-
Katarina
Posmutniała nagle... Spojrzała na amulet.... Dość cicho by tylko Charlotte usłyszała.... I ten szacunek.. zawiodłam prawie jego zaufanie... W gniewie i w złości ale nie ma usprawiedliwienia dla mnie. Pan Boemund był zawsze dla mnie taki dobry a ja wątpiłam w niego. Nie potrafię ze spokojem Mu w oczy teraz spojrzeć... wstyd mi...
-
Katarina:
Czasem ciężko w mego brata nie zwątpić nie znając go od zawsze, zwłaszcza jak podłamany chorobą, okrutnym losem i przeświadczeniem, że Bóg go opuścił zaczyna być okrutny, oschły i zimny jak lód... Odparła cicho.
-
Katarina nadal cicho tylko do Charlotte
Trochę podbudowana słowami Charlotte... Zakochałam się Pani... Kto by pomyślał że na tej pustyni znajdę szczęście.... Jeśli to jest możliwe to uwierz mi wszystko się jeszcze może wydarzyć
-
Katarina:
Charlotte uśmiechnęła się delikatnie i westchnęła, rzecząc po tym cicho - tak... Ja chyba też się zakochałam...
Techniczny
Ewentualne rozmowy prowadźcie ale dalej akcję dam jutro dopiero.
-
Charles de Tournemire
Spojrzał na Godwyna, a następnie na Bertnarda. Reakcja go dosyć... zaskoczyła, ale i zażenowała. Wszak jeszcze nigdy nie widział, by ktoś po przyrodzeniu się masował przez sen i wymawiał jednocześnie imię obiektu fantazji... Postanowił się jednak nie odzywać, by nie narobić sobie kolejnego wroga i mu wstydu.
-
Robert
Zrobiło mu się szkoda Bertranda dlatego powiedział dość głośno mrugając porozumiewawczo do Duńczyka - Godwynie nie zapominaj że Bertrand wiele razy w boju dzielnie stawał a i serce ma prawe, osobiście to dla mnie ważniejsze niż jego,hmm, ciekawe popisy
-
Wszyscy poza Suriją:
Ale ja mu braku odwagi i serca prawego nie zarzucam, tylko to, iż kuś włada jego głową! Wszak zawsze go prowadzi, nie zadziwiłbym się, jakby się żegnał o tak - w imię kusi, i prącia i chuci świętej amen! Ha! Wykrzyczał rozweselony Godwyn.
-
Katarina
Nie wytrzymała na słowa Godwina
Mości panie nie bluźnij w obliczu grobu Pana.....
-
Bertrand
Jeszcze bardziej się przygarbił wciąż czoło za dłonią chowając i oczy także lekko przysłaniając. Przecież Ty wiesz Panie jak ja się żegnam, nie słuchaj go...
-
Charles de Tournemire
Gdy usłyszał słowa Duńczyka odwrócił się do niego i spojrzał na niego gniewnym wzrokiem, po czym wydarł się w jego kierunku nie zważając na innych - Stoisz na ziemi świętej, a jeszcze do tego śmiesz obrażać trójcę tą bluźnierczą formułką?! Skoro zaś ty chucią myślisz i tylko Ci ona w głowie, a jest dla Ciebie powodem do grzechu, to czas najwyższy odciąć ją sobie, jak nakazywał Pan? - odparł mu gniewnie i oczekuje na odpowiedź rycerza.