Catherine
Nagle zaczęła chichotać i nie mogąc powstrzymać śmiechu powiedziała wciąż chichocząc - Wiem Adele skarbie Ty moje najukochańsze,ja też tylko żartowałam hihihi
Wersja do druku
Catherine
Nagle zaczęła chichotać i nie mogąc powstrzymać śmiechu powiedziała wciąż chichocząc - Wiem Adele skarbie Ty moje najukochańsze,ja też tylko żartowałam hihihi
Malacath:
Spore to miasto... Robi wrażenie. Tak się zastanawiam, czy to oferowanie miecza tejże panience to był dobry pomysł... No nic. Najwyżej się ulotnie, gdy będzie okazja. Na razie jednak trzeba ją odwieźć do tego medyka... - pomyślał, spoglądając na Ritę i to na strażników.
Kersijana
Nie mam czego wybaczać Ci Moja Pani. Wiem, że to rana, której nigdy mi się wyleczyć nie uda... Ty Pani znałaś moją Matkę?... Kersi przestała nagle płakać... nie przestała jej obejmować ale też już się nie tuliła tak bezpośrednio. Wyprostowała głowę i spojrzała jej w oczy.
Nigdy mi nie mówiła, że Cię zna Pani... Opowiadała o dobrej królowej, ale nie mówiła, że znała Cie osobiście...
Kersijana:
Bo przysięgła mi, że nikomu nie powie o tym, iż mnie osobiście znała. Wiesz... Jak byłam królową, wymykałam się wiele razy z pałacu w Elacrai, samotnie galopując przez lasy. Nie było mnie wtedy cały tydzień... Bo poznałam Janę, twą matkę. We dwie spędziłyśmy ze sobą mnóstwo czasu, każdą chwilę w czasie tych dni. Zostałyśmy wręcz przyjaciółkami... Wiele rozmawiałyśmy, spacerując i jeżdżąc po lesie... Tyle czasu płakałam w komnacie i ogrodach Elacrai, kiedy dowiedziałam się że jej już nie ma...
Catherine:
Żmija! Podła żmija! Krzyknęła Adela włażąc Ci na kolana.
Malcolm, Malacath:
Ale czy to nie panienka Rita? Zawieź ją panie wtem do siedziby zakonu Stanowczego Wezwania, to córka marszałka Ealdreda Srogiego! Oni mają tam dobrego medyka, panie.
Arstan:
Archibald uśmiechnął się tylko w odpowiedzi. Po pewnym czasie dotarliście do pobojowiska na leśnej ścieżce... Zauważyliście ciała sierżantów zakonu Hebanowej Rękawicy, mają powbijane w ciała strzały, oraz zadane rany kłute.
Arstan
No to widzisz na jakie zawieszenie broni możesz Archibaldzie liczyć, a teraz pozwól ale muszę wracać do Swoich, mam pewną gestię jak widać do załatwienia, do Ciebie nie żywię urazy, ale jak się znów spotkamy nie stawaj mi na drodze wiodącej do jakiegoś elfa
Catherine
Hihi,też Cię kocham - powiedziała z uśmiechem,ujmując ją za dłoń, po czym dodała stanowczo choć zarazem łagodnie i bez gniewu w głosie - No....,ale nie zapominaj że jestem chora,pleckami do mnie ale już!
Kersijana
Och Pani,,, I ja CI ją teraz przypominam?
Kersi stała przez chwile jak słup soli... Zaskoczona i zmieszana jednocześnie. Jana wspominała pewnie i o mnie... ?Proszę wybacz mi moją śmiałość, Nie wiem jak to powiedzieć... Byłyście przyjaciółkami... Ile bym dała za to bym mogła ją zastąpić pani... Wiedz, że będę się starała z całego serca by Ci ją zastąpić...i zaznać tego zaszczytu.
Malcolm
Tak, zaiste to panienka Rita, dziękuję. Odpowiedział strażnikowi i udał się wskazaną przez niego drogą.
Kersijana:
Nie wspominała... Jeszcze cię nie porodziła, kiedy się poznałyśmy... Chodź Kersi do mnie, ma przyjaciółko - odparła Lothiriel całując Cię w czoło i obejmując.
