Edward:
Chyba tak... Najwyżej na Ciebie spadnie obowiązek pochowania mnie hehe... - odpowiedziała ci, chyba oczekując, aż puścisz ją.
Vito:
Dotarłeś pod kaplicę znajdującą się tuż przy moście prowadzącym do klasztoru. Siedzi tam jakiś stary mag.
Wersja do druku
Edward:
Chyba tak... Najwyżej na Ciebie spadnie obowiązek pochowania mnie hehe... - odpowiedziała ci, chyba oczekując, aż puścisz ją.
Vito:
Dotarłeś pod kaplicę znajdującą się tuż przy moście prowadzącym do klasztoru. Siedzi tam jakiś stary mag.
Edward
Pozwolę kwieciu naszej miłości zakwitnąć! Pomyślał, puszczając ją z objęć, kłaniając się dwornie i wracając do głównej sali w karczmie.
Vito
Podszedł do maga w kaplicy. Witaj czarodzieju, przepraszam, że przeszkadzam Ci w modlitwie, ale do klasztoru pewnie mnie nie wpuszczą, a prędko potrzebuję pomocy medyka. Pod jaskinią Sagitty zatłukliśmy nieumarłego cieniostwora, ale dwóch naszych ludzi jest ciężko rannych i potrzebują pilnej pomocy bo inaczej pewnie umrą. Czy mógłbyś pomóc?
Edward:
Twa nowa, piękna znajoma weszła chwiejnym krokiem do komnaty i zamknęła się w niej na klucz. Trochę ta pogawędka, jak i zarazem próba wyumciania jej cię kosztowała, ale cóż... Kto wie? Może kiedyś ci się ta inwestycja zwróci... Po kilkunastu długich chwilach Twa "ukochana" wróciła - umyta i orzeźwiona. Podeszła od razu do Ciebie i rzuciła z lekkim uśmiechem - To co? Ruszamy w drogę Edziu?
Vito:
Dobrze, prowadź strażniku - odparł ci mag, wstając z klęczek. Kilka minut później dotarliście na miejsce walki. Żołnierze nie wyglądają zbyt dobrze, a zwłaszcza ten ciężko ranny. Chyba trafiliście w samą porę. Kapłan Innosa uklęknął przy wojakach i zaczął zmawiać jakąś modlitwę. W końcu spłynęła na nich jakieś niebieskie światło , a ich rany zasklepiły się. Wszystko już wydawało się być w porządku, poza tym, iż są jeszcze nieco osłabieni.
Dobrze. To wszystko. Uważajcie na siebie w tych lasach...
Dan:
Zbliżacie się już do farmy Akila. Wydaje ci się, że Sophie chyba trochę denerwuje się tą rozmową... W końcu jednak postanowiła się Ciebie zapytać - Jakieś porady co do tej rozmowy z Twoim ojcem? Nie chce tego spieprzyć... Zwłaszcza, że nie mam odwrotu już.
Dan
Przede wszystkim spróbuj się tak nie denerwować,pamiętaj że nie wie nic o Twojej poprzedniej pracy i że już powiedziałem o Tobie dobre słowo,mów szczerze i bądź sobą....,ale jeśli zapyta Cię co robiłaś wcześniej powiedz że byłaś kelnerką i wyrzucili Cię bo źle potraktowałaś wyjątkowo bogatego klienta z górnego miasta który był przy tym wyjątkowym dupkiem....W razie czego Ci pomogę i sam coś dopowiem....
Vito
Gdy kapłan odszedł Musimy iść dalej, trzeba znaleźć jeszcze trzech myśliwych. Ruchy!
Edward
Twój głos jest dla mych uszu niczym dźwięk szumiących fal, piękny, kojący... Rzekł siląc się na wyżyny romantyzmu. Zatem... Ruszajmy!
Edward:
Idąc w stronę miasta Diane nagle zapytała się, uśmiechając się lekko do Ciebie - Znasz jakieś opowieści? A może pieśni? A może... poematy? A tak żeby nam umilić drogę.
Dan:
Hmm... No dobrze. Zobaczymy jak to wyjdzie - weszliście na teren farmy. Ojczym Dana siedzi na ławce przy swoim domu, przyglądając się pracy swoich robotników. Strażnicy miejscy zaś stoją na obrzeżach gospodarstwa przyglądając się okolicznym terenom. Akil zauważając, że się do niego zbliżacie wstał i przywitał się z wam:
- Witaj znowu synu, i ty panienko. Dan mi o Tobie opowiadał. Jak się nazywasz?
Sophie skinęła głową i odpowiedziała - Nazywam się Sophie, panie.
- Hmm, dobrze, Sophie. Zaraz sobie porozmawiamy na spokojnie. Wejdźmy do domu. Zostaniesz tutaj, Dan?
Vito:
Przeszukaliście cały las, lecz po myśliwych ani śladu. Trop się urwał...
- Ani śladu po nich... Cholera. Będziemy chyba musieli się udać w góry na zwiad. Gdzieś tam mieszkał jakiś pustelnik, ale też tam znajdowała się stara strażnica. Może i tam siedzą ci cali nekromanci.
Edward
Wybałuszył oczy po słowach Diane i zamyślił się na chwilę. Obmierzył wzrokiem niedawno poznaną piękność, po czym zaczął śpiewać, skocznie i wesoło:
Razu pewnego, nie na morzu acz na wyspie
Pomyślałem, że zachlam, zagrzmocę, pod stołem się wyśpię
Czyniłem co czynić miałem
Wystrzeliłem w tym swym działem
Czerwona Latarnia marzenie żeglarza
Wystrzały jak z kolubryn dziewice przeraża
Och to na pewno żeglarze, mówią młode panny
Wiedzą bowiem, że im też pirat wlezie do wanny
Gdy myć się panno zapragniesz
Żeglarz wie, że gdy tylko zaczniesz
Zmienisz na jego widok swe pragnienie
Na pożądaniu wielkiemu ustąpienie
Ale chrzanić to, na wyspie co Khorinis się zowie
Spotkał Edward Diane co pije a nie leży w rowie
Piękną, niegłupią i wojowniczą
Pewno niejedni przez nią w ziemi spoczywają
Szedł więc z nią Edward do miasta, przez ścieżki, lasy i pagórki
Grog, rum, ładna dziewka, wystarczy to żeglarzowi, pamiętajcie lądowe chujki!
Aaaahahaha, i jak? Bierz pod uwagę, że na biegu wymyślone!
Vito
No to chodźmy, im szybciej ich znajdziemy tym szybciej wrócimy do domu i będziemy mieli to z głowy.