Aurelia
Przecież dobrze wiesz....,paszę też kupię by nam w drodze nie zbrakło....- odparła ze smutkiem odwracając się i udając zrobić zakupy
Wersja do druku
Aurelia
Przecież dobrze wiesz....,paszę też kupię by nam w drodze nie zbrakło....- odparła ze smutkiem odwracając się i udając zrobić zakupy
Alda
Chwyciła ją znów za rękę, obróciła do siebie i powiedziała wyraźnie zdenerwowana, choć nie była to złość... Aurelio powiedz mi proszę, nie wiem. Przed chwilą się śmiałaś, a potem nagle zmarkotniałaś, znów się zaśmiałaś do Asandera... A potem gdy patrzysz na mnie to wydajesz się smutna. Co ja zrobiłam kochanie? Staram się zmienić, nie być markotna, uśmiechać się i tobie radość dawać a ty... Nie chcesz mi powiedzieć co się trapi, naprawdę nie zasługuję na zaufanie?
Regina
Popatrzyła na Issarczyka... A ktoś mówi, że Cie obgadują? Za wysoko nie mierzysz czasem? Wyjaśniałam pewne nieporozumienie co między Wami zaszło... Ale widać nie ma to sensu.. Pierdalnęła talerzem z ośćmi na glebę co jej Maikh pod nos podsunął wstała i wyszła na zewnątrz....
Aurelia
Ojejku nie,Aldo,nie mów tak nawet,kochanie Ty moje najpiękniejsze! - powiedziała tuląc ją do siebie - Ja widzę że jesteś ze mną szczęśliwa,nawet nie wiesz jak bardzo mnie samą to raduje....chodzi mi tylko o to że nie będę Cię już miała w swych ramionach choć czuję że masz rację....to wszystko....I nigdy więcej nie mów że nie zasługujesz na moje zaufanie,bo poszła bym za Tobą w ogień bez wahania.....
Alda
Co kurwa? Pomyślała obejmując wybrankę, całkowicie zaskoczona. Odetchnęła jednak z ulgą, bała się że o coś poważnego chodzi. Nie skomentowała tego, rzekła tylko - wezmę cię na Asandera, zrób zapasy przez ten czas a ja się przygotuję do dalszej drogi.
Dagoth:
Kapłan po załatwieniu wszystkich spraw wychodzi na zewnątrz do swojego konia. Nie wtrącał się do tego całego zgrzytu między Reginą a Issarem... Nie żeby specjalnie go to wszystko dziwiło, w końcu Issar już wcześniej pokazał co to on potrafi...
Rehlynn
Mag spokojnie spożywa obiad przy sąsiednim stoliku z zaciekawieniem zerkając na Morghara
Morghar
Spojrzał w ekhar Maikha, gdzieś na wysokości oczu. No bo w sumie ten test przy ognisku mnie zaintrygował, można było mniej inwazyjnie sprawdzić zaufanie, ale chyba rzeczywiście nie powinienem tego konsultować z postronnymi... Wiedz jednak, że moja postawa wtedy była zupełnie naturalna, sądziłem że się zapomniałeś, nie należy winić kogoś za to, że nie zna dobrze zachowania drugiej osoby i działał nim odruch... Zaczął mówić spokojnie i nie za głośno, na tyle żeby Issar go jednak usłyszał i zrozumiał. No i masz babo kurwa Twarzoszmatkę... Z placka bardziej bym się cieszył.
Maikh
Skinął głową. Na przyszłość załatwiaj ze mną osobiście takie rzeczy, miast wciągać do tego postronne osoby. Obrócił się na pięcie i podszedł do kontuaru by odebrać zamówienie, jak już będzie gotowe.
Morghar
Gdy Issar odszedł, odetchnął z ulgą. Ło kurwa, dobrze, nie chciałem go i tak zajebywać. A tamta to miła, ale obgadywać nikogo z nią za bardzo nie można, muszę zapamiętać. Skończył jeść i podszedł do kucharza. Da się u was trochę wędzonego mięsa kupić na podróż?