Catherine:
Zależy, jak obiecasz że cały dzisiejszy wieczór będziesz mi masować stopy to może usiądę oparta o twe plecy - odparła Adela udając kapryśny ton.
Arstan:
I co, przyprowadzisz tu kolejną grupę swoich? Która pomści swych braci, a potem zostanie wyrżnięta przez kolejnych Noldorów? I tak wkoło? Pasuje ci wojna bez końca, która przyniesie tylko krew i cierpienie? Spytał Archibald, a kilku rycerzy zsiadło z koni, zaczynając badać zwłoki.
Malcolm, Malacath:
Stanęliście przed siedzibą zakonu, która wydaje się być kamiennym fortem w obrębie murów miasta, oddzielną budowlą obronną. Duże drzwi strzeżone są przez zwiadowców w zielonych kolczugach, z łukami na plecach, oraz mieczami u pasów.
Malacath:
No pięknie... A myślałem, że może uniknę wizyty z jej ojcem i składaniem całych wyjaśnień... No ale najwyraźniej nie - udał się za rycerzem.
Kersijana
Podeszła do Królowej i pozwoliła się objąć... łzy szczęścia płynęły jej po policzkach jak groch... Dość długo tak płakała na piersi Elfki.... Och,,, cała mokra będziesz... Pan... Ma Przyjaciółko.... roześmiała się i zaczęła wycierać jej mokrą część sukienki... troszkę się roześmiała przy tym.... Mam nadzieję że nie będzie plam....
Arstan
Nie wiem, może, a może odjadę kawałek i zawrócę coby znienacka usiec Elrohira. Jakie gwarancje możesz mi dać, że jeśli zostanę i zaniecham zemsty elfy uczynią to samo, co mi zaoferujesz, czym poręczysz? Pamiętaj to Ty szukasz sojuszników, nie ja...
Malcolm
Podjechał do strażników. Wpuśćcie nas do medyka, strażnicy, panna Rita, córka Waszego pana jest ciężko chora i potrzebuje opieki!
Kersijana:
Nawet jak będzie, to pozostanie to jako pamiątka... Odrzekła królowa z uśmiechem na twarzy i spojrzała na Catherine oraz Adelę. Przeznaczenie... Nie przypadkiem poznały się wczoraj i już są jak siostry... Rzekła cicho, masując Cię delikatnie po plecach i gładząc swą stopą po Twej.
Arstan:
A co chcesz w zamian, za zostanie naszym sprzymierzeńcem? Spytał Archibald.
Malcolm, Malacath:
Eeee... Niedobrze... Pan Ealdred powinien być na dziedzińcu, do niego się udajcie wpierw - rzekł zwiadowca otwierając drzwi, za którymi ujrzeliście dziedziniec... A na nim jakiegoś rycerza w zielonej zbroi płytowej, który potężnym brzeszczotem okłada jednego z sierżantów zakonu. Mówiłem ci łachmaniarzu - deszcz czyni cięciwy niezdatnymi do użycia. A cóżeś tumanie jeden ze swoim łukiem zrobił!
Arstan
Ja, w sumie nic, bo chyba szukasz przymierza z mym zakonem a nie z jednym człowiekiem, tak?
Malacath:
Ja pierdole... Wiedziałem, że będzie jakiś cyrk, ale pojebanego skurwysyna się nie spodziewałem... - ... Przeszkadzamy mu w wypełnianiu jego... obowiązków? - rzucił szeptem do Malcolma.
Kersijana
Popatrzyła na dziewczyny...Tak, jak siostry... Widok ich bawiących się razem był czymś co rozweselało serce elfki. Nie sposób małej oderwać od Catherine nawet na chwilę...
Adeli będę musiała podać zioła na wzmocnienie coby się od niej nie zaraziła... Nie wydaje mi się to nic poważnego, ale dziewczynka wiele przeszła i osłabiona może być przez to .. Choć z drugiej strony jej uśmiech, który ta dziewczyna jej daje jest chyba najlepszym lekarstwem....
Malcolm
Nie ma czasu do stracenia! odszepnął gniewnie Malacathowi i wjechał na dziedziniec. Panie! Twa córka ciężko chora, poślij po medyka!
Catherine
Dobrze księżniczko,jeśli zdrowie pozwoli to nie tylko Ci stopy wymasuje ale i coś zaśpiewam a może nawet zagram! - powiedziała uśmiechając się do niej radośnie i klepiąc ziemię za swoimi plecami dając jej w ten sposób znak żeby za nią usiadła
Erilla
Przyglądałam się reszcie ze swojego stanowiska strażniczego, przez noc rozmyślałam nad tym w co ja się właściwie pakuję. W co one się pakują. Całe to gadanie o przeznaczeniu, poświęcaniu się za sprawę, ehh... Przynajmniej Catherine wyglądała na rozsądniejszą. Spojrzałam na nią przekomarzającą się z Adelą. Słodko razem wyglądają. Uśmiechnęłam się pod nosem. Tymczasem Kersijanę i byłą królową najwyraźniej coś łączy. Cóż... nie będę wnikała.
Zastukałam w zamyśleniu palcami o rękojeść miecza. Niech tam, zobaczymy jak to się dalej potoczy. Zawsze mogę się wycofać.
Wstałam i ruszyłam do Catherine i Adeli.
I jak, zdecydowałaś się jechać z nami? rzuciłam na tyle pogodnie, na ile może powiedzieć ktoś, kto nie spał większość nocy. Zanim jeszcze padła odpowiedź krzyknęłam do Kersijany i królowej. Hej, wy dwie, pośpieszcie się!
Catherine
Tak,chyba nie mam wyjścia....- odparła po czym rozkasłała się nieco,chrząknęła kilka razy oczyszczając gardło i kontynuowała - Wyglądasz na zmęczoną....,niepotrzebnie czuwałaś,ja i tak nie zmrużyłam oka....
Erilla
Musiałam coś przemyśleć, a najlepiej się myśli podczas warty wyjaśniłam krótko Ty lepiej daj się przebadać Kersijanie, tylko nie przeraź się na widok zawartości jej torby.
Catherine, Erilla:
Dziewczynka uśmiechnęła się do swej opiekunki całując ją w policzek, po czym usiadła oparta o jej plecy, szukając swą ręką znów jej dłoni.
Kersijana:
Lothiriel ujęła delikatnie Twą dłoń i odwróciła na chwilę głowę w stronę reszty, mówiąc po tym - tak... Daj jej te zioła, przeziębi się biedna bez nich na pewno, żadna siła jej nie oderwie od Catherine...
Malcolm, Malacath:
Rycerz obmierzył was z daleka złowrogim spojrzeniem, odgarniając włosy i chwytając miecz w obydwie dłonie. Rita! Krzyknął biegnąc w waszą stronę. Gdy do was dotarł, zatrzymał się i spytał Malcolma groźnie brzmiącym głosem - kim jesteś, skąd znasz moją córkę, i co jej jest!?
Załącznik 1378
Arstan:
I z jednym człowiekiem i z jego zakonem. Potrzebujemy każdego wprawnego wojownika, co więcej, przyda nam się przedstawiciel każdego z zakonów - odparł Archibald.
Catherine
Uśmiechnęła się do strażniczki ujmując Adele za dłoń i odparła - To nie jest konieczne,to tylko lekkie przeziębienie,naprawdę....
Malcolm
Jestem Macolm, pochodzę z Poinsbrucku. Twą córkę spotkałem na stepie, gdy goniło ją kilku Jatu, zgładzonych przeze mnie i mojego towarzysza. Panna Rita poprosiła nas o eskortę, i zachorowała na coś przez noc, gdy organizowaliśmy nocleg, panie.
Erilla
Przybliżyłam się do Cath i szepnęłam cicho, tak by Adela mnie nie usłyszała.
A jeśli rozkaszlesz się podczas walki i przez nieuwagę zginiesz?
Catherine
Nie zginę.... - odszepnęła krzywiąc się nieco - Daj mi spokój,co Wam tak zależy na tym leczeniu?Mówię że nie potrzebne!
Erilla
Nie zginę... powtórzyłam Można by to wypisać na wielu nagrobkach. Jednak ja nie będę cię przekonywać, rzuciłam tylko radą jak wojowniczka, wojowniczce. Mówiąc to ruszyłam zobaczyć jak miewa się mój wierzchowiec.
Erilla:
Twój wierzchowiec spokojnie stoi tam, gdzie go zostawiłaś, skubiąc trawkę.
Catherine:
Potrzebne! Wtrąciła nagle Adela, gdy usłyszała tą cześć Twych słów, które wypowiedziałaś już głośniej. Od razu też usiadła z powrotem na Twe kolana, obejmując za szyję i patrząc słodko w oczy.
Malcolm, Malacath:
Tak!? To dlaczego ma opatrunek!? Chciałeś ją wziąć od tyłu, nie dała ci się i chlasnąłeś ją!? Wykrzyknął rozgniewany Ealdred.
Catherine
Adele....proszę,nie dokładaj mi....,przecież widzisz że wszystko ze mną w porządku....- odparła z uśmiechem,delikatnie zaczesując jej włosy za ucho - No już,obiecałaś się tak nie zbliżać,nie chcę Cię zaziębić,nie po to w nocy marzłam żebyś teraz chorowała hihi - A ta Erilla miła całkiem....i się nie narzuca jak pozostali....
Malcolm
Nie, to zrobił jeden z tych koczowników, a ja własnoręcznie założyłem jej opatrunek. Nie potrafiłbym podnieść ręki na kobietę... Wezwij tego medyka, panie, nie ma co zwlekać i się teraz kłócić kiedy w każdej chwili może umrzeć!
Erilla
Ehh, chyba powinnam więcej uwagi do ciebie przywiązywać, biedaku mruknęłam głaszcząc go po szyi Nawet cię nie rozsiodłałam... No, jednak wybacz, przynajmniej do następnego postoju musisz podźwigać jeszcze siodło.
Maloclm, Malacath:
Pizda żeś, nie rycerz, od razu w kolczugę robisz i się tłumaczysz, zamiast warknąć na mnie za oszczerstwa, dawaj mi Ritę - odparł Ealdred, wysuwając ręce po swą córkę, uprzednio chowając miecz.
Catherine:
Nie, musisz dać sobie pomóc, jak nie to pocałuję cię w usta i będziemy razem chorowały - rzekła stanowczo Adela przysuwając swą twarz do twojej.
Arstan
Niech Ci będzie, ale nadal nie wiem czym zagwarantujesz neutralność elfów względem mojego zgromadzenia
Catherine
Nie wygłupiaj się Adele - powiedziała rozgniewana,wstając i odsuwając ją od siebie delikatnie acz stanowczo - nie będziesz chorowała,nie po to tak się o Ciebie zatroszczyłam żebyś miała takie durne pomysły....
Malcolm
Nie warczę na byle głupie i bezsensowne oskarżenia, przecież chyba bym jej tu nie przywiózł gdybym chciał ją zbrukać, najwyraźniej trzeba to niektórym tłumaczyć... I nie robię w kolczugę, bo nie mam przecież o co. Jakiś prostak. Nie dziw, że się z nim pokłóciła. Rzekł, ostrożnie podając mu Ritę do ramion.
Arstan:
Zagwarantuję, ale musisz wierzyć na me słowo. Mam bowiem pewien... Argument, o którym póki co nikt nie ma prawa się dowiedzieć.
Catherine:
Ale... Ale ja się o ciebie martwię... Cathy... Powiedziała Twa podopieczna, niemal już piskliwym głosem zakrywając twarz dłońmi.
Malcolm, Malacath:
Zamknij mordę fujaro - warknął Ealdred, biorąc na ręce swą córkę. Przy okazji, będziesz miał okazję udowodnić, żeś prawdziwym rycerzem, chcesz? A ty, koczowniku z piaszczystego zadupia?
Arstan
Obyś nie kłamał, bo może wtedy sczeznę, ale wyrównam rachunki
Catherine
Wiem,wiem że się martwisz,ale przysięgam że Cię nigdy nie zostawię.... - powiedziała od razu łagodniejąc i tuląc ją do siebie - Jaka ona jest słodka i kochana to się w głowie nie mieści....
Malcolm
Też mi coś, a co będę z tego miał? Spytał odwiązując Marion od swego siodła.