Adriano
Zobaczymy jak to się skończy...
Wersja do druku
Adriano
Zobaczymy jak to się skończy...
Katarina
Spojrzała w około siebie i zastanawiała się co takiego niestosownego powiedziała, że się na nią zaczęli dziwnie patrzeć....
Same sknery tu widać....
Charles de Tournemire
Ah, konstabl przeciwko temu nowo poznanemu rycerzowi, który był przy żonie konstabla... Po walce się dowiemy czemu się pojedynkowali... - przypatrywał się wszystkiemu z zainteresowaniem, zaś na słowa Katariny pokiwał jej głową z dezaprobatą... Nie było to wszak zapewne miłe dla walczącego Włocha.
Spytko po łacinie:
Nie wierzysz w siłę miłości tegoż rycerza Katarino? To po co miałaś chęć ich swatać? Dziesięć na Włocha.
Katarina (po polsku)
Dobrze wiesz, że wierzę, ale warto zarobić trochę grosza. Konstabla widziałeś jak sam przeciwko ludziom księcia się postawił i wyszedł z tego prawie bez szwanku.
Cieszę się już, bo przegrasz zakład.
Wszyscy poza Suriją:
Katarino jak możesz! Wykrzyczała Charlotte i ze łzami w oczach popatrzyła na szlachciankę. Panienka pokręciła głową i podeszła do Roberta, pytając - pozwolisz panie, bym obwiązała twój hełm chustą?
Godwyn tymczasem krzyknął - bijcie się murwa! Widowiska pragnie rycerstwo, popatrzać jak sobie kości łamiecie, ha!
Spytko po polsku:
Masz czym zapłacić w razie przegranej? Konstabl zaiste biegły w broni nad podziw, ale zakłady to fortuna, a ta kołem się toczy. Jeśli mam rację i do mnie się uśmiechnie, to ciesz się że to ja zakład podjąłem, a nie jakiś obcy Ci mąż.
Katarina(polski)
Może to przesadziłam, ale rozłądować napięcie chciałam. Wyszło jak wyszło czasu nie da się cofnąć.....
(Łacina)
Wybacz Pani.... Odparła z pokorą i smutkiem w głosie. Widząc rozczarowanie Charlotty
Robert
Gdy tylko usłyszał jej zatroskany głos cała złość i niepewność uleciały z niego a zastąpił je dziwny spokój - Oczywiście Panienko - odparł jej po chwili życzliwie, pochylając się w siodle aby mogła chustę zawiązać, gdy poczęła to robić dodał czerwieniąc się lekko - Ja......,zrobię co w mej mocy by w oczach Twego brata na aprobatę zasłużyć
Nie wątpię, że ci się uda panie - odparła Charlotte, kończąc wiązać białą chustę na hełmie. Oddaliła się po tym, by w objęciach Agnes przyglądać się pojedynkowi. Przedtem jeszcze spojrzała na Katarinę, ale już bez tej życzliwości w oczach, co poprzednio.
Zaraz też rycerze runęli na siebie w galopie, tnąc się swymi ostrzami. Walka jest nader pokazowa, aż do równie okazałego finału, w którym Boemund płazem brzeszczota zadał Normanowi cios w głowę, wyrzucając go z siodła. Dzięki hełmowi uderzenie było niegroźne, ale bardzo silne, co skończyło się upadkiem. Konstabl zakonu świętego Łazarza podjechał do leżącego Roberta, a jego rumak stanął dęba przed nim. Gdy opadł na cztery kopyta, jeździec jego rzekł po łacinie - odwagi i umiejętności ci nie brak, jeśli o pozostałe cechy chodzi, osąd mej siostrze pozostawiam. Macie me błogosławieństwo.
Robercie! Krzyknęła Charlotte i podbiegła do leżącego Normana, spojrzała w stronę brata i zaczęli rozmawiać po francusku:
- Dlaczego tak tęgo biłeś, mogłeś krzywdę mu wyrządzić!
- Ostrze mi się omsknęło, miało się znaleźć na jego piersi, tedy by z siodła nie wyleciał.
Boemund się zaśmiał delikatnie.