-
Kersijana:
Adela krzyknęła głośno z bólu, wybuchając po tym płaczem. Lothiriel mocno ją przytrzymała, by się nie ruszała... Zaczęła jeszcze mocniej krwawić, na szczęście materiał jeszcze tamuje krew, choć trzeba pomyśleć nad stałym opatrunkiem... Albo przypaleniem rany.
Arstan, Catherine:
Dobrze, wolę iść z wami niż dać się dotknąć temu przebrzydłemu mężczyźnie z... Tym obleśnym czymś. Ale ten niech też mnie nie tyka! Wskazała palcem na Tristana i z trudem zsiadła z konia, obejmując Catherine. Rycerz Lwa spojrzał dziwnie na Veccaviankę ale nic nie rzekł, mocno za to objął rudowłosą.
-
Arstan
Jeszcze nie miałaś tego czegoś tam gdzie powinnaś, wtedy zmieniłabyś zdanie hehe
-
Catherine
Spokojnie Margaret,myśl o tym że ja Cię dotykam i o niczym więcej dobrze? - powiedziała łagodnie mocno obejmując ich oboje,chociaż nieco krępowała się tym że mężczyzna ją tak tuli,jeszcze nigdy czegoś takiego nie doświadczyła....,inna sprawa że wynikało to z faktu ze ten kto próbował kończył z podbitym okiem albo posiniaczonym ciałem....,zaś na słowa "rycerza" Arstana dodała lodowato - Właśnie dlatego nigdy nie będziesz miał prawdziwej kobiety i żadna Cię nie pokocha....
-
Kersijana
Już dobrze... Pogłaskała dziewczynkę po głowie.... Wyciągnęła z torby jakąś maść i posmarowała nią materiał który przykładała do rany. Bandażem zrobiła zgrabny opatrunek, i przygotowała jeszcze temblak. Rana krwawiła ale nie w rytm serca a zwyczajnie.... Zwykłe zatamowanie w zupełności wystarczyło...
Teraz Tobą pani muszę się jeszcze zająć.... Rana w bok już zatamowana, ale pokaz mi jeszcze szyję....
-
Arstan
A czy ja wyglądam na takiego co mu na miłości zależy, chędożenie starcza
-
Kersijana:
To tylko draśnięcie Kersi, nieważne - odparła stanowczo choć łagodnie królowa. Poczułaś tymczasem, jak za dłoń łapie Cię delikatnie Adela i usłyszałaś jej cichutki głos mówiący - dziękuję ci...
Arstan, Catherine:
Zatem przygruchaj klacz sobie jakową, co będziesz chędożył po wsze czasy, cnym kobietom oszczędź - skomentował Tristan prowadząc powoli dziewczyny. I weź nasze konie - rzucił jeszcze.
Margaret tymczasem pocałowała Catherine w policzek, zbliżając się ku ustom, tak że rudowłosa poczuła już na swoich jej ciepły oddech. Odsunęła jednak...
-
Arstan
Taś taś koniki zawołał kpiąco, po czym jednak zaopiekował się końmi, zapewne jeszcze się przydadzą, a może by tak na jednego wsiąść i porzucić resztę przemknęło mu przez myśl
-
Kersijana
Uśmiechnęła się do Adeli. Jesteś najdzielniejszą księżniczką na ziemi. Schyliła się nad jej głową i ucałowała w policzek...
-
Catherine
Spojrzała na Margaret z lekkim smutkiem jednak postanowiła nic nie mówić,zamiast tego cicho pojękując powoli szła do przodu....- Ehh,z deszczu pod rynnę,jeszcze przed chwilą leżałam obłożnie chora a teraz czeka mnie powtórka z rozrywki....,mam nadzieję że moimi biednymi Adele i Lothiriel nic się nie stało....
-
Arstan, Catherine:
A więc ruszyliście naprzód, powoli i z trudem. Mrok tego miejsca nie daje wam wciąż spokoju... Nagle usłyszeliście dziewczęcy szloch, Catherine od razu rozpoznała w nim Adelę, tak samo i Betty zaczęła się nerwowo rozglądać.
Kersijana:
Zza drzew dostrzegłaś jakieś sylwetki. Gdy się przyjrzałaś dokładniej, dzięki swemu znakomitemu wzrokowi rozpoznałaś Elrohira niosącego Beatrice, Tristana podtrzymującego Catherine, ta zaś podtrzymuje Margaret, a obok jeszcze idzie Arstan prowadząc konie.