Christophe Leroy
A czemu nie? Ostatnim razem jej to nie przeszkadzało, hehehe... Dobra, bądź poważny Christophe i bierz się do roboty - pokiwał jej głową na zgodę, po czym wrócił do kopania.
Wersja do druku
Christophe Leroy
A czemu nie? Ostatnim razem jej to nie przeszkadzało, hehehe... Dobra, bądź poważny Christophe i bierz się do roboty - pokiwał jej głową na zgodę, po czym wrócił do kopania.
Anna de Loiret
Hmmm... Wiesz Aratheno, jak Christophe się tobą troskliwie zajął, gdy byłaś... Gdzieś tam... Daleko... Zachlana w trupa. Wziął cię na ręce, ułożył wygodnie, no no... I widziałam iskierki w jego oczach.
Alessio
Chyba zostałeś postawiony przed faktem dokonanym.....hehe - odparł giermkowi z uśmiechem zaś słysząc okrzyk elfki pomyślał - A co ona dalej pijana że po imieniu się do mnie zwraca? - po chwili odkrzykując z ironią - Pani Aratheno toż to wyborne krasnoludzkie piwo było, czyżbyś nie doceniała jego wytwornego smaku?
Christophe Leroy
Ano widzę... Ciekawe tylko czemu - odparł mu z uśmiechem, a pytanie brzmiało raczej na retoryczne.
Arathena
A doceniam...krzyknęła... Panienko następnym razem jak będziemy kopać rowy to już nie beczkami... starała się żartować.. choć po prawdzie jej do śmiechu nie było.. Ciekawa jestem jak my teraz pojedziemy bo w mokre nie mam zamiaru sie ubierać.. Chyba że któraś z was ma coś na przebranie....
Techniczny
Arathena wali wszystkim na TY bo nie obawia się żadnej bury
około 5 h
Liothannea przybiegła, rzuciła koc Arathenie z okrzykiem Łap! i pobiegła z powrotem.
Anna de Loiret
Westchnęła ciężko i obmierzyła Arathenę wzrokiem - hmmm... Chyba moja suknia będzie na ciebie pasować, poczekaj chwilę, przyniosę. Szlachcianka udała się po swoją zieloną suknię.
Arathena
Owinęła się w koc i zbierała swoje mokre ubrania.. Gdy podejdzie do ogniska ma zamiar porozwieszać je i sama siadać koło ognia by sie ogrzać...
Ech, panienko chyba mogę sie ubrać przy ognisku
Gdy wróciłyście zobaczyłyście że Liothannea rozrzuciła butem resztki ogniska, i na rozpostarty koc skopuje z żaru kamienie.
Anna de Loiret
Gdy znalazła swoją suknię, podała ją Arathenie ze słowami - proszę, jest twoja. Dwa lata temu kupił mi ją Roland... Rzekł wtedy, że ładnie mi w zieleni. Weź ją, za dużo wspomnień. Zmrużyła oczy, powstrzymując łzy.
Arathena
Wzięła suknie od Ani.... Och jaka piękna... Dziękuję Ci panienko....
Osunęła koc i zaczęła się w ubierać w suknię. Nie bardzo wiedziała gdzie przód a gdzie tył bo jeszcze czegoś takiego na siebie nie zakładała... popatrzyła na Annę z zaciekawieniem..... chyba się zaraz zbłaźnię... pomyślała...
Trza było w tej beczce konie napoić to byśmy juz dawno w drodze byli... A tak to kopiecie i kopiecie.......
Ujrzała nagle plecak Alessio.... Coś mi mówi, że tak jakos jeszcze jedna beczółeczka tam się chowa.. he he he
Alessio
Od razu odwrócił wzrok - Bogowie, czy ta kobieta ma jakiekolwiek zahamowania? Rozbierać się tak przy wszystkich? Ehh....., a co do beczki to......,cholera jasna, faktycznie przecież jest jeszcze ta cholerna woda z przed zabiegu, Alessio......., ty i ta twoja przeklęta pamięć, a raczej jej brak - natychmiast odrzucił dno beczki i powiedział - Ależ ze mnie głupiec,oczywiście że mam jeszcze jedną, nie nie z piwem Aratheno,tylko z wodą, napełnijmy ją do pełna i wrzućmy tam te kamienie,ehh, przez moje zapominalstwo zmitrężyliśmy nieco czasu, ale nic to, naprawmy to i ruszajmy w drogę....
Christophe Leroy
Giermek od razu odwrócił wzrok w kierunku Anny i zapytał jej, coby nie stać i nie gapić się na ubierającą się Arathenę... - To może ja pani przygotuję nasze wierzchowce coby nieco wcześniej ruszyć?
Alessio
Cały czas unikając wzrokiem widoku nagiej elfki ruszył w stronę swojej torby po beczkę, gdy tylko ją wyjął udaje się nad strumyk mówiąc - Zatem przyprowadź je nad wodę Christophe nie trzeba będzie po nią latać..., i czy któraś z Was drogie Panie mogła by przynieść kamienie na kocu? Tak zaoszczędzimy jeszcze więcej czasu
Skoro z miasta masz jeszcze w niej wodę, to na razie kamieni nie trzeba wrzucać, tylko napełnić pierwszego konia jej zawartością. Aratheno, połóż się na kocu na kilka chwil, szybko przegnasz ziąb ze swego ciała odparła Liothannea przykrywając kamienie druga połową koca.
Anna de Loiret
O! Ty myślisz! Wykrzyknęła jakoby oświecona słowami Christophe'a, dodając - bardzo dobrze, bardzo dobrze giermku. Poklepała go po ramieniu, biorąc się zaraz za przywdziewanie swojego kaftana kolczego oraz kurty.
Christophe Leroy
Nic nie odpowiedział Annie, odwrócił się od razu bez słowa i zaczął przygotowywać konie po tym okrzyku Anny, poczynając od jej konia - Za idiotę mnie ma czy co, że tak wrzasnęła?
Alessio
Wyraźnie się skrzywił widząc jak ukochana zakłada zbroje - Ehh, to jej zamiłowanie do zbroi i walki mnie niepokoi, potem z nią o tym porozmawiam..... - pomyślał nie zwracając uwagi na kolejny popis ignorancji swej lubej i miast tego wykonując polecenie Liothannei.
Arathena
Ubrała się w suknie... Chwyciła ją za rąbek i zrobiła obrót...I jak wyglądam? zapytała niewinnie, szukając odrobiny aprobaty, gdyż szczerze powiedziawszy nie czuła się w niej zbyt dobrze.
Po dłuższej chwili, posłusznie położyła się na kocu jak radziła Elfka... Moja odzież pewnie nie wyschnie tak szybko...
Jak się ogrzejesz, to wykręć Ją i owiń wokół jednego z kamieni poradziła Liothannea
Arathena
Mogłyście mnie choć rozebrać zanim do wody wrzuciłyście... trochę starała się mówić w tonie zabawnym, ale i tak tez nie do końca
Anna de Loiret
Ładnie, całkiem nieźle leży chyba... Odpowiedziała Arathenie, przypinając pas po założeniu zbroi. Jej mina nagle spoważniała, w oczach pojawił się jakoby bitewny żar, a jej myśli wypełniło pragnienie stanięcia do walki... Ledwo powstrzymała ochotę, by dosiąść konia, dobyć brzeszczota, wykrzyczeć imię swego brata i wyruszyć przed siebie, walcząc ze wszystkim, co wrogie.
Ciepło kamieni przez koc szybko ogrzało Arathenę. Nagle odkryła drugą wadę picia piwa, mianowicie bardzo by się Jej przydało udać w jakieś krzaki.
Arathena
Poczuła, że musi udać się za potrzebą... Wstała z koca i poszła w kierunku lasu.....
Arathena oddaliła się w kierunku lasu, załatwiła swą pilną potrzebę i zdążyła wrócić gdy kończycie poić ostatniego konia. Z nagrzanych kamieni został jeden.
Arathena
Gdy pozbierała swe rzeczy, uzbroiła się... Zatem chyba w drogę czas ruszać... Spałam cała noc i jestem wypoczęta choć nie do końca trzeźwo mogę myśleć...zaśmiała się głośno. Wyjadę przodem by sprawdzić czy jakiś niespodzianek nie ma na trakcie. Tam bardzo łatwo zasadzkę jaką uszykować. No chyba, ze ktoś ma inny pomysł. rozejrzała sie po towarzyszach podrózy.
Alessio
Christophe napełnisz beczkę? Przyda nam się woda do dalszej drogi..... - powiedział do giermka uprzejmie
Ja koło Alessia podróżować będę, pora nadgonić lekcję tileańskiego odrzekła Liothannea.
Anna de Loiret
Wyjęła swój miecz i wbiła go w ziemię, klękając. Zaczęła zmawiać na głos, ale cicho modlitwę - moja Pani, podziękowania składam tobie, iż dałaś mi odwagę w dniach próby, iż postawiłaś na mej drodze ukochanego Alessia, iż giermek mego ojca mnie odnalazł, i że wciąż mam siłę i odwagę, by ci służyć. Dziękuję, moja Pani. Jedyne o co proszę, to o łaskę dla mego ojca, nie pozwól go skrzywdzić Pani, albo niechaj ma odwaga i siła, moja oraz mych towarzyszy, będą wystarczające, byśmy go mogli ocalić. Cokolwiek postanowisz, czy mnie wysłuchasz bądź nie, na zawsze będę ci wierna, na zawsze, moja umiłowana Pani, póki życie nie uleci z mego ciała a dusza nie spotka się z bratem... Anna powstała i wzniosła miecz wysoko w górę, tam też kierując swój wzrok...
Pani Jeziora chyba niezadowolona z czegoś była, bo odbłysk słońca od ostrza mało nie oślepił Anny, gdy ta wzrok ku niebu unosiła.
Alessio
Błagam Cię nie mów o swej śmierci, nie zniósłbym tego gdybym Cię utracił - nie wytrzymał i od razu przytulił ją czule nie zwracając uwagi na to że oślepiło ją słońce
Anna de Loiret
Od razu spuściła wzrok oraz miecz... Gdy ukochany ją przytulił, wyrwała się i krzyknęła - zostaw mnie! Pani jest na mnie zła, że oddaje się przyjemnościom, gdy mój ojciec w niebezpieczeństwie! Kocham cię, ale nie mogę... Nie mogę...
Christophe Leroy
Bez odpowiedzi poszedł do Aratheny i spytał się jej w miarę cicho, coby nie przeszkadzać tamtej dwójce... - Uzupełnisz nasze bukłaki wodą? Chyba już nic tam nie zostało... Ja się zajmę tą beczką - po czym zabrał beczkę nad strumyk i wykonał prośbę Alessia.
Arathena
Co za chimeryczka... Elfka spojrzała ukradkiem na Annę.... Tak oczywiście. Odpowiedziała giermkowi.
Alessio
Skinął Liothannei głową w niemej aprobacie po czym natychmiast podbiegł do ukochanej z trudem powstrzymując się od jej mocnego utulenia i z jeszcze większym trudem powiedział - Kochanie......., jeśli......,jeśli tego właśnie teraz chcesz....., przerwy od naszych czułości......, ja to uszanuję, wiedz jednak że gdy tylko mnie będziesz potrzebować będę dla Ciebie - i natychmiast się odwrócił by nie musieć na nią patrzeć przygryzając wargę aż do bólu
Liothannea dosiadła swego rumaka i czeka aż wszyscy będą już gotowi do podróży.
Arathena
Idąc po wodę zastanawiała się co w tej sukience od Anny jest nie tak... Naglę wyjęła sztylet i rozpruła trochę rękawy by nie były tak ciasne... Co się działo ze mną?... no wiesz, gdy nie byłam sobą.. zagadała do giermka
Christophe Leroy
Cóż... Chciałaś tańczyć, próbować śpiewać, nazwałaś mnie mym rycerzem jak Cię niosłem na koc i mnie pocałowałaś... - tu na chwilę urwał i już lekkim uśmiechem dodał - I pannę Annę chciałaś ucałować jeszcze potem, albo myślałaś, że latasz, gdy panie Cię niosły nad strumyk
Anna de Loiret
Ja to wiem, zawsze jesteś przy mnie, gdy tego potrzebuję - odparła łagodnie. Po tym schowała swój miecz, oraz dosiadła Thilbauta, wodze sobie okręcając wokół dłoni, żeby łatwiej było jej prowadzić jedną ręką.
Arathena
Następnym razem jak będę coś chciała pić to mam prośbę... Nie pozwól im mnie więcej do wody wrzucać.... Zaśmiała się...
Arathena przystanęła na chwilę... zrobiła się poważna... A... Ty?... Zaczęła stopą robić dziurę w ziemi... Trochę onieśmielona... A Ty,,, co na to?