Bertrand
Czegóż to... Powstał prędko, miecz mając na wyciągnięcie ręki w razie czego i wykrzyknął Wejść!
Wersja do druku
Bertrand
Czegóż to... Powstał prędko, miecz mając na wyciągnięcie ręki w razie czego i wykrzyknął Wejść!
Spytko po polsku:
Udam się wraz z księdzem do siedziby swego zakonu Kochana. Gdzie mam Cię później szukać?
Po łacinie:
Do siedziby swego zakonu będę Ci towarzyszył Ojcze. To po drodze.
Robert
Jeśli nie przeszła Ci ochota chętnie zobaczyłbym dziś choć kawałek miasta a także posłuchał Twego cudownego śpiewu..... - odpowiedział jej zaś Katarinie skinął głową nie mając zbyt wielkiej ochoty by z nią rozmawiać mimo tego że zgodnie z daną obietnicą nie żywił już do niej tak dużej urazy.
Katarina(polski)
Nie wiem... Mam ochotę się gdzieś upić.
Charles de Tournemire
W porządku, zatem chodźmy - odparł mu i czeka na niego
Techniczny:
Jak podejdzie to po prostu lecim gdzie trzeba :P
Bertrand:
Do Twej komnaty wszedł dość bogato ubrany człowiek, z toporem u pasa. Nosi na sobie lekki kaftan kolczy oraz brązowy, podróżny płaszcz. Szukałem cię tyle czasu panie! Mam list od twego brata Gwidona, proszę. Posłaniec wręczył zwój pergaminu, oraz pokłoniwszy się wyszedł natychmiast z komnaty, jakby wystraszony.
Robert:
Chętnie ci zaśpiewam, chodźmy zatem zwiedzić miasto!
Wszyscy wyruszający na miasto:
Po niedługim czasie, w promieniach zachodzącego słońca, w akompaniamencie pięknego śpiewu Charlotte, dotarliście do znajdującego się na wzgórzu Grobu Pańskiego. Znajduje się on w budynku, strzeżonym przez dwóch rycerzy z takimi samymi krzyżami, jakie nosi Spytko.
Przed wyruszeniem do grobu:
Spytko po poslku:
Ruszając w stronę księdza odpowiedział jeszcze Katarinie Zaczekaj z tym na mnie Luba. Do siedziby zakonu ruszam by wystąpić z jego szeregów.
Bertrand
Fajno, gdybym jeszcze umiał to odczytać... rzekł do siebie, przywdział zaraz kolczugę z powrotem i wyszedł z komnaty w poszukiwaniu kogoś kto potrafi czytać.
Robert
Zsiadł z konia po czym zaoferował Charlotte pomoc przy tej samej czynności, gdy oboje znaleźli się na ziemi nadstawił ramię z pytającym wyrazem twarzy nieco się przy tym czerwieniąc....
Bertrand:
W korytarzu cytadeli, natrafiłeś na Agnes i Boemunda, zmierzających zapewne do swej komnaty. Witaj Bertrandzie, gdzie tak spieszasz z tym pergaminem? Spytała kobieta.