-
Surija:
Wyszłaś z namiotu sułtana, otrzymałaś także od niego swój namiot na ten czas. Udajesz się do niego, czy może zamierzasz przespacerować się po obozie?
Robert:
Wraz z Boemundem odjechałeś kawałek od reszty, wówczas rycerz rzekł - widzę, panie, iż ma siostra w oko ci wpadła... Prawda to, czy wzrok mnie zawodzi?
-
Surija
Udała się do namiotu wypocząć po podróży, która była niezbyt przyjemna
-
Robert
Zaczerwienił się lekko na tak bezpardonowe stwierdzenie ze strony rycerza, przytaknął mu i odparł - Nie nie zawodzi,prawda to Panie że moje serce zaczyna bić dla Panienki Charlotte - po chwili nieco posmutniał i dodał - ale śmiem wątpić czy z tyle starszym rycerzem zechce swe dalsze życie związać.....
-
Robert:
Jeśli bronić będziesz ją w stanie, a także traktował ją godnie, to wierz mi że lata twe znaczenia mieć nie będą. Odpowiedział konstabl i dobył miecza, dodając - ale póki nie przekonam się o tym, czyś biegły w walce, nie oddam ci kochanej siostry pod opiekę.
-
Robert
Cień zwątpienia przemknął przez oblicze Roberta wiedział bowiem że wciąż rany po walce z farysem się nie zasklepiły, jednak szybko wybił sobie złe myśli z głowy, w jego oczach pojawiły się dziwne iskierki, twarz przybrała zacięty wyraz on sam poprawił się w siodle i odparł z przekonaniem - Przyjmuję Twe wyzwanie Panie, chcesz się potykać tu i teraz?
-
Robert:
Ja nie chce z tobą walczyć, ty winieneś chcieć, jeśli ma siostra ci miła, im milsza, tym większa trwa chęć do walki winna być, by czynem zdobyć to, co być może słowem już zawojowałeś - odrzekł Boemund i odgalopował od ciebie kawałek krzycząc - zrobić nam miejsce! Po chwili jego siostra podbiegła do niego, zamienili kilka słów po francusku ze sobą.
Reszta:
Widzicie całe zajście, dwaj rycerze gotują się do pojedynku, ale nie wiecie dlaczego będą walczyć. Charlotte podbiegła natychmiast do Boemunda, zamieniając z nim kilka słów, zdaje się że po francusku ale nie dosłyszeliście konkretnie co.
-
Charles de Tournemire
Gdy usłyszał krzyk konstabla odwrócił się i cofnął się od razu do zamku. Ujrzawszy go z mieczem w dłoni domyślił się, iż zaraz zacznie się walka... Odjechał gdzieś na bok i oczekiwał co się dalej stanie - Z kimże on chce walczyć znowu? I dlaczego...?
-
Katarina
widząc, ze obaj rycerze zamierzają się pojedynkować, postanowiła skorzystać z okazji by odrobić straty które poniosła dając całe złoto dziewczynce z osady....
Stawiam 10 sztuk złota, że Pan Boemund zwycięży....
-
Robert
Ustawił konia naprzeciwko Boemunda i spojrzał w niebo trzymając ręce jak do modlitwy - Kochanie,odkąd przemówiłaś do mnie zrozumiałem jak powinienem postępować wcześniej.....,żałuję że nie dane mi było dłużej żyć by swe dawne występki naprawić jednak może Bóg zlituje się nade mną i da szansę ponownego spotkania....... - po chwili kontynuował swój monolog wewnętrzny - Panie, wiem że wiele Ci zawiniłem w swym życiu a tych dobrych postępków było niewiele, lecz jeśli polegnę proszę Cię nie tylko o zaszczyt spotkania z Julią ale i byś dał ukojenie Panience Charlotte by nie opłakiwała mej śmierci zanadto....., wrażliwe to dziewczę i źle to zniesie..... - gdy skończył rzucił jeszcze spojrzenie Charlotte siląc się na ciepły uśmiech dla niej po czym dobył broni i oczekiwał na rozpoczęcie pojedynku. Gdy zaś usłyszał słowa polki spojrzał na nią z mieszaniną pogardy i niedowierzania i pokręcił głową z dezaprobatą wiedząc że właśnie dołożyła zmartwień swej rzekomej przyjaciółce miast ją w tej ciężkiej dla niej chwili pocieszać.....
Techniczny
Nie stara się zabić bądź okaleczyć swego przeciwnika,dąży raczej do zrzucenia go z siodła ewentualnie ogłuszenia/wytrącenia broni
-
Bertrand
Toż to ja tako samo powinienem teraz z panem Baldwinem walczyć, lecz zbiegłem... Jak ja mu w oczy spojrzę, gdy znów się spotkamy... Posmutniał widząc rycerzy gotujących się do boju. Przypomniał sobie nieszczęsny los Filipa i zrozumiał, że Robert tak samo może skończyć.