-
Mateo
Pobudka w samo południe... W głowach się poprzewracało he he... zaśmiał się pod nosem... No nic, rozejrzał się w około,, rozmasował trochę mięśnie rąk od pracy co pobolewały go odrobinę, ale w sumie zadowolony był z tego co do tej pory zrobił.. Nikt nie narzekał a i obóz stał się jakby bardziej dla ludzi.... Poprzekładał jakieś tam pudła co w rozgardiaszu ktoś rozwalił, czy pozamiatał.... gdzieś tam innym razem przybił śledzie od namiotu... w sumie na pierwszy rzut oka wszystko zaczynało być w porządku...
Ech musze chyba zajrzeć do lazaretu... na pewno kogoś znowu trzeba przewinąć..... he he.... powiedział sam do siebie.
-
Inigo de Gastor
A cóż to... Spać do takiej pory... Dawno tego nie zaznałem. Pomyślał jeszcze zaspany, zbierając się powoli z posłania. Jego oblicze jednak nieco się zasmuciło, bowiem przypomniał sobie chwile, gdy budził się w ciepłym łożu obok jego pięknej Seleny, kiedy ta wtulona jeszcze spała z głową na jego piersi, przemiłą ręką obejmującą go za szyję, smukłą stopą spoczywającą na nim i słodką kobiecością delikatnie muskającą jego biodro... Z tymi pięknymi wspomnieniami uzbroił się, przygotował Marię do jazdy i udał się na zbiórkę.
-
Rodrigo de Suarez:
Oh... W końcu dłużej sobie pospałem. Chyba mamy spokój z dzikusami... Może i lepiej. Odpocznę sobie trochę od tej walki, rany się trochę zagoją... - pomyślał, wstając leniwie. Przyszykował się jak i swojego konia, po czym udał się na zbiórkę.
-
Alejandro
Że że co? Nie, wykluczone, utrata ręki to jakby moja śmierć. Na jedno wyjdzie. Muszę odpoczywać jak jeszcze żyję to już coś. Wszystko w rękach Boga.
-
Ricardo
Wstał, przeciągnął się i przetarł oczy. Przez wejście do namiotu zaglądała uśmiechnięta Graciela. Od wczoraj opanował się z emocjami i nie czuł już takiego smutku, lecz najwyraźniej tak szybko zwidów narzeczonej się nie pozbędzie. Popatrzył jej chwilę w oczy, również uśmiechnięty, lecz zaraz zabrał się do ubierania i zbrojenia się, pozwalając jej zniknąć. Wyszedł z namiotu i udał się na zbiórkę.
-
Alejandro
No dobrze....,rozumiem.... - odparł z ciężkim westchnięciem i znów podał Ci napój nasenny po którym dość szybko zapadłeś w sen....
Pozostali*
Ustawiliście się na zbiórce,widzicie że są na niej obecni niemal wszyscy żołnierze zaś przed Wami stoją oficerowi z Cortesem stojącym na przodzie,gdy wszyscy umilkli skupiając na nim swoją uwagę rozpoczął swoją przemowę - Żołnierze,odnieśliśmy zwycięstwo nad poganami!Zawarliśmy z nimi pokój,nie dość że dostarczą nam zapasy to jeszcze złożą przed nami bogate dary! - tu na chwilę zrobił pauzę na co podniósł się ryk radości wśród wojska,uniósł dłoń uciszając wrzawę i kontynuował - Każdy z Was się do niego przyczynił,i wiedzcie że zostało Wam to zapamiętane!Już niedługo wyruszamy dalej,to dopiero początek naszej wyprawy ale jestem pewien że z tak dzielnymi i bitnymi ludźmi nie może się nam nie udać! - ponownie rozległy się krzyki - Niech żyje Cortes! - i inne w podobnym wydźwięku wychwalające wodza,wychodzi na to że walki za Wami....Staliście tak jeszcze chwilę w oczekiwaniu po czym nagle Waszym oczom ukazał się orszak,na jego czele szło kilkudziesięciu bogato odzianych dostojników a za nimi postępowały dziesiątki tragarzy niosących najróżniejszego rodzaju dobra....,jednak Waszą uwagę przykuło co innego,w pochodzie dostrzegacie młode kobiety,ciekawe jaki los zaplanowało dla nich dowództwo?Może za zasługi zostaną przydzielone któremuś z Was?
Techniczny*
Mateo nie stoi w szeregu ale widzi i słyszy przebieg tego wszystkiego.
-
Inigo de Gastor
Niech żyje Cortes! Dołączył się do okrzyków pozostałych żołnierzy z entuzjazmem. Gdy jednak dostrzegł orszak z młodymi kobietami... Boże, co oni chcą z nimi zrobić... Mam nadzieję, że nie poczynią im żadnych krzywd. Pomyślał, bacznie przypatrując się im.
-
Rodrigo de Suarez:
Niech żyje Cortez! - krzyknął z entuzjazmem razem z innymi żołnierzami - Kobitki... Ładne, młode... Czyżby nagroda za waleczność i oddanie sprawie? Chociaż zapewne otrzymają je tylko oficerowie... Tak za rangę. No nic, zobaczymy.
-
Mateo
Przez chwilę stał i patrzył na zbiórkę przysłuchując się Cortesowi... Tak, tak zostało zapamiętane... Każdy co polegnie potem straci swój łup na rzecz dowództwa... a już moja w tym głowa by poległo jak najwięcej...ironizował. Rodzina ino jakiś ochłap pewnie rzucą by mordy im zatkać.... powiedział pod nosem i machnął na to wszystko łapą... Nie mógł patrzeć na tego człowieka... Już lepsze widoki widział... udał się do latryny w połowie zbiórki.
-
Ricardo
Wznosił okrzyki radości razem z resztą wojaków wokół, cieszył się bowiem ze zwycięstwa. Na łupy nie zwrócił zbytniej uwagi, złoto nic dla niego nie znaczyło, a było jedynie dodatkiem. Kobiety też nie chciał, jedna już żyła w jego sercu i nie potrafiłby jej zdradzić. Właściwie to nawet współczuł tym Indiankom, że zostaną potraktowane jako nagrody dla żołnierzy wprawionych w boju, w większości zapewne żonatych...