Dan
Tak....-był by żywą pochodnią,magowie ognia nie są tak cierpliwi hehe - zatem,nie będę tracił czasu - powiedział odbierając list,kłaniając mu się krótko i udając od razu do klasztoru - Murwa,ale dzisiaj się nabiegam,ehh....
Wersja do druku
Dan
Tak....-był by żywą pochodnią,magowie ognia nie są tak cierpliwi hehe - zatem,nie będę tracił czasu - powiedział odbierając list,kłaniając mu się krótko i udając od razu do klasztoru - Murwa,ale dzisiaj się nabiegam,ehh....
Vito:
Przyszedł do was ten sam nekromanta, który ostatnio was zaatakował. Podszedł do Twojej celi i przyglądał się Tobie. Reszta więźniów przygląda się wam z ciekawością, ale i ze strachem - I jak ci się podoba w Twoim nowym domu? Przytulnie, nieprawdaż?
Dan:
Dotarłeś pod bramy klasztoru. Przed jego murami stoi jakiś nowicjusz, ubrany w czarno-czerwoną szatę. Widząc, że do niego podchodzisz przywitał się uprzejmie - Witaj. Nazywam się Pedro i jestem odźwiernym klasztoru. Czego tu poszukujesz, nieznajomy?
Vito
Nie narzekam, choć jest tu trochę za ciemno. Powiesz mi w końcu co z nami będzie?
Edward
Dianee!!! Dzie leciż!? Krzyknął podłażąc do niej i chwytając w pasie.
Dan
Mam dla Ciebie list od wielebnego Vatrasa.... - powiedział przekazując mu pergamin po chwili dodając - No i muszę się widzieć z magiem....,tym no....Karrasem,o! Ma mi przekazać informacje dotyczące posągu znalezionego w pewnej kopalni....
Dan:
Nowicjusz wziął go i przeczytał. Od razu po tym zwrócił Ci go - Hmmm... Dobrze. Otworze ci drzwi do klasztoru. Od razu skieruj się do mistrza Parlana. On zaprowadzi Cię do mistrza Karrasa. Stoi przed główną kaplicą klasztoru. To ten wielki budynek z witrażami, na pewno widziałeś go z daleka - nowicjusz otworzył ci drzwi kluczem i wszedłeś na teren klasztoru. Widzisz tu nowicjuszy pracujących w ogrodzie z jakimiś ziołami, sprzątającymi sale czy zwyczajnie rozmawiających z sobą. Jest tu całkiem ładnie i przyjemne. Widać, że magowie i nowicjusze bardzo dbają o te miejsce. Widzisz tu rzeczywiście jakiegoś maga przed głównym budynkiem. Przygląda się on pracy nowicjuszy.
Edward:
Sp...aaadzi - odpowiedziała ci i wyrwała się z Twego objęcia. O mało co się nie wywaliła przy tym na glebę, ale dalej dzielnie idzie. Poszedłeś za nią i w końcu postanowiłeś zasnąć pod jakimś budynkiem... Ciekawe tylko co to za budynek?
Vito:
Chcesz wiedzieć? Proszę bardzo - nekromanta wtem ożywił ciało martwego mężczyzny z jednej z cel. Kilka chwil potem zaczął się ruszać, dyszeć i nieludzko krzyczeć. W końcu powstał i rzucił się na kraty, wyciągając ręce do Ciebie. Jego skóra cholernie posiniała, a jego oczy były koloru białego. Widać, że ma na swoim ciele wiele ran kłutych, jak i ciętych - To taki przykład, a pomysłów jest wiele... Bardzo wiele. Może zechcesz zaprzyjaźnić się z nim?
Vito
Uroczy... Powiedz mi jedną rzecz - po co to wszystko? I - jeszcze tak z czystej ciekawości - co o mnie wiesz?
Dan
Witaj wielebny,mam się rozmówić z magiem Karrasem w sprawie tego posągu jaki znaleziono niedawno w kopalni....
Vito:
A jak myślisz? A co wiem o Tobie... Tyle, że wścibiasz nos tam, gdzie nie powinieneś... oraz, że się tego wszystkiego boisz.
Dan:
Witaj. Nazywam się Parlan. Tak, słyszałem o tym. Zaprowadzę Cię do niego. Lecz zanim... Zachowuj się przyzwoicie i nie przeszkadzaj innym magom w pracy. Niczego też nie dotykaj w bibliotece, ani nie wchodź do żadnych pomieszczeń w klasztorze poza mniejszą kaplicą i głównym budynkiem. Ewentualnie u mistrza Goraxa będziesz mógł coś kupić, o ile udzieli ci pozwolenia. W skrócie to tyle zasad - mag zaprowadził Cię do biblioteki. Jest ona spora - pełno tu różnych regałów, ksiąg oraz jakiś dziwnych elementów i przedmiotów. Parlan pokazał ci ręką maga, do którego miałeś się udać. W przeciwległym boku stoi również jakiś mag. To chyba Hyglas, mag, który poprzednim razem towarzyszył wam w wyprawie do kopalni.
Vito
Boję się? Nie, cieszę się, jestem cały w skowronkach, że skończę jak ten chłopek. rzekł ironicznie, pokazując wkurzonego zombiaka. Oczywiście, że się boję idioto! Kto by się nie bał na moim miejscu o zdrowych zmysłach?! Ja pierdole... wykrzyczał, po czym zrezygnowany usiadł na pryczy, podpierając głowę ręką i wpatrując się w jakiś punkt w podłodze.