Arstan
Ile jeszcze niedługo wóda się skończy a nadal ta porąbana sceneria ehh
Wersja do druku
Arstan
Ile jeszcze niedługo wóda się skończy a nadal ta porąbana sceneria ehh
Kersijana
Była pełna obaw... Takie pojawienie się mgły nagle potęgowane wcześniejszymi wydarzeniami nie działało na nich pokrzepiająco i uspokajająco. Bacznie obserwowała rumaka czy coś wyczuje.... Szepnęła do dziewczynki... Nie bój się Okryła ją szczelnie swoim płaszczem... Nie chciała by wilgoć z mgły osiadała na jej ubraniu... A i Elfce było raźniej.
Miała nadzieję, że dziewczynka nie zapyta czemu szepcze, bo by musiała odpowiedzieć jej.... "Bo się boję"
Catherine
Nie potrafię jej zrozumieć,czemu widzi we mnie córkę,czemu akurat we mnie?!Najgorsze jest to że gdybym ją spytała to by zaczęła mówić coś o wizjach,przeznaczeniu i innych pierdołach....Szkoda że zawsze nie może być taka bezpośrednia jak przed chwilą.... - pomyślała co jakiś czas na nią zerkając z wyraźnie zamyślonym obliczem - Ale z drugiej strony to prawda że to jest miłe mieć kogoś takiego jak ona,troszczy się o mnie i dba w naprawdę cudowny sposób....Czy w ten sposób chce ukoić ból że nie ma własnej córki? A może po prostu ma taki przemożny matczyny instynkt? Ale według jakiego klucza wybiera "córeczki"?Póki co to mam wrażenie że traktuje tak naszą całą "siostrzaną" trójkę....
Nie boję, nie przy tobie ciociu - odszepnęła Adela.
W pewnym momencie Lothiriel złapała się za serce i krzyknęła z bólu, jakby z przerażoną miną. Ciężko jej złapać oddech, zachowuje się jakby bardzo cierpiała...
Catherine
Aż pisnęła przerażona i podjechała do niej szybko,zaczynając głaskać uspokajająco i mówiąc z rozgorączkowaniem - To pewnie przez tą mgłę!Niech ktoś ją z niej wywiezie!
Kersijana
Nie możemy bo się zgubimy... odparła gdy podjechała do Królowej i Catherine... Pani Co Ci ?zapytała.... Że też nie mogę jej teraz pomóc... patrzyła na królową zamartwiając się...
Królowa nic nie mówiła przez chwilę, po prostu dyszała ciężko łapiąc z trudem oddech. Ten jednak w końcu coraz łatwiej jej przychodził, ból też najwyraźniej ustąpił. Miałam wizję, związaną z tym miejscem... Betty, pokaż mi swój miecz - rzekła Lothiriel a Beatrice szybko podała jej rękojeść do dłoni. Spójrzcie na to ostrze... To miecz Anor, jeden z bliźniaczych mieczy wykutych 400 lat temu w Elacrai. Anor znaczy w naszym języku słońce, przepowiednia mówi, że dzierżyć ją może tylko kobieta o czystym sercu, niepokalanym złem... Nosiłam go długi czas u pasa, aż wreszcie przekazałam go Betty, by nim wywalczyła tron Pendoru. Miecz uznał, że jest godna, przyjął ją na swą panią. Drugi miecz, Ithil, czyli księżyc, został zagubiony 127 lat temu... Nie jesteśmy tu przypadkiem, przeznaczenie sprowadziło nas w to miejsce... Musimy wejść do kurhanu, by zdobyć ten potężny miecz. Przepowiednia dotycząca Ithilu mówi, że dzierżyć go będzie ktoś, komu przekaże go właścicielka Anoru...
Arstan
Co znowu, jakaś kolejna błyskotliwa wróżba?
Catherine
Westchnęła ciężko,ile jeszcze tych wizji i gadek o przeznaczeniu?Jednak było to zarazem westchnięcie ulgi że już nic jej nie jest....,złapała się na tym że wciąż ją głaszcze i nagle gwałtownie cofnęła rękę i powiedziała nieco zmieszanym głosem - Eeee....to gdzie jest ten kurhan?Po za tym w naszym stanie wchodzenie do niego to może nie być najlepszy pomysł....
Kersijana
Do kurhanu? Ale przecie to grób czyjś.... I na pewno będzie on strzeżony przez nieumarłych... Jesteś Pani pewna, że wszyscy tam musimy wchodzić?
Kersi z trwogą w głosie pytała królową....