Catherine
Nie namyślając się zbytnio nad konsekwencjami gdy usłyszała szloch siostry po prostu krzyknęła głośno - Adele! - i wyrwała naprzód zapominając o tym w jak złym jest stanie
Wersja do druku
Catherine
Nie namyślając się zbytnio nad konsekwencjami gdy usłyszała szloch siostry po prostu krzyknęła głośno - Adele! - i wyrwała naprzód zapominając o tym w jak złym jest stanie
Arstan
No nie i te niedojdy nie dały rady zwiać, że teraz ich płacz tak blisko słychać, no chyba że uszliśmy dalej niźli się nam zdaje rozejrzał się dookoła, ciekaw czy wydostali się z przeklętej ziemi czy też nie
Kersijana
Gdy zobaczyła swoich towarzyszy z ciężkim sercem zostawiła Adelę i Królową, ale Nie mogła powstrzymać się by pobiec do ukochanego.. Chciała się upewnić czy na pewno się mu nic nie stało. choć skoro to on niósł ranną a nie noszono jego, to powinna być tego pewna...
Podbiegła w jego kierunku, ale widok ich wszystkich poobijanych i poranionych w większości prawie ja wgniótł w ziemię... (nordolski)Obawiam się że nie będziemy tu mogli zostać za długo... Królowa nadal nie odzyskała mocy by wszystkich uleczyć... to znaczy, że ta ziemia nadal jest przeklęta, coć nie kręcą się tu nieumarli.... Jeszcze... dodała trochę zrezygnowana....
Catherine omal się nie przewróciła wraz z Margaret, w porę jednak złapał ją Tristan i aż warknął z bólu od zadanych ran. Ostrożnie, pani, zaraz zobaczysz swą siostrę - rzekł. Cathy! - usłyszałaś głos Adeli.
Kersijana dostrzegła, że Elrohir nie jest ciężko ranny, choć kilka plam krwi jest na jego zbroi. Kersijano... Szybko, zaprowadź nas do Lothiriel, musimy opatrzyć rany człeczynom - odrzekł w noldorskim.
Z przeklętej ziemi raczej się nie wydostaliście, drzewa bowiem i tu są martwe a ziemia wypalona...
Catherine
Już idę kochana! - krzyknęła do niej jednak tym razem zdołała zdusić w sobie chęć ponownego zrywu w stronę z której dochodził głos siostrzyczki,spojrzała też z lekkimi wyrzutami sumienia na rycerza gdy usłyszała jego warknięcie....
Kersijana
Gdy Tristan złapał Catherine, przejęła od niej ostrożnie Margaret...Nie miała okazji wcześniej z nią porozmawiać nawet, a szkoda....
Bardzo delikatnie objęła ją w pasie przekładając jej ramię na w swój bark.... Choć moja droga za chwile odpoczniesz.. Powiedziała z troską w głosie.. Zaprowadziła wszystkich do Królowej i Adeli.
Dotarliście do Lothiriel i Adeli, dziewczynka choć po twarzy widać, iż przed chwilą płakała, to ucieszyła się bardzo na wasz widok.
Tristan podniósł Catherine na ręce i ułożył obok jej siostry, również Elrohir położył Beatrice przy Adeli, królewna natychmiast utuliła się do matki i dziewczynki.
Margaret tymczasem podparta przez Kersijanę rzekła cicho - dziękuję ci, jestem Margaret. Wbrew temu co cholerni, niewykastrowani gadają, to piękno często idzie w parze z mądrością i dobrocią... Wojowniczka oparła głowę o Twą pierś.
Catherine
Westchnęła ciężko z lekkim poirytowaniem gdy wziął ją na ręce,zaś gdy tylko ją położył natychmiast mocno utuliła Adele całując ją w głowę,obejrzała dokładnie Lothiriel i Beatrice i gdy zobaczyła że ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo odetchnęła z ulgą jednak nie miała najmniejszego zamiaru by się do nich przytulać....
Kersijana
Dziękuję Ci moja droga za komplement... Ale teraz odpocznij chwilę... Wzięła na kawałek szmatki wylała trochę wody i obmyła jej twarz z krwi.. bardzo ostrożnie i z delikatnością właściwą jej natury... Gdy ujrzała jej twarz z bliska sama nie mogła nie powiedzieć jej komplementu... Ale Ty śliczna jesteś... Uroda Twa nie jest codziennością w śród ludzi... Kersi uśmiechnęła się przyjaźnie... Boli Cię co? zapytała troskliwie...
Miała też wyrzuty sumienia w stosunku co do Elfa że się nim teraz nie zajmuje... choć miała nadzieję że zrozumie iż w pierwszej kolejności trza zająć się rannymi.
Lothiriel natychmiast ucałowała swe "córeczki" i mocno obydwie przytuliła. Cieszę się, że nic wam nie jest kochane, tak bardzo się cieszę... Wyznała cicho.
Margaret tymczasem wzdychając lekko i rumieniąc się odparła Kersijanie - trochę boli, ale to lekkie cierpienie warte przyjemności, jaką jest dotyk twych dłoni... Przemiłych i pięknych...