów!
-
Vito
W porządku, nie przeszkadzam Ci już. Wyszedł z gospody Hanny i udał się do karczmy w porcie, zasięgnąć języka u Kardifa.
-
Edward:
Takim darem od bogów, że mi tu uchlany z karczmy leziesz? I nie gadaj, że nie, bo czuć to aż stąd - rzeczywiście przypominasz sobie, że coś udało ci się wychylić pare... albo parenaście łyczków rumu.
Vito:
Trafiłeś do karczmy Kardiffa. W pierwszej chwili wszyscy tu obecni zamilkli i przyglądali ci się w ciszy, lecz po paru chwilach odwrócili się i większość wróciła do swoich starych zajęć i rozmów. Widzisz jak karczmarz liczy swoje pieniądze przy ladzie nie zauważając Cię nawet.
-
Vito
Podszedł do lady. Daj piwo Kardiffie, tylko w butelce.
-
Edward
To błąd! Przewidzenie! Pozory! Wykrzyczał obudzony, dodając zaraz już spokojnym filozoficznym tonem - to nie uchlanie, tylko stan uniesienia i oświecenia, wyostrzający zmysły, inteligencję i refleks. Fachowo nazywa się to upojeniem, jeszcze nie uchlaniem! Myślę trzeźwo, mówię trzeźwo, działam trzeźwo! Jak mewa!
-
Falmir:
O Innosie, co to za brudas? Dziwak jakiś czy co?
-
Edward:
Tak? Więc zobaczymy do czego się nadajesz skoro chcesz dla mnie pracować - Wulfgar po tych słowach wyjął miecz. Trochę się tego przestraszyłeś widząc jakie byś miał szanse na wygraną z takim przeciwnikiem, lecz ten nie ruszył na Ciebie, lecz wskazał mieczem na tamtejszych rekrutów i wydał im rozkaz - No to zobaczymy jak sobie poradzicie z nim, panienki. Może nie jesteście aż tak tragiczni jak mi się wydaje. Ustawić się naprzeciwko siebie po przeciwległych stronach placu i zaczynamy. A wy odsunąć się i nie przeszkadzać. I bez zabijania mi tu. Chyba, że te wyzwanie jest dla Ciebie niczym, przybyszu to wtedy i ja mogę stanąć do walki z Tobą,
Rekruci uśmiechnęli się wrednie słysząc rozkaz kapitana, po czym ustawili się zgodnie z rozkazem wyjmując swoje miecze i oczekując twojej odpowiedzi. Jest ich czterech, a ty jeden sam. Dodaje ci otuchy to, że machanie im mieczem za dobrze nie wychodzi, a i zbyt umięśnieni to oni również nie są.
Vito:
Eh... Moment - karczmarz pośpiesznie zaczął dokańczać liczenie monet, po czym schował wszystko gdzieś za ladę i zaczął nalewać ci piwo - Na służbie na piwo?