-
Catherine
Spojrzała nieco zdziwiona na Margaret,kilka minut temu miała pewność że ją kocha,miała żal do siebie że do tego doprowadziła i czuła smutek że nie może odwzajemnić jej uczucia a teraz....- Nie no nie wierzę,jej naprawdę chodzi tylko o jedno i wszystko co robiła to z myślą o.....? Chyba że uznała,że spróbuje szczęścia u innej,tedy nie mogła bym jej winić....ale przecież jeszcze chwilę temu chciała mnie całować w usta! - pomyślała zszokowana ale i zasmucona,nic jednak nie powiedziała ani nie dała tego po sobie poznać,zamiast tego oswobodziła się z objęć Lothiriel i znów utuliła Adele
-
Catherine:
Córeczko... Szepnęła Lothiriel, znów Cię obejmując.
-
Catherine
Nie dotykaj mnie,po Waszym dzisiejszym zachowaniu zaczynam się zastanawiać ile dni życia nam zostało!Dwie najważniejsze osoby,jedna majaczy o przeznaczeniu druga bezmyślnie rzuca się naprzód! - powiedziała wściekła odsuwając się od niej
-
Kersijana
Komplementy dziewczyny powodowały rumieniec na twarzy Elfki... Uśmiechała się do niej troskliwie i miło, ale po chwili wstała... Będziemy musiały porozmawiać jak się uspokoi trochę... Wstała i poszła do Elfa... Pomóż mi proszę... Ten Barbarzyńca ranny poważnie i chyba mu trza pomóc... Walczył i za mnie przecie, ale boję się sama do niego podejść... Wskazała głową w kierunku Arstana. Położyła dłoń na ramieniu ELohir... Ciesze się, że nic Ci się nie stało.. Ale Ciebie to potem dokładnie przebadam... Mrugnęła do niego okiem...uśmiechając się zalotnie.
-
Beatrice zaczęła szlochać, słysząc słowa swej siostry. Oparła głowę o kolana i skuliła się, wygląda na załamaną... Lothiriel zaś krzyknęła do Catherine - wiele lat córeczko! Wiele lat! Nie dała Ci odejść, przytuliła mocno i Ciebie i Adelę...
Elrohir stanowczo stwierdził - nie zajmę się tym człeczyną, nie ja, i ty też nie. Niech się wykrwawia, nie będę pomagał człeczynie jak on, która szacunku nikomu okazać nie potrafi.
-
Catherine
Westchnęła ciężko i nic już nie powiedziała,zamiast tego po prostu siedziała i udawała że nie czuje jej dotyku,skupiła swoją uwagę na Adele i zaczęła ją delikatnie głaskać....
-
Arstan
Bo na szacunek trzeba sobie zasłużyć, ja o niego nie zabiegam, nie musicie mi pomagać, pies Was trącał
-
Kesijana
Aż odskoczyła gdy Elf warknął.. Ależ kochany? nie mogła wręcz uwierzyć w słowa Elfa... Rozpłakana pobiegła do.. No właśnie kogo? Królowa tuliła Córki. Elohir był rozgniewany i szczerze zawiodła się na nim... Chciała pomagać bez względu na to czy to wróg czy przyjaciel.. Każdy zasługiwał na pomoc... Barbarzyńca... Ten akurat nie zrobił jej krzywdy choć z tego zakonu jest... Catherine najwidoczniej jej nie lubiła, choć Elfka nie mogła domyśleć się tak naprawdę za co?...Spostrzegła Margaret... Podbiegła do niej i z twarzą zalaną łzami szlochając powiedziała... Przytul mnie proszę.. Nie czekała na jej zgodę tylko najzwyczajniej w świecie wtuliła się w dziewczynę wypłakując się na jej piersi...
-
Nikczemna człeczyna - parsknął jeszcze Elrohir i zaczął przyglądać się ze smutkiem Kersijanie. Margaret odwzajemniła mocny uścisk, troskliwie tuląc Noldorkę do siebie. Cśśś nie płacz, co się stało? Szepnęła.
Mogę iść ją utulić, powiedzieć że ją kocham, ale Betty teraz najbardziej pragnie tego z twej strony... Wiem, że cię zawiodła ale to twoja siostra, proszę, idź do niej - szepnęła Lothiriel Catherine, a Adela jej przytaknęła, patrząc rudowłosej w oczy.
-
Kersijana
zanosząc się szlochem ledwo była w stanie mówić.... Mężczyźni,,, oni są tacy... Kersi łkała.. Oni są tacy inni... Och moja droga. Ten Astrein.. Nie pamiętała dokładnie imienia Barbarzńcy... On walczył z wami... bym i ja przeżyć mogła. Ja chciałam mu pomóc... Ale, Elohir mi zakazał..
Nie chcę by on umarł gdy mogę pomóc.. Mimo, że on by się o mnie nie martwił.. Płakała dalej wtulona w dziewczynę....