-
Surija
Niestety dał się omotać tym polakom, choć dla niego prosiłabym o łaskę, wiem że może postępuję niezbyt honorowo, ale kobieta inaczej bronić się nie może. Niestety dobry Bóg postawił nas niżej w hierarchii od mężczyzn i przeważnie naszą jedyną bronią jest zdrada lub spisek, bo do innej dostępu nam się wzbrania
-
Adriano
Za zwycięstwo!!! Ku chwale Bożej!!! - Przemowa mocno poruszyła Adriana. Czegoś takiego oczekiwał odkąd przybył do Ziemi Świętej.
-
Bertrand
Ledwie cztery tysiące przeciwko dziesiątkom? Szaleństwo? Zapewne. Czy odważę się wziąć w nim udział? Oczywiście. Jeśli taka jest Twoja wola Panie, i chcesz, bym właśnie tutaj zginął w boju u boku tego młodego władcy, który zdaje się mówić z sensem i porywać lud, to nie będę się jej sprzeciwiał, a godnie ją przyjmę. Zresztą nie po tom taki kawał zaszedł, żeby teraz podkulić ogon i odejść pogrążonym w hańbie. Wykrzyczał zaraz wraz z pozostałymi Zasiejmy trwogę w sercach wrogów! Niech Bóg nam dopomoże!
-
Charles de Tournemire
Pokłonił się królowi, lecz chyba kapłana jeszcze nie zauważył... Po jego przemowie nie był taki pewny, czy i by dała sobie radę armia krzyżowców przeciwko "dziesiątkom tysięcy" Saracenów. Po chwili namysłu wykrzyknął za resztą - Za Boga! Za królestwo!
-
Surija:
Tak więc się stanie, łaskę mu okażę w zamian za twe zasługi. Oczywiście, jeśli twe słowa okażą się cenne... Teraz możesz czynić co zapragniesz, pozwalam ci towarzyszyć mej armii - odrzekł Saladyn.
Reszta:
Zewsząd rozległy się dziesiątki okrzyków zebranych na dziedzińcu rycerzy, wielu z nich dobyło swe miecze i wzniosło je w górę. Koń Baldwina stanął dęba, król takoż w tym czasie dobył swego brzeszczota, oraz dodał już spokojniej - wyruszamy za kilka dni o brzasku, gdy nadciągnie hrabia Rajmund z Trypolisu oraz Baldwin z Ibelinu ze swymi rycerzami. Takoż świątynnicy mają się w dużej liczbie stawić. Teraz udajcie się na spoczynek, cytadela jest do waszej dyspozycji, starczy miejsca dla każdego. Baldwin schował swój miecz, wyczekując aż wszyscy się rozejdą.
Techniczny
Macie czas na załatwienie spraw w Jerozolimie, możecie porozmawiać o księciu, jego zdradzie i o czym tam chcecie z kimkolwiek. Choć sprawa ta zdaje się być nieporuszana, przysłoniona przygotowaniami do wojny.
-
Robert
Podjechał do Charlotte i zapytał - Pani gdy już wypoczniemy po podróży czy uczyniłabyś mi ten zaszczyt i zechciała pokazać święte miasto? Pierwszy raz w nim jestem, chciałem je zobaczyć gdy tylko pogłoski o nim usłyszałem a dużo przyjemniej będzie je zwiedzać w towarzystwie tak pięknej i uroczej damy - gdy skończył pochylił przed nią głowę
-
Charles de Tournemire
Skoro tak... Więc czas, by odwiedzić grób pański i inne miejsca. Nareszcie... Lepiej tylko odniosę swe rzeczy do komnaty, coby nikt mi nie ukradł ich po drodze - wtem kapłan odwrócił się i zaczął spokojnie podążać w kierunku stajni, po czym na moment zostawił tam swego konia, a swój ekwipunek zabrał i zaczął podążać do swej komnaty. Gdy go tam zostawił wrócił do swego konia, po czym wsiadł na niego i spokojnie zaczął zmierzać w kierunku owego grobu pańskiego... - Ciekawe gdzie ta żmija Surija się podziewa... Dzięki Bogu, że z nami tu nie przybyła, bo bym chyba musiał sobie pogadać z żoną konstabla o niej... Wszak zakładam, że ona ma na niego jakiś wpływ.
-
Wszyscy poza Suriją:
Charlotte zaczerwieniła się po słowach Normana i rzekła - chętnie cię panie oprowadzę, czy ktoś chce jeszcze dołączyć? W tym czasie konstabl podjechał powoli do Roberta z poważną miną, powiedział - możemy chwilę pomówić na osobności, panie? Jam Boemund de Moulins. Podał mu swą prawicę odzianą w rękawicę.
-
Surija
Dziękuję za propozycję dołączenia to Twej armii Panie chętnie z niej skorzystam
-
Robert
Robert De Modica - odparł mu, po czym bez cienia strachu czy zniesmaczenia uścisnął jego dłoń i spojrzał w jego oblicze, po chwili dodając - Oczywiście Panie,prowadź