-
Edward:
I z nim też sobie obaliłeś te kilka piw? Ehh... - mag machnął ręką na to wszystko, usiadł na ławie i znowu otworzył swoją księgę - Na razie nie mam dla Ciebie żadnych zadań, jeżeli już chodzi o tą Twoją pracę. Zgłoś się jutro o to... A, no i masz zapłatę za zadanie.
Dan:
Minęło kilka dobrych minut, a oni dalej nie wracają. Powoli traciłeś nadzieję, aż ojciec wyszedł przed dom i zawołał was.
No... To werdykt wydany. Chodźmy już...
Weszliście do domu. Matka z ojcem czekali przy stole. Ojciec zaczął - Dobrze... Przyjmiemy Cię i Twoją matkę na farmę, lecz w zamian za mieszkanie tutaj musicie nam pomagać przy pracy. Akceptujesz takie warunki?
Tak, oczywiście... Dziękuje - po chwili odparła Sophie z uśmiechem.
Techniczny:
75 sztuk złota dla Edzia
-
Dan
Także się uśmiechnął - To świetnie,jeszcze dziś postaram się znaleźć czas aby Wam pomóc w przeprowadzce....,o ile się wyrobię z bieganiem dla magów....
-
Edward
Dobrze je spożytkuję wielebny! Krzyknął i biegiem poleciał do karczmy, do której widział że wchodziła Diane.
-
Dan:
Nie śpiesz się. Możemy to zrobić jutro... No nic. Ja będę musiała się powoli zbierać do miasta... Odprowadzisz mnie?
Edward:
O Adanosie... Co za człowiek - usłyszałeś za sobą jeszcze komentarz maga. Karczma jest pełna ludzi - czy to zwykłych kupców, czy to bogatych dostojników i szlachciców. Wnętrze jest całkiem nieźle zadbane. Czysto tu, ładnie i schludnie, a nie to co w tej melinie w porcie. Obejrzałeś się po gospodzie i znalazłeś Diane rozmawiającą z właścicielem.
-
Dan
Oczywiście,nawet gdybyś chciała iść sama to bym Ci nie pozwolił.... - odparł poważnie
-
Edward
Podszedł do Diane, oparł się o blat i skinął jej głową na powitanie. No, nareszcie w normalnym towarzystwie a nie z tym starym dziadem w niebieskiej piżamie, co pewnie se trzepie w świątyni jak nikt nie patrza, aaaaahahahaha!
-
Edward:
No hej Edziu... Jak tam po rozmowie z magiem?
-
Edward
Opieprzył mnie, że po piwie do niego przychodzę hehehe. Ale ty dobre wrażenie na nim zrobiłaś, dziadzio chyba poczuł czasy młodości, hah!
-
Edward:
Haha, no może. W sumie zapomniałam ci powiedzieć, żebyśmy jakieś zioła sobie kupili, żeby nie waliło od nas piwem, ale koniec końców jakoś się to udało hehe... To co? Pijemy za moją nową pracę?
-
Edward
Dawaj coś mocniejszego karczmarzu - rzekł, uśmiechając się do kobiety